Sytuacja w osiedlowym markecie. Wpadam po ziemniaki, idę do kasy, dziecko w aucie. Kolejki do każdej z kas. W tym momencie otwiera sie kolejna. Próbuje sie do niej dostać, ale wpycha sie przede mną kobita z pełnym koszykiem. Pytam wiec proszącą, czy nie wpuscilaby mnie z tymi ziemniakami, bo mam dziecko w aucie. Buczy cos pod nosem i stoi dalej. Ponawiam pytanie. nie.
Mowię wiec, ze dziękuje za życzliwość....
Okazuje sie ze jakiś problem z ta kasa, wiec idę do kolejki obok. Pani czeka. W końcu tez sie poddaje i wraca do swojej wcześniejszej kolejki. Zgadnijcie kto pierwszy skończył zakupy

Pomachalam jej życzliwie na dowodzenia i mam nadzieje, ze to ja czegoś nauczy....