inna_nowa_ja
27.07.15, 12:45
Drogie emamy, sama jestem mamą, zbliżam sie do 40 i nie umiem poradzić sobie z poczuciem winy wobec mojej matki. Zacznę od tego, że od początku byłam tą gorszą, sprawiającą problemy,zawsze byłam porównywana do siostry - aniola. Siostra się wyprowadziła ja zostałam z rodzicami; dbam o dom, załatwiam lekarzy, wyjaśniam rachunki... Tata jest alkoholikiem, na szczęście już teraz nie pije tak jak kiedyś bo mu na to zdrowie nie pozwala.
Przechodząc do sedna, mam problem z mamą, która we wszystko się wtrąca, komentuje każda rzecz, wyśmiewa moje metody wychowawcze a ostatnio usłyszalam że powinnam się leczyć, że moje małżeństwo rozpadło się bo to ze mną jest coś nie tak. Wczoraj w tym cholernym dzbanie urwało się ucho i nie wytrzymałam; wpadłam w furię i zaczęłam krzyczeć, zeby wreszcie dała mi święty spokój, ze ja już mam dość takiego traktowania, że mam 40 lat a ona traktuje mnie jak nastolatkę. Zaczęło się niewinnie od obiadu: przyszła do mnie na góre (mieszkamy na osobnych pietrach, ja płace czynsz i rachunki) w porze obiadowej i pyta czemu synowi (lat 12) nie ugotowalam ziemniaków, więc odpowiadam że nie chce jeść ziemniaków, na co w odpowiedzi pada: bo ty ich tak chowasz (czyli syna i córkę), mówię jeszcze spokojnie, że nie powinno ją obchodzic co jedzą moje dzieci bo i tak zaraz wychodzimy do mojej koleżanki Ani, na co mama podnosi ton głosu i już krzyczy: że po co do Ani, co to za koleżanka i partnerka dla mnie, że przeciez obok mieszka eks teściowa i jak ja zamierzam tam iść, że wstydu nie mam itd. Na koniec rzuciła a to spie...j i wyszła.
Pojechałam z dziecmi do Ani, wracam i próbuję przeprowadzic normalną rozmowę, chciałam wytłumaczyć, że ja już naprawdę mam dosyć wiecznego pouczania, że jestem jej wdzieczna kiedy przygrzeje dzieciom zupę ale nie oczekuję pomocy, jeśli tak będzie przyjde i poproszę, no więc usłyszalam, że wcale się nie dziwi że mi się życie nie ułożyło, bo jestem pie...ięta, żadna ze mnie matka i jak wychowałam dzieci...
Przykro mi bo moim dzieciom potrafi powiedzieć że jestem beznadziejną matką, wyprasza kolegów syna, którzy są u mnie na górze a nie u niej, przeszkadza jej wszystko: muzyka, trzaśnięcie drzwiami, skakanie dzieci na trampolinie. Zastanawiam się czy rzeczywiście nie pójść do psychiatry bo zaczynam sobie nie radzić z tą sytuacją, tak dużo jest we mnie żalu, jak można pouczać córke na temat wychowywania dzieci jeśli sama zafundowała mi życie w domu w którym były wieczne kłótnie z pijanym ojcem, wyzwiska i latające popielniczki. Nie pamiętam aby mnie mama za coś pochwaliła, doceniła, przytuliła, jest we mnie złość a jednocześnie poczucie winy i nie umiem się w tym odnaleźć.
Dzięki za dotrwanie do końca i za chaotyczną w formie wypowiedź.