konwalka
01.08.15, 20:24
Odwiedziło mnie dzisiaj małżenstwo pani-pani (niestotne dla opisywanej sprawy, ale chciało mi sie napisać) w celu wybrania szczeniaka. To znaczy nawet nie wybrania, bo został ostatni.
Panie ok sześćdziesiatki, wesołe, szcześliwe, promienne.
Różni ludzie bywaja u mnie z racji psiaków, ale czegos takiego nie widziałam jak żyję.
One przywiozły kilka albumów ze zdjęciami swojego psa, który niedawno odszedł. Oraz kalendarze z jego ujęciami różnymi. Oraz z djęcia w ramkach. Żeby pokazać. Jedna z pań ma tatuaże z imionami swoich psów. Były u mnie półtorej godziny i przez ten czas ani na moment nie zmieniliśmy tematy z psiego na jakikolwiek inny. W międzyczasie zrobiły milion zdjęć, wpadając zw zachwyty co chwilę nad jakimś ujęciem. Pani W. połozyła się na trawniku i pozwalała, żeby stado puchaczy oblepiło ją jak pszczoły plaster miodu. To był odpał. One podobno w domu mają wszystko, wszyściuko w wilki- tapety, kubki, talerze, obrusy, serwetki, pościel, koce...Pojechały tonąc we łzach z żalu, że psiak zamieszka nimi dopiero za kilka dni. Aha- zapisały dokładną datę urodzenia, bo będą mu wyprawiały przyjęcia. Czekałam tylko aż spytaja o godzinę narodzin w celu postawienia horoskopu. Naprawdę, w tym kontekscie prywatny trener, o którym napomykali poprzedni kupcy wydaje mi się już czymś absolutnie zwyczajnym
wAtek nie ma pointy, zapytania, prosby o pomoc. chciałam tylko opowiedzieć o szalonej wizycie. No, chyba, ze któraś z was spotkała się z takim dziwactwem, to proszę sie podzielić