Dodaj do ulubionych

Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią

20.10.14, 00:04
Niedługo 1 listopada, dla wielu czas zadumy nad upływającym życiem. Ja niestety myślę nad tym bardzo często, zatruwa mi to życie. Nie potrafię pogodzić się z tym, że nie będzie mnie, mojej rodziny, wszystko się skończy, nigdy więcej się nie zobaczymy. Jestem racjonalistką, ciężko uwierzyć mi w to, że po śmierci jest jakieś inne życie, choć bardzo bym chciała w to wierzyć. Zresztą dla mnie życie ma sens tylko z moimi najbliższymi, z mężem i dziećmi. Nie potrafię pogodzić się z perspektywą śmierci, mam 37 lat i wciąż odmierzam czas...
Jak wy podchodzicie do tego tematu, czy jesteście pogodzone ze śmiercią, że wasze dzieci umrą , wasza rodzina przestanie istnieć? Czy wierzycie ,że jest inne życie po śmierci, wierzycie że spotkacie tam bliskich? A może wierzycie w reinkarnację? Co zrobić aby myśl o kurczącym się nieubłagalnie czasie nie zatruwała życia? Jak pogodziłyście się z tą perspektywą?
Obserwuj wątek
    • spalona_gora Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 00:22
      > czy jesteście pogodzone ze śmiercią,

      Tak.

      > Jak pogodziłyście się z tą perspektywą?

      Nie wiem. Zawsze była dla mnie oczywista. Od dziecka wiedziałam, że wszyscy jesteśmy śmiertelni. Oczywiście co innego pogodzić się z konkretną śmiercią bliskiej osoby, zwłaszcza przedwczesną, a co innego z ludzką kondycją jako taką. Z tym drugim nie mam jakoś większego problemu. Chociaż mam problem z pojedynczymi osobami, co do których żywię tak ogromny szacunek, że uważam iż powinny żyć wiecznie. Siebie do tej grupy nie zaliczam smile Nie wierzę w życie po śmierci. Mam spisany notarialnie testament, z mężem przynajmniej raz do roku rozmawiamy o tym jak chcielibyśmy być pochowani. Lat mam mniej więcej tyle co Ty.
    • riki_i Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 00:34
      A z tym, że Cię kiedyś w ogóle nie było, możesz się pogodzić? Z tym, że nie było żadnego Twojego "ja" w przyrodzie? Z tym że nie istniejesz jak śpisz , możesz się pogodzić? Bo przecież znikasz wieczorem i telewizorek w głowie włącza się rano... Tak samo jak się rano włączasz, tak samo się kiedyś wyłączysz. Tak jak bylo przed własnym urodzeniem i tak jak bywa w tych momentach, gdy Cię aktywnie nie ma (pominąwszy marzenia senne).

      Strach przed śmiercią obejmuje wiele szczegółowych tematów i trudno wywnioskować z Twego posta, o co tak najkonkretniej Ci chodzi. Czy o przyjemność życia rodzinnego odczuwaną tu i teraz, której kiedyś nie będzie, czy też o zubożenie rzeczywistości brakiem waszej rodziny.... nie bardzo łapię kontekst.

      Receptą na udane życie jest chwytanie każdej chwili. Wstajesz i szukasz pozytywów. Możesz przykładowo danego dnia później wstać i się wyspać - pierwszy punkt. Potem zrób sobie dobrą kawę, wypij ją w przytulnym miejscu (taras, balkon, otwarte okno przy dobrej pogodzie) - drugi punkt. Spójrz na ptaszka co przyleciał sobie do okna i szczebiocze - trzeci punkt. Masz jeszcze więcej czasu , idź na spacer w ładną okolicę i napawaj się jej widokiem - masz czwarty punkt do smakowania życia przez duże Ż. I tak dalej, i tak dalej...

      Odmierzanie czasu przyspiesza jego upływ i nie należy tego robić. Choć ja też odmierzam czas i liczę, kiedy wreszcie będę miał tyle pieniędzy, aby móc przestać pracować - ale wiem, że to ZUO. wink

      Jak zaczniesz cieszyć się chwilą, przestaniesz bać się śmierci. Śmierć to też tylko chwila i nie zawsze bywa bolesna.
      • fadilla Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 09:06
        Dobrze to napisałeś. Kiedy Cię juz nie będzie, nie będziesz myśleć, więc żadnej straty nie odczujesz. Żal jest tylko u tych, których to my zostawiamy. Śmierć kończy wszystko, a teorie o spotkaniu bliskich to takie krzepiące bajeczki, mające na celu dodać otuchy. Jeśli np. umiera zona, a facet po jakims czasie poznaje nową. To z którą z nich się rzekomo połączy się po śmierci? Trochę to niedorzeczne. Inni ida jeszcze dalej w fantazjach. Dla muzułmanów nagroda w raju ma być orszak dziewic. A dla tych dziewic to przecież kara, być czyimś prezentem. Czym sobie na to zawiniły? Pokrętne filozofie.
        • iza232 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 18:37
          fadilla napisała:

          Śmierć
          > kończy wszystko, a teorie o spotkaniu bliskich to takie krzepiące bajeczki, maj
          > ące na celu dodać otuchy.

          To co dla ciebie jest "bajeczką" dla innych jest kwestią wiary. Więc nie stawiaj takich autorytarnych dogmatów, bo może się okazać, że opowiadasz bajeczki.
    • eulalia_przecietna Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 00:45
      Jako osoba niepraktykujaca i niewierzaca w zmartwychwstanie godze sie z faktami i sensu zycia szukam w nim samym, a nie poza nim. Po smierci nie ma nic, wiec nie marnuje czasu. Umrzemy my, nasi rodzice, nasze dzieci, wnuki, nasze zwierzeta, wszystkie rosliny, a na koncu umrze nasza planeta. Takie sa fakty, ale nie wolno caly czas sie zadreczac tym co nieuniknione, choc swiadomosc tego, ze w swoim czasie zniknie wszystko, co znam i kocham, jest nie do ogarniecia...
    • eo_n Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 00:47
      Lubię wierzyć w reinkarnację.

      Przekonuje mnie stanowisko, że widzialna rzeczywistość jest złudzeniem (potwierdzałyby to jakby zarówno fizyka kwantowa jak i psychologia), a skoro życie jest złudzeniem, to czym jest śmierć?

      Czasem się jej boję, czasem nie smile
    • totorotot Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 01:00
      Gorszy dzien przemierzam od punktu a do b, c d e i tak do snu, wylaczywszy uprzednio myslenie. To dobry sposob na przezycie dnia zamiast zbednych rozkminek smile
      • lilijanija Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 01:15
        Mysle duzo, ale staram sie by to nie byl strach. Nie wyborazam sobie, ze umrze mi rodzina, matka, wujkowie, bracia i sisotry cioteczne. Jednak sie o tym przekonuje kazdego dnia-co roku muiera ,ktos 'Starszy", ktos chory, jedna osoba, rodza sie kolejne dzieci i jakoś idzie... Jednak uswiadom sobie jedno: swiat z momentu, kiedy sie urodzilas, z dziecinstwa to juz nie swiat z teraz, tak jak swiat za 5 lat, to juz nie swiat obecny.... Nastepowac bedzie to wolno, tak, ze zdazysz sie przyzwyczaic-a jak nie to malymi szokami sie zmiani ta twoja rzeczywistosc...

        Mam 28 lat. Mysl,e o smierci kazdego dnia. Zaczelam, gdy umralo kilka osob, ktorych o smierc bym "nie podejrzewala..." Smierc daje mi to, ze nie boje sie zycia i ze czasami jest mi wszystko jedno, bo wiem, ze nie ma niczego strasznego, ze smierc wszystko zalatwi i ze po niej nie ma nic...
        Takie mysli odsuwaja mnie tez od np. samoobojstwa...

        Najgorsze jest rozmawiac z kims o tym - kto jest tak samo ciekawy jak ty, jak to jest |"po", A potem ten czlowiek drugiego dnia umiera i on juz "wie".... Tak mialam z kilkoma osbami, ktore bynajmniej nie umieraly na choroby, ale ginely w wypadkach.. Poza tym spojrz na ulice, czy nie widzisz, ze nagle twoj swait odmlodnial, a ty jestes ta jedna "ze starszych"...? Nie zastanawia cie to??
    • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 01:18
      Wiesz.. jakby ci to napisać?
      Boisz się śmierci? Boisz się końca?
      Ja dziś, podczas ataku potężnego bólu w moim organizmie głośno się modliłam do Boga, aby mnie już tu, teraz, natychmiast uśmiercił. Bo już miałam dość rzygania od pięciu godzin i szarpania się z własnym ciałem, żeby dało mi spokój. Albo przynajmniej nie przeszkadzał. Bo póki co, mam za sobą próby samobójcze i choć gremialnie zostałam odsądzona od czci i wiary oraz nazwana parszywą egoistką, to i tak cały czas żyję (JESZCZE ŻYJĘ!) w przeświadczeniu, zarówno mojemu mężowi, jak i moim dzieciom będzie zdecydowanie lepiej beze mnie, niż ze mną. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jestem dla nich balastem, ale jak napisałam wyżej, próby były i były nieudane, czego niejednokrotnie żałowałam.
      Ciesz się życiem, kobieto, nie zamartwiaj się na zapas, bierz życie pełnymi garściami, pamiętaj, że carpe diem trwa krótko i tylko do ciebie będzie zależeć, jak je wykorzystać. Bo jak nie zmienisz myślenia, to zwariujesz - zupełnie jak ja wink
    • helufpi Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 01:59
      Ale co ma do tego racjonalizm, że ty nie jesteś przekonana do życia po śmierci?
      W przyrodzie żadne COŚ nie zmienia się w NIC. Ani energia ani materia. Dlaczego dusza - czymkolwiek jest - miałaby być wyjątkiem i zamienić się w nic?

      Nota bene najlepsza definicja nicości, jaką słyszałam jest autorstwa ks. Tischnera: Nic to jest pół litra na dwóch.
      • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 02:06
        Mój często tak mówił smile
        • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 02:07
          Ojciec. Mój ojciec.
          Nienawidzę pisać z telefonu uncertain
      • yasuko-yasuko Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 02:10
        Najpierw trzeba przyjąć a potem jeszcze udowodnić, że dusza istnieje.
        Dopóki nikt tego nie zrobi mówimy o wierze.
        • helufpi Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 02:29
          Najpierw musiałby zapanować konsensus co do definicji czasownika "istnieje".
          • totorotot Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:22
            piekna riposta wink
            • yasuko-yasuko Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 16:05
              Tyle, że niczego nie wnosi.
      • agnieszka77_11 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 09:49
        Źródłem świadomości jest mózg, a człowiek po jego uszkodzeniu nie jest już taki jak był wcześniej. Nasze ciało zjedzą natomiast robale i będziemy dalej egzystować jako ich część.
        • helufpi Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 14:00
          Gratulacje, twoja wypowiedź wlała nową nadzieję w zbolałe serce autorki wątku.
    • kamunyak Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 03:08
      Nie przejmuj się tym, to zmienia się z wiekiem. Czasem bywa tak, jak u rosapulchry, ma sie juz dośc i z chęcią przestałoby sie istnieć. Słyszałam w tv, jak jakaś mocno starsza pani mówila, że chętnie oddałaby swoje życie za życie, a wlaściwie śmierć, A. Przybylskiej.
      Kiedy jest sie juz właśnie mocno starszym, dostrzega się bezsens dalszej egzystencji, szczególnie, kiedy najbliżsi odeszli.
      Ja, oczywiscie, nie mam pojęcia czy istnieje "coś" potem. Natomiast wiem na pewno, że po smierci mojej mamy widziałam ją, cień jej postaci. Nie mogłam sie mylic bowiem mama pokazywała mi miejsce, w ktorym schowała pewną, ważną dla niej, rzecz, kiedy jeszcze żyła. Waśnie w tym miejscu ją później znalazłam. Nie miałam pojęcia, że w ogóle istnieje więc to nie był wybryk mojej wyobraźni.
      Kim, czym więc był ten cień? jakim cudem mogła mi cos wskazywać, skoro jej nie było? a może jednak jest nadal?
      • nadia000 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:36
        Ciekawe jest to co piszesz. Chciałabym wierzyć, że jest coś po. Myślę ,że z taką świadomością żyje się dużo łatwiej.
        • echtom Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:40
          > Myślę ,że z taką świadomością żyje się dużo łatwiej.

          Ale właściwie dlaczego? Równie dobrze może być trudniej, jeśli weźmiemy pod uwagę opcję piekła.
    • kozica111 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 05:29
      Takie rozkiminy zaczynają chyba być typowe dla naszego wieku, tez miewam, nawet często.ja jestem osobom wierzącą wiec troche inaczej do tego podchodzę, ale tez mi z tymi myślami ciężko.
    • evee1 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 05:55
      > Jak wy podchodzicie do tego tematu, czy jesteście pogodzone ze śmiercią, że was
      > ze dzieci umrą , wasza rodzina przestanie istnieć? Czy wierzycie ,że jest inne
      > życie po śmierci, wierzycie że spotkacie tam bliskich? A może wierzycie w reink
      > arnację? Co zrobić aby myśl o kurczącym się nieubłagalnie czasie nie zatruwała
      > życia? Jak pogodziłyście się z tą perspektywą?
      Moim zdaniem swiadomosc czy strach przed smiercia sa zupelnie naturalnym odruchem, szczegolnie w stosunkowo mlodym wieku. Moim zdaniem trudno mowic o pogodzeniu sie ze smiercia ( w sensie pelnej jej akceptacji), u osob, ktore nie stoja na skraju zycia, czy to z powodu podeszlego wieku czy ciezkiej choroby, ktora smierc w bliskim czasie czyni bardziej rzeczywista.
      Ale z drugiej strony nie ma co panikowac i faktycznie trzeba umiec zyc bez ciaglego strachu przed nieuniknionym. Jezeli faktycznie masz z tym problemy i wplywaja one ona Twoje zycie codzienne, to jak w przypadku kazdego problemu mentalnego warto omowic to ze specjalista. To dotyczy tez osob, ktore czuja dzika panike na sama mysli o tym slowie.
    • echtom Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 08:44
      Miałam długowiecznych rodziców i w wieku 50 lat śmierć wydaje mi się odległą perspektywą. Większość rodziny jest ode mnie młodsza, więc w ogóle nie biorę pod uwagę, że ich przeżyję. O śmierci myślę rzadko, czasem mam napady lęku, które szybko mijają. Nad życiem po śmierci się nie zastanawiam - dowiem się we właściwym czasie, co jest po drugiej stronie. Na razie koncentruję się na życiu doczesnym, żeby ciekawie je przeżyć i coś po sobie zostawić.
    • cosmetic.wipes Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 08:48
      Przed życiem nic nie ma, po śmierci nic nie ma.
      Nie myślę o tym, bo i tak umrzeć trzeba. Własciwie jest to jedyny pewnik. To cóz mam rozkminiać, jak tego nie zmienię.
    • kropkacom Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 08:53
      Nie boję się własnej śmierci. Jednak wyobrażam sobie czasami, że mogłabym spanikować kiedy będzie już wiadomo, że to za chwilę nastąpi mój własny koniec smile Trudno ogarnąć to, że więcej nie otworzysz już oczu, nic nie poczujesz, nie będzie żadnej myśli. To chyba problem w tym, że nie potrafimy sobie tego wyobrazić.
      • kietka Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 09:15
        ej smile strach ma wielkie oczy...
        pomysl sobie, co było, jak cie nie było? masz z tego okresu jakies okropne wspomnienia? po smierci bedzie tak samo smile
        uszy do góry smile
    • agnieszka77_11 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 09:30
      Nie wierzę w życie po śmierci.

      • marzeka1 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:04
        Od dawna nie żyją i moi rodzice, i moi teściowie - nie umarli jako ludzie starzy, więc od zawsze mam świadomość, że życie to tylko jakiś czas, do tego oboje z mężem poważnie w tym roku zachorowaliśmy, więc też nie mam pewności, że będzie to super do 90 roku życia.
        Ale też te rzeczy nauczyły mnie cieszenia się każdym dniem życia i poukładaniem sobie rzeczy dla mnie ważnych- jestem też osobą wierzącą, jednak nie oznacza to niecenienia życia tu i teraz,
        Myślę, że są 2 błędy w myśleniu o życiu, które zakłóca codzienne życie niektórym- albo ciągle życie przeszłością , albo przyszłością- wtedy nie ceni się "tu i teraz".
    • nihiru Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:10
      Skoro boisz się śmierci, to pomyśl nad alternatywą - co by było gdybyś żyła wiecznie.
      W teorii to marzenie, ale tak naprawdę - żyjesz 10, 20, 500 lat... Wszystko widziałaś, wszystko przeżyłaś, wszystkiego spróbowałaś, ogrania Cię wszechogarniająca nuda, od której nie ma ucieczki. Koszmar.
      • agnieszka77_11 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:20
        nihiru napisała:

        > Skoro boisz się śmierci, to pomyśl nad alternatywą - co by było gdybyś żyła wie
        > cznie.
        > W teorii to marzenie, ale tak naprawdę - żyjesz 10, 20, 500 lat... Wszystko wid
        > ziałaś, wszystko przeżyłaś, wszystkiego spróbowałaś, ogrania Cię wszechogarniaj
        > ąca nuda, od której nie ma ucieczki. Koszmar.

        E tam, świat się zmienia. Wszystko idzie do przodu, nowe technologie. Ja bym chciała zobaczyć jak wygląda świat za 500 lat.
        • nihiru Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:29
          Też bym chciała.
          Ale osądzę, że po 1000 latach życia doszłabym do wniosku, że świat się zmienia, ale ludzie pozostają tacy sami i że mam tego wszystkiego dość
      • b.bujak Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 23:11
        nihiru napisała:

        > Skoro boisz się śmierci, to pomyśl nad alternatywą - co by było gdybyś żyła wie
        > cznie.

        taka jest legenda na tę okoliczność:
        Pustelnik z Krobi
        Legenda wielkopolska

        W dawnych czasach; kiedy miasteczko Krobia było jeszcze wielką wioską, żył w okolicy pewien pustelnik. Stary był, dźwigał na swych barkach już ósmy krzyżyk, a siwa broda spływała mu aż na piersi. Ale trzymał się prosto jak trzcina, a chodził tak żwawo, jakby miał co najwyżej sześćdziesiąt lat. Mieszkaniem. jego była jaskinia, którą sobie sam wybudował w ziemi tuż pod lasem. Otaczał ją wokoło chruściany płot dla osłony od wiatrów jesienią, a śniegów zimą. Ludzi się nie obawiał, bo biedny był, a ze zwierzętami leśnymi żył w serdecznej zgodzie za pan' brat.

        Największą ozdobą i zarazem jedynym śpichrzem pustelni była wyniosła grusza polna rosnąca tuż obok ziemianki. Latem dostarczała cienia, jesienią liści na posłanie, a przez cały rok smacznych owoców, które starzec suszył zazwyczaj w okresie babiego lata, rozwiesiwszy na chruścianym płocie.

        Jedyną troską pustelnika byli źli chłopcy z sąsiedniego Żychlewa, którzy otrząsali mu latem niedojrzałe gruszki, tak że często brakło mu ich; i zimą głodem przymierał. Nic też dziwnego, że gruszy swej strzegł niczym źrenicy oka.

        Pewnego wrześniowego dnia zawitał do pustelni staruszek, co najmniej ze dwadzieścia lat starszy od gospodarz, i poprosił o nocleg. Pustelnik przyjął go serdecznie, poczęstował plackiem owsianym i kozim mlekiem, a potem usłał mu w ziemiance świeże posłanie z suchych liści, mchów i wonnych, kwitnących wrzosów.

        Nazajutrz staruszek wstał o świcie, a przywdziawszy na się sakwy podróżne, tak ozwał się do pustelnika:
        - Dziękuję ci, dobry człowieku, za nocleg i gościnność, a jeśli masz jakąś prośbę czy życzenie, wymień je, a będzie spełnione.
        - Pustelnikiem jestem - ozwał się na to gospodarz - i niewielkie są moje potrzeby na tym świecie.
        - I żadna troska nie chmurzy dni twoich w tej pustelni? Zadumał się na to pustelnik i tak rzecze po chwili:
        - Jużci, mam jedną taką troskę. Chłopcy ze wsi pobliskiej włażą o świcie na moją dziką gruszę i, zrywają z niej dla psoty owoce. Myślałem sobie nieraz; że gdyby ta grusza miała taką cudowną moc, iż kto na nią wejdzie, zleźć z niej nie może bez mojego pozwolenia, oduczyłbym urwisów zrywania cudzych owoców.
        - Spełni się twe życzenie - ozwał się staruszek i pożegnawszy gospodarza znikł za chwilę na leśnej drożynie.

        Patrząc za odchodzącym pustelnik spostrzegł wokół niego wielką jasność. Zdumiony zapytywał sam siebie, kto by to mógł być? A nie wiedział, że był to sam Pan Bóg.

        Na drugi dzień pustelnik wyszedł jak zwykle o świcie przed swoją ziemiankę i spojrzał na gruszę, a tam Wojtek i Kuba z Żychlewa siedzą już na drzewie i obrywają co najżółciejsze ulęgałki.
        - Teraz mi już, kochasie, nie zleziecie bez mego zezwolenia! - zawołał do nich pustelnik, chciał się bowiem przekonać, czy spełni się obietnica nieznanego staruszka.

        Chłopcy na to roześmiali się wesoło i z figlów zaczęli obrzucać pustelnika ulęgałkami. Ale minęła godzina jedna, druga i trzecia; a urwisy widzą, że rzeczywiście nie mogą zejść z drzewa. Gałęzie trzymają ich jak w kleszczach, że ani rusz ni w lewo, ni w prawo. Strach ich ogarnął wielki, więc spokornieli i nuż prosić pustelnika:
        - Darujcie, dziadku! Już więcej na pierdziołki wasze przychodzić nie będziemy. Ino zwolnijcie już nas z tej zaczarowanej gruszy.
        - Sprawiedliwie przyrzekł mi ów staruszek - pomyślał sobie pustelnik, a przetrzymawszy Kubę i Wojtka jeszcze do południa, zwolnił ich wreszcie.
        - Pozwalam wam już zejść. Ale rozpowiedzcie we wsi swoim kompanom, by mi tu na szkody nie przychodzili, bo przetrzymam którego na gruszy aż do pierwszych mrozów.

        Chłopcy jak niepyszni zleźli z gruszy i rozprostowali zdrętwiałe członki. Potem podeszli z czcią wielką do pustelnika i ucałowawszy go w rękę, wysypali na murawę wszystkie ulęgałki, które mieli w kieszeniach i w zanadrzu. Wreszcie skłoniwszy .się gospodarzowi czapkami aż do samej ziemi, wzięli nogi za pas tak gorliwie, że tylko tuman kurzu pozostał po nich na drodze do Żychlewa.

        Od tego dnia żaden z chłopaków wiejskich nie odważył się zakraść po ulęgałki, a włościanie okoliczni, dowiedziawszy się o czarodziejskiej gruszy, której moc przypisywali pustelnikowi, zaczęli do niego przychodzić po rady przeróżne i leki, przynosząc z sobą to kukiełkę, to osełkę masła, a poniekąd to .i kurę nawet.

        I żył sobie pustelnik z Krobi jak u Pana Boga za piecem, a nic mu do szczęścia nie brakowało. Tak dożył równych stu lat.

        Któregoś pięknego październikowego dnia, kiedy to przędze babiego lata snuły się wokół po tarniach i ścierniskach, a powietrze było tak przejrzyste, że człowiekowi się zdawało, iż wytężywszy oczy - samego Boga dojrzy wśród niebios, siedział pustelnik na ławie przed ziemianką i z lubością wygrzewał na słonku swoje stare kości. Wtedy właśnie przyszła do niego Śmierć. Zbliżyła się niespodziewanie i trąciła go kosturem w nogę:
        - Nażyłeś się już dosyć, czas już zrobić miejsce dla innych. Pójdź kumie ze mnąc Wzdrygnął się pustelnik, a rozejrzawszy się po szerokim, pięknym świecie, zapragnął żyć. Więc zwrócił się do Śmierci i prosi:
        - Zlituj się, Kostusiu i daruj mi jaki jeden roczek, chciałbym sobie jeszcze trochę pożyć, bo dobrze mi jest na świecie.
        - Nic z tego, kumie, nie tylko roku, ale i dzionka całego już nie dostaniesz. Musisz iść ze mną w te pędy na łono Abrahamowe.

        Uśmiechnął się pustelnik chytrze i rzecze:
        - Ha, kiedy już taka wola Boża, to trudno. Zrób mi jednak, Kostuś, przysługę, wleź na tę oto gruszę i przynieś mi kilka ulęgałek. Niech se jeszcze, Ta życia pojem krztynę.
        - To mi wolno uczynić, więc ci nie odmawiam - powiedziała śmierć i wsparła swą kosę o pień drzewa, a sama wlazła na gruszę.

        Pustelnik tylko na to czekał.
        - A teraz, Kostuś, siedź sobie tak długo póki cię nie zawołam.

        To rzekłszy zabrał kosę śmiercionośną i wrócił do siebie. W całej Wielkiej Polsce nastały odtąd złote czasy: nie było ani wojny, ani morowego powietrza, a ludzie żyli strasznie długo i nie umierali.

        Dziwili się ludziska z tego powodu; ale nikt nie wiedział, że to jest zasługa pustelnika z Krobi, który uwięził śmierć na gruszy.

        A on sam tymczasem uciułał nieco grosza i kazał sobie zbudować piękną chatę, a w niej wygodny zapiecek, gdzie zimą najchętniej przesiadywał. Latem wygrzewał się na słonku i tak dożył w zdrowiu i szczęściu lat stu trzydziestu.

        Wreszcie sprzykrzyło mu się życie. Poszedł więc pod zaczarowaną gruszę i uwolnił uwięzioną śmierć. Ona jednak, mszcząc się na nim za podstęp, nie uśmierciła go, lecz poszła sobie w świat.

        I pustelnik żyje dotąd, ale nie wie, co z swym życiem ma począć, więc wędruje po świecie i szuka śmierci, by go zabrała.


        Źródło:

        Pustelnik z Krobi [w:] O zaklętej księżniczce w zamku gnieźnieńskim oraz inne podania i legendy wielkopolskie, [Poznań] 1984.
    • dziennik-niecodziennik Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:15
      jestem w pełni pogodzona z FAKTEM że wszyscy jesteśmy śmiertelni. o tym czy się pogodzę z momentem śmierci kogoś z rodziny - dowiem się jak ten moment przyjdzie.
      natomiast na zatruwanie sobie życia myslą o śmierci - szkoda mi czasu.
      żyj kobieto. poki mozesz.
      • korolla-x Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:27
        Przecież już raz nie istnieliśmy.
    • moni_kaw Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:20
      im jestem strasz tym bardziej doceniam te jedyną gwarancję wolności - popatrz na to z tej strony;
    • anusia_magda Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 10:46
      Ja jestem wierząca ale też sie boję. Po drugiej stronie mam już rodziców. Czasem mi sie śnią i nie zawsze są to miłe sny. U mnie to jest tak że czasem o tym nie myślę a czasem mam napady lęku ale mam nadzieję że strach ma wielkie oczy i że jednak bedzie dobrze. Jak dziecko sie rodzi to też jest to dla niego koniec jakiegoś etapu ( życia płodowego) , tez przeżywa jakis szok a potem ma nowe, inne życie, myślę że tak jest po śmierci.
      p.s. znam osoby które widziały ludzi zmarłych, więc coś jest na rzeczy smile

      https://www.suwaczki.com/tickers/l22nvcqgup40hae6.png

      "codziennie mnie zachwyca Twoje maleńkie życie"
    • woman_in_love ja mam nadzieję na reinkarnację, ale... 20.10.14, 14:18
      gorsza od śmierci jest starość - wyobraź sobie siebie jako niedowidzącą staruszkę, boli cię wszystko, jesteś brzydka, nic nie pamiętasz, a od czasu do czasu masz odloty i smarujesz ściany kałem. To dopiero jest tragedia i to dopiero jest przerażające. Mam nadzieję, że jakby co, to starczy mi sił na eutanazję.
      • bumbunierka1 Re: ja mam nadzieję na reinkarnację, ale... 21.10.14, 09:31
        Dla tej staruszki jest to tragedia? Bol jest niemily, ale to dotyka wiekszosc staruszkow tylko kiedy sie ruszaja. A istnieja srodki przeciwbolowe. Ale brzydota? To, ze nic nie pamieta? Jesli nie pamieta, to nie wie, ze nie pamieta. Smarowanie scian? Gdyby wiedziala, ze to kal, to by nie smarowala. A skoro smaruje, to uwaza to za sensowna rzecz. Tragedia to jest dla jej bliskich, nie dla niej. To tak jakby niemowlak mial cierpiec, bo sra w pieluche i nie jest w stanie ugotowac sobie zupy.
    • chipsi Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 14:25
      Mamy dzieci, które będą miały dzieci a nie swoje. Nawet jeśli nie biologiczne to kogoś czego nauczą, przekażą coś co my przekazaliśmy im. Zawsze coś z nas będzie żyć jeśli się o to postaramy. Druga sprawa to zmęczenie życiem. Mój nieżyjący już dziadek powiedział kiedyś że on już może spokojnie umrzeć, że już przeżył to co chciał i to mu wystarczy. Wierze że dożyje wieku kiedy będę już gotowa na śmierć. Bardziej boje się śmierci moich bliskich za mojego życia.
    • werualta Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 15:49
      niespełna 2 miesiące temu szedł Ktoś bardzo mi bliski, chorował.. i ostatnie dni On już miał świadomość, że odchodzi. Poprosił o kilka rzeczy. Zdążyłam powiedzieć mu , że Go kocham , że zawsze był dla mnie ważny, że był taki dobry, przeprosiłam za zło. On przeprosił, choć nie wiem za co... Powiedziałam Mu wtedy też, że niedługo się spotkamy. Choć od kilku dni miał bardzo słaby głos i nie miał siły mówić nagle niezwykle mocnym głosem odpowiedział:"nieprędko".. Odszedł w nocy w moich objęciach. Potworny ból i żal. Nadzieja? na co? wiara? trudno wierzyć..., że gdzieś coś jednak jeszcze jest poza życiem tu doczesnym. Gdy zmagał się z chorobą przez ostatnie 2-3 miesiące -zobojętniał i chyba się nie bał. To było dla mnie niesamowite. Żadnego lęku, tylko zaduma, zamyślenie i obserwował nas... Dla mnie najbardziej trudne pogodzenie sie , może nie tyle ze śmiercią, bo to nieuniknione, ale z fizycznością człowieka, który tak bardzo słabnie, gdy choruje. Tak bardzo opada z sił, chudnie w oczach, nie ma siły chodzić, siedzieć, jeść. Nie chce pić.... Sama śmierć nie jest straszna, najgorszy jest ból tych którzy zostali tutaj. Żyję jak w jakimś filmie, obok mnie ktoś coś przeżywa, a ja obserwuję... Msza pogrzebowa i pogrzeb-nie pamiętam, tak jakby nie tyczył się mojego Bliskiego Człowieka. Grób-stoję i patrzę i nie dociera do mnie, że gdzieś w piachu leży ten ukochany Człowiek. Jeśli ja będę umierać - najbardziej żal mi syna. Dlatego wszystkie majątkowe sprawy mam uporządkowane. A reszta - jest mi to obojętne. Chciałabym wierzyć, że jest gdzieś to drugie życie... Jestem od Ciebie starsza o 10 lat. Żyję każdym dniem, nie planuję, żyję teraźniejszością od dawna. Napawam się chwilą, dobrą kawą, słońcem i deszczem.. żałuję, że nie z Nim.... Ze śmiercią trzeba się pogodzić. Jest nieunikniona.... Może trochę nie na temat napisałam, ale dziś taki jesienny dzień, opadają liście... jest ponuro
    • gazeta_mi_placi Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 16:07
      Mam nadzieję że zdechnę dość szybko, niestety może to okazać się nie takie proste bo pochodzę z rodziny obustronnie długowiecznej sad
      Jednego czego się boję to fizycznego bólu/duszności itp. towarzyszących śmierci, samej śmierci nie. Świat to dno i nie ma co żałować.
    • amy.28 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 17:44
      teraz tak masz bo jesteś młoda. jak będziesz starą schorowaną babcią która juz życie przeżyła i ma dorć osłe wnuki, będzie ci to obojętne. a z czasem być może będziesz miec zycia dość.
    • zebra12 Re: Nie potrafię pogodzić się ze śmiercią 20.10.14, 20:02
      Często o tym myślę i też się boję. Nie chcę gnić wśród robali na cmentarzu. Córka znalazła więc dla mnie alternatywę, która naprawdę i całkiem serio mnie pociesza eko-miszmasz.pl/biodegradowalna-urna-na-prochy/# Stanę się częścią drzewa. Już nawet wybrałam gatunek: sosna.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka