czyli jak z calkiem fajnej idei zrobic wariactwo. Znacie to?
BLW czyli w skrocie sposob rozszerzania diety o pokarmy stale.
w poszukiwaniu nowych przepisow dla mojego dziecka zapisalam sie na grupe i podczytywalam. Kazdego dnia coraz szerzej otwieralam oczy ze zdumienia. Radykalne chustomaniaczki bawia mnie raczej, bo oprocz nawracania krzydwy nie robia, ale radykalne blw przyprawia o gesia skorke. Na grupie porady szukaja np mamy zanemizowanych 7-kilowych dzieci, ktore malowniczo rozzocaja kulki z komosy i wylewaja zmiksowany jarmuz (do picia ofkors, bo papka karmic nie-wol-no), choralne :zmien lekarza: kiedy dziewczyny pisze, ze dostają zalecenia, aby 5-6 miesiecznym dzieciom podawac zmiksowane zupki. wzajemne klepanie po pleckach, kiedy dziecko sie krztusi i nie je - 95% diety roczniaka to powinno byc mleko, oh really? i jak mantra - dziecko nie musi jesc, musi poznac fakturke
tkfie w szoku - moje sa inne, bo jesc musialy i nie uwazam, ze 6 miesieczniak jest gotow aby decydowac o tym co i kiedy zje, daje sobie prawo decydowac za niego
zasada naczelna - dziecko je, kiedy siedzi, wczesniej samo mlesio, jak usiadzie - brokul w reke
o ile dobrze pamietam dziecko siada samodzielnie dobrze po pol roku 7-8-9 m-cy, a wczesniej z radoscia moze futrowac zmiksowaną zupke podana przez matke lyzeczka. O ile dziwi mnie karmienie dwulatka np, tak samo dziwi mnie niekarmienie polroczniaka
jestem staromodna jakas

sa fanki i wyznawczynie nowej-starej metody?