Na którymś z kanałów na kablówce leci program o rodzinie która ma 19 albo 20 dzieci.
To moje guilty pleasure. Oglądam i nie mogę się nadziwić. Oni chyba należą do jakiejś mocno odjechanej grupy religijnej.
Teraz są odcinki gdzie najstarsze córki poznają chłopców i oodbywają się "zaloty". Wg ścisłe określonych zasad - najpierw jest rozmowa z ojcem i dopiero po akceptacji ojca mogą się spotykać, ale zawsze z przyzwoitką. Młodzi ludzie się prawie nie dotykają (ie moga np trzymać się za ręce) a na powitanie sie obejmują ale to takie objęcie bokiem tylko tak by zetknąć się ramionami.
Dziewczyny postanowiły że pierwszy pocałunek z narzeczonym będzie dopiero po ślubie.
I tak się zastanawiam. Myślicie że w dzisiejszych czasach to możliwe. Że te dzieciaki się nie buntują. Przecież musza wiedzieć że można zyć inaczej. I że inni są całkiem zadowoleni z wyborów.
A co by się stało jakby któreś z 20 zakochało się w osobie niezaakceptowanej? A może są odseparowani od normalnego życia (choć w jakimś odcinku korzystali ze skypa - fakt że pod kontrolą dorosłych).
To jest tak absolutnie inne od mojego świata że aż w jakiś sposób fascynujące.
Da się tak wychować dzieci by nie zastanawiały się co tracą (bo na pewno wiedzą co zyskują)?
dla zainteresowanych - to rodzinka: