Słuchajcie, załamałam się. Spotkałam dziś w galerii handlowej dawno nie widzianego znajomego, z firmy, w której już nie pracuję, z działu HR. Znamy się słabo, ale przechodziliśmy na "Ty", kiedyś pomagał mi rozwiązać pewien problem. Przywitał się dosyć oficjalnie, na co ja "cześć" (przecież jesteśmy na Ty) i uradowana ze spotkania, bo znowu zmieniam pracę i przydałaby mi się jego pomoc zaczynam paplać. Rozmowę przerwał telefon, więc pożegnał się szybko i poszedł.
Dopiero jakąś godzinę później, w domu, olśniło mnie. To nie był ów znajomy

To był mój Klient, z którym znam się oficjalnie, na bardzo wysokim stanowisku zresztą. Nie wiem jak można dostać takiego zaćmienia?? Fakt, ze obu panów znam słabo i są do siebie dosyć podobni, ale na Boga, ja chyba mam początki Alzhaimera

Nie wiem teraz czy zadzwonić i przeprosić za pomyłkę czy udawać, że nic się nie stało, po prostu jestem głupią blondynką...