Dodaj do ulubionych

Do ematek nie lajtowo

03.08.15, 09:37
Dziewczynysmile Kobietysmile piszę pierwszy raz, a czytam od dawna i korzystałam z wielu wypowiedzi w róznych wątkach. Potrzebuje wsparcia i chętnie skorzystam z Waszych doświadczeń życiowych. Gdybym chciała opisać wszystko, byłoby długo i bardzo bardzo smutnie. I przepraszam, że i tak długie.
Mam za sobą wiele, wiele latach opieki nad ciężko chorą matką. Około 10 lat byłam m.in. opiekunem, pielęgniarką (przez 1,5 roku codzienna zmiana opatrunków), bankomatem, wsparciem psychologicznym, oczami, nogami i na pierwszym froncie w 'walce" z systemem zdrowia w PL, ojcem, matką, mężem. Chorób kilka skomplikowanych, śmiertelnych powodujących niepełnosprawność plus wynikające z tego trudne sytuacje psychiczne mojej matki łącznie z jej depresją. Jak z jednego wyszła, to sypało się wszystko dalej. Jak już była prosta, to następował następny kryzys zdrowotny. Doświadczyłam wielu dramatycznych i traumatycznych sytuacji, które odchorowałam. Mam siostrę, która również pomagała, ale to na mnie spoczywał największy ciężar, bo byłam z matka na codzień i w najtrudniejszych chwilach i na codzień z wielkim cierpieniem. Nie mamy tu rodziny (wujków, kuzynek itp.), mój tata zmarł jak miałam 18 lat. Ok. 4 lat nie spałam normalnie, bo takie były sytuacje. Do tej pory cierpię na bezsenność. Starałam się normalnie żyć, spotykac z ludźmi. Cały czas pracowałam. Byłam sama w tym wszystkim. Bez urlopu. Żyłam w permanentnym stresie i zmęczeniu i radziłam sobie....świetnie. Bo taka byłam całe życie. O blskiej relacji nie było mowy, bo mój czas to była praca i opieka. Ktoś tam się pojawiał, ale nie było miejsca i czasu na moje życie. A ja też nie chciałam kogos obciążać. Teraz wiem, że to był błąd, że nie zwróciłam się do innych ludzi o wsparcie, ale moim sposobem na radzenie sobie było nie mówienie o tym co tak naprawdę doświadczam. To był mój mechanizm obronny, aby przetrwać i się nie rozsypać. Dupowaty z perspektywy czasusad Bo zapłaciłam za to dużą dużą cenę. Jak patrzę na to z perspektywy czasu, to nie wiem jak dałam radę psychicznie, fizycznie i finansowo. Chodzę na terapię, ale to długi i cięzki proces. Wiele "rzeczy" i strat przerobiłam. Ale sama terapia nie wystarcza. Ciągle nie mogę stanąć na nogi. Odzywają się stany depresyjne, życie w środowisku "choroby" spowodowało u mnie zamknięcie w sobie. Od jakiegoś czasu sytuacja jest taka, że mogę teraz myśleć o sobie i zająć się sobą. W ciągu ostanich 2 lat dokształacałam się, aby pomyśleć o poprawie finansów ale też i swoim rozwoju. Mam pracę, ale kiepsko płatną. To w czym podnosiłam kompetencje pozwoli mi dodatkowo pracować i zabezpieczyć na przyszłość, ale to wymaga dużego wysiłko. Ostatni rok zbierałam doświadczenie w tym obszarze, bo jest to istotne. Jest to branża, która wymaga dobrego samopoczucia, energii i pracy na forum z ludźmi. Lubię to robić. Zrobiłam dużo w tym kierunku, ale...wysiadam, nie mam już siły. Chciałabym w końcu stanąć na nogi również finansowo. Choroba matki mimo jej dochodów, niestety pochłaniała tyle kasy, całą kasę również moją .Dałam radę bez długów, ale odbierając sobie. Mogłabym być ekpertem na forum Oszczędzaniesad Chciałabym zamknąć ten etap, iść do przodu (iść szybciej do przodu), bo przeciez idę, ale również bardziej otworzyć sie na innych ludzi i świat, nauczyć się dbać o siebie - bo to wszystko to negatywne pozostałości po tych doświadczeniach. Jestem zaraz co 40+, wykształcona, zawsze byłam zaradna,uśmiechnięta, radząca sobie, według opinii innych atrakcyjna, pracowita, zawsze wspierałam innych - piszę o tym, bo na zewnatrz nie widać co przeżyłam i co przezywam. Co stanę na nogi i prę do przodu, to dopada mnie dół. Najgorsze są stany, kiedy czuję się bezradna jak dziecko i trace wiarę, że sobie poradzę.sad
Dziewczyny dajcie proszę jakieś mądre życiowe rady, jak sobie radziłyście z trudnymi sytuacjami w życiu po przejściu tsunami, jak wszystko runęlo?
Na chwilę obecną moge liczyć na wsparcie terapeutki.
Chętnie przyjmę wsparcie i coś z poczuciem humoru.
Może mam skrzywienie, ale mało doświadczam empatii czy zrozumienia od innych. Ludzie mają inne sprawy lub sa obojętni, lub dowartościowują się tym, że ktos ma gorzej - chcę zmienic te zdania o innych.
Takie a nie inne decyzje życiowe i wybory podjęłam, wziełam to na klatę.
Chcę zawalczyć o siebie.
Jak nie tracić wiary w siebie i wiary, że się uda, jak trzymać się celu, jak nie tracić motywacji?

Dziękuję za dotrwanie do końca.

ps. Wiem, że inni maja gorzej i doceniam to, że jestem zdrowa fizycznie i uważam, że pieniądze są potrzebne do szczęścia

ps.1 a propo wątku, komu państwo powinno pomagać - opiekunom i wspsieraczom finansowym osób obłożnie chorych, chociaż raz na 5-7 lat opłacony miesięczny wyjazd wypoczynkowy, aby nabrali sił i mogli dalej zarabiać i finansować koszty opieki i choroby bliskiej osoby w PL i opiekować sie nią
Obserwuj wątek
    • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:46
      Pierwsze moje skojarzenie- Twój umysł i ciało nauczyło sie żyć w trybie zadaniowym, na wysokich obrotach. Twoja psychika i emocje poza wszystkim innym mają zakodowaną potrzebę bycia potrzebną i pomocną. Czy nie jest tak, że na tym etapie życie MUSISZ mieć kogoś by się nim zająć, pomóc, wesprzeć, zaopiekować? Ciągle żyłaś w takim schemacie. Z jednej strony, bo musiałaś. Ale bierzesz pod uwagę, że żyłaś tak bo..taka jesteś ? Otwarta na innych, empatyczna ?

      Tak naprawdę NIE MA bezinteresownej pomocy w najczystszej postaci. Pomagając innym mamy w tym swój cel. Dla niektórych jest to zapłata ( pieniądze), dla innych pewność wzajemności, dla jeszcze innych dobre samopoczucie własne i podniesienie poczucia własnej wartości. I to jest normalne. Dając coś komuś, daje się też sobie . Piękne.
      U Ciebie po tylu latach zabrakło tego bodźca, który sprawiał, że czułaś się potrzebna. Może pomyśl-chociaż wyobrażam sobie jak możesz zareagowac- czy nie zaangażować sie właśnie w pomaganie innym, właśnie po to by pomóc sobie. Wolontariat w hospicjum, wolontariat w opiece na starszymi/chorymi - MASZ WIEDZĘ I DOŚWIADCZENIE -to jest Twoje wypracowane osiągnięcie. Może to jest właśnie Twoja terapia ?
      Ściskam
      • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:53
        Pierwsze moje skojarzenie- Twój umysł i ciało nauczyło sie żyć w trybie zadaniowym, na wysokich obrotach.

        wszystkie matki zyja na takich obrotach nawet wyzszych jak maja 2-3 dzieciakow malych wszystko otwierajacych i gramolacych sie. Sa wykonczone a zyja. Kobiety organizm jest przystosowany do takich sytuacji na cale lata. Tutaj jest troche inna sytuacja. Depresyjna matka doluje corke.
        • triss_merigold6 Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:57
          Przy dzieciach - zdrowych - wiesz, że ów stan życia na bardzo wysokich obrotach się skończy. Celem jest odchowanie dzieci, małe rosną, nabywają umiejętności samoobsługi, stają się mniej absorbujące organizacyjnie etc.
          Przy dorosłym obłożnie/smiertelnie chorym wiesz, że nie ma tej końcowej gratyfikacji.
          • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:59
            skonczyc tez sie "skonczy"ale bez gratyfikacji jak mowisz
          • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:59
            Tak jak pisze Triss.
            Poza tym-naturalną koleją rzeczy jest to, że rodzic opiekuje się dziećmi, które dobrowolnie powołuje na świat.
            Opieka długotrwała i całkowicie samodzielna nad niepełnosprawnym rodzicem z problemami psychicznymi, gdy nie ma się szans na ułożenie własnego życia-jest wbrew porządkowi świata. Nie tak powinno być.
            • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:07
              Mysle ze jako XXI spoleczenstwo mamy zaburzone poczucie tego co "powinno byc". Pomoc panstwa w opiece nad chorym to nowy koncept. Przez cale tysiaclecia rodziny wspieraly osoby starsze, a sprawne babcie pomagaly wychowywac wnuki i prawnuki. Nawet jak spojrzysz na dzikie plemiona afrykanskie to zobaczysz ten motyw. Tylko na Sparcie wymyslili zrzucanie niepelnosprawnych itd ze skalsmile itp dziwnych spolecznosciach. Wszedzie indziej cale rodziny dziela sie odpowiedzialnoscia nad chorymi czlonkami. Podkreslam "Dziela sie".

              • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:11
                Myślę, że każdy wie tyle, na ile pozwalają mu jego doświadczenia.
                Pomijasz uparcie fakty, które podaje autorka a którymi jest SAMODZIELNA ( a nie rodzinna) pomoc, i nie w wychowywaniu wnuków ale opiece nad NIEPEŁNOSPRAWNĄ MATKĄ w Polsce a nie W AFRYCE ( w Nowej Gwinei np. w czasach "cywilizowanych" zakopywano niepełnosprawnych w ziemi, ba, robiono tak nawet wobec bliźniąt w niektórych plemieniach).
                To, że wszędzie indziej jest "dzielenie się"- nijak nie wpływa na FAKTY, które podała autorka. Więc bądź łaskawa skupić się na konkretnej sytuacji i wypowiedzi a nie wybiegać myślami do Sparty, Afryki i w dawne tysiąclecia.
                • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:15
                  Tak i faktem jest tez istnienie jej siostry. Pominelas to?

                  W wielu krajach tego swiata w dniu dzisiejszym dzieci nadal opiekuja sie starszymi. A babcie zas wnukami jesli zdrowie pozwala
                  • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:19
                    Pewien student biologii wyuczył się wszystkiego o dżdżownicach. Przyszedł na egzamin i dostał pytanie o...słoniu. Zaczął odpowiadać : Słoń, to ssak, który ma ogon podobny do dżdżownicy. Dżdżownica należy do rodziny...itd.
                    • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:23
                      wybacz wapaha ale pytajaca to nie slon a jej siostra to nie dzdzownica. Zejdz na ziemie. Mowimy o tym ze rodziny moga i byc moze powinny dzielic sie obowiazkami po rowno co jak sie okazuje ma miejsce. Pielegniarka tez jest i lekarz. Wiem ze jest ciezko ale z nakreslonego aktualnie obrazu sytuacja jest dosc unormowana a problem w tym ze pytajaca nie potrafi zalozyc wlasnego zycia i od lat uciekala w usprawiedliwienie "ze nie moze" i jakby nie zalatwila wlasciwego podzialu obowiazkow od poczatku.
              • triss_merigold6 Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:21
                Pitu pitu. Przez tysiąclecia średnia długość życia była o połowę krótsza niż obecnie, a zapalenie płuc u leżącej starszej osoby kończyło opiekę definitywnie. Pojęcie "wycugu" też nie powstało współcześnie.
                Najkrócej mówiąc, 100 lat temu ciężko chora i niepełnosprawna osoba, nawet przy życzliwej opiece rodziny umarłaby dość szybko, a opieka nie pochłaniałaby 5-10-15 lat.
                • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:24
                  Triss masz pewien % racji ale wez pod uwage liczebnosc rodzin. Tam zawsze ktos chorowal i wymagal opieki
                  • triss_merigold6 Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:28
                    I umierał szybciutko, a w chwilach deficytu żywności jeszcze szybciej.
                    • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:31
                      no roznie bywalo ale zdecydowanie z szybsza tendencja niz dzisiaj- jak mowisz
              • iwoniaw Princess - ale jednak to nigdy NIE była opieka 03.08.15, 10:27
                taka, jaką dziś uważamy za standard i normę.
                Po pierwsze, rodziny zajmowały się osobami starszymi/chorymi, nie jednostki. Po drugie, wraz z niedołężnieniem przez tysiąclecia ludzie zapadali na dolegliwości, które pozwalały im (nawet z dostępną najlepszą (!) opieką medyczną) przeżyć kilka miesięcy, max kilka lat w stanie wymagającym opieki. Dziś konieczność takiej opieki może trwać przez dekady. Jeśli mówimy o osobie sprawnej fizycznie, ale np. z demencją czy alzheimerem, to sytuacja wygląda (dla opiekuna) jeszcze gorzej. O np. przypięciu takiej osoby do łóżka i pójściu do pracy na 10h nie ma mowy, trzeba więc zarobić na opiekunkę, a poza jej godzinami pracy nie masz swego życia. Niepełnosprawnych dzieci też nie oddaje się - jak niedawno jeszcze - do "zakładu", tylko któryś rodzic przestaje mieć po prostu jakiekolwiek życie. Itd. itp.
                Twierdzenie, że dziś ludzie mają "zaburzone poczucie" tego, co się "powinno" może być prawdziwe wyłącznie w tym sensie, że przez tysiąclecia pozwalano umierać dzieciom, chorym i starcom, natomiast jeszcze nigdy nie pochylano się z taką troską nad każdym z ww. grup jak dziś. Różne rzeczy można twierdzić, ale na pewno nie to, że dziś jednostki nie mogące funkcjonować samodzielnie są źle traktowane. A już zwłaszcza nie przez tych, którzy poświęcili lub poświęcają kawał swego życia, by schorowany rodzic/niepełnosprawne dziecko miało jak najlepiej. "Poświęcenie" ma tu znaczenie dosłowne.
                • triss_merigold6 Re: Princess - ale jednak to nigdy NIE była opiek 03.08.15, 10:28
                  Dokładnie.
                  • princesswhitewolf Re: Princess - ale jednak to nigdy NIE była opiek 03.08.15, 10:32
                    ale dzis mamy tez pielegniarki, lekarzy dojezdzajacych i domy opieki. Kiedys tego nie bylo w ogole. Wiec chyba wynik wychodzi na podobne
                    • triss_merigold6 Re: Princess - ale jednak to nigdy NIE była opiek 03.08.15, 10:37
                      Czas i koszty, wymaganie innego standardu opieki. Nie wychodzi podobnie.
                      • iwoniaw Re: Princess - ale jednak to nigdy NIE była opiek 03.08.15, 10:43
                        No właśnie - wymaganie innego standardu opieki. Kiedyś jak ktoś był biedny i nieogarnięty, to po prostu jego chorzy szybciej umierali i tyle. Dziś by został zlinczowany za pozostawienie chorego w takich warunkach (i pójście np. do pracy, by zarobić na jedzenie dla niego i siebie).
                        Pielęgniarki? Lekarze? Byli wtedy i byli wówczas. Jak ktoś miał/ma pieniądze i czas, to miał/ma łatwiej - co nie zmienia faktu, że kiedyś tych pieniędzy i czasu potrzebował w celu zapewnienia opieki mniej (bo na znacznie krócej). Inne były też wspomniane wyżej oczekiwania społeczne (i otoczenia i samych chorych). Że dziś "państwo wspiera"? Państwo ma owszem, wymagania (oprócz linczu, wielu osobom opiekującym się chorym dawniej, wg dzisiejszych standardów groziłyby zarzuty prokuratorskie). Życzę natomiast powodzenia w zorganizowaniu opieki domowej dla osoby ubezpieczonej (!), która lata płaciła składki, a dziś wymaga pielęgniarki 24/7.
                        • triss_merigold6 Re: Princess - ale jednak to nigdy NIE była opiek 03.08.15, 10:47
                          Ponieważ w ciągu ostatnich kilku lat zetknęłam się z kilkoma takimi przypadkami w rodzinie i wśród znajomych, to sorry... upiorne. 80+ latkowie z Alzheimerem i kaszą w mózgu ale fizycznie sprawni mogą żyć i dekadę (i tak żyli, zmieniając życie swoich dorosłych dzieci w koszmar).
                          • princesswhitewolf Re: Princess - ale jednak to nigdy NIE była opiek 03.08.15, 11:00
                            Ta opieka panstwowa tez zalezy jednak od kraju.
                            • triss_merigold6 Re: Princess - ale jednak to nigdy NIE była opiek 03.08.15, 11:04
                              Na miejsce w domu opieki się czeka, prywatnych dla chorych na Azlheimera jest mało i bardzo drogie. Opiekunki prywatnie biorą 20+ zł za godzinę, znacznie więcej niż za opiekę na niemowlęciem.
            • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:32
              Nie chodzi tu o nie pomaganie cięzko chorym czy starszym rodzicom. Nie o tym jest ten wątek. Każdy ma swój los. Nie chcę nikogo urazić, ale co innego mieć 60+, 70+ i opiekować się podkreslam obłoznie chorymi rodzicami. A co innego przed 30. I to wtedy można odczuć, że to jakieś złamanie porządku. A każdy, kto miał takie sytuacje, czy chociażby z cięzko chorymi dziećmi to wie jakie to są koszty. Oczywiście nie porównuję tutaj tych sytuacji. Według mnie to co ja doświadczyłam jest niczym w porównaniu do opieki na cięzko chorym dzieckiem.
          • echtom Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:06
            > Przy dorosłym obłożnie/smiertelnie chorym wiesz, że nie ma tej końcowej gratyfikacji.

            Niestety i to jest w takiej opiece najtrudniejsze. Szkoda, że nie mogę się podzielić z autorką własnym doświadczeniem, bo wcześniej zdążyłam ułożyć sobie życie i po śmierci rodziców byłam w innym punkcie.
      • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:59
        Mam nadzieję, że dobrze sie "podopinam" do odpowiedzi. Jeśli nie to przepraszam, ale jestem nowa na forum. Dziękuję Ci Wapaha za odowiedź. Ja właśnie zmieniłam to w sobie, potrzebę nadmiernego pomagania, kosztem siebie. W moim przypadku, to właśnie chodzi o to, abym w końcu bezpośrednio zajęła się sobą. Pośrednio pomagam innym, aby uczyli się pomagać obłoznie chorym i starszym i angażuje się też w inne formy. Bezpośrednio nie dałabym rady też dlatego, że tyle sie napatrzyłam na cierpienie, mój ojciec zmarł na moich rękach chorował cięzko na nowotwór i niestety nadwrażliwość mam bardzo na cierpienie innych. Nie dałabym rady. Ale dziękuję Ci bardzo za wypowiedź i za ścisnięciesmile Tak masz rację, teraz zycie bez obrotów na 500% odsłania wszystkie pustki. Ale ja chcę zapełnić je swoim zyciem, swoimi potrzebami.
        Pozdrawiam
        • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:03
          Myślę, że jesteś na bardzo dobrej drodze. Wiesz..to tak jakbyś teraz była na odwyku po wielu latach bycia na haju. Masz doły i według mnie- masz pełne prawo je mieć. Masz prawo je czuć, przezywać całą sobą . I nie uciekaj od tego, stań się sama swoim dołem- by móc przeżyć żałobę za tym co utraciłaś. Wierzę, że po latach, jak spojrzysz z perspektywy czasu dostrzeżesz, że nie nie tylko nic nie utraciłaś, ale bardzo wiele zyskałaś. Teraz po prostu jest czas, by nauczyć się żyć po nowemu. A to zawsze jest trudne. Noworodek przychodzi na świat z płaczem, krzykiem i strachem, Chce uciec. Ty teraz jesteś takim noworodkiem.Tylko, że Ty jesteś mądra. Dasz radę smile kiss
          • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:18
            Dzięki Wapaha. Myśle, że jest tak jak opisujesz. Tak jestem na etapie i strat i zysków. Wziąść to wszystko co było dobre i daje siłe i iść dalej. A żałoby przeżywam. Trudne to jest. Ale nie ma innej drogi. Lubię "ematkę" jest to duzo fajnych i mądrych kobiet. I dla mnie to był duzy krok, aby tu napisać.
            Dziękuję
            • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:21
              I przeżywaj! To dobrze, że je przyżywasz. Wiadomo, że im szybciej przejdzie się wszystkie ich etapy tym lepiej, ale ..lepiej późno niż wcale. Przy czym żałoba to nie tylko czas po śmierci bliskiej osoby ( ojciec) ale też żałoba nad sobą ( stracony czas i życie), nad zdrowiem ( zdrowie cżłonka rodziny). To trzeba przejść-mając świadomość że ma się PRAWO do złego samopoczucia, płaczu, wpadania w dołu i przede wszystkim świadomość, że to stan przejściowy. Ty go masz. Jesteś bardzo świadoma.
    • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:50
      A na co mama konkretnie choruje jesli mozna spytac?

      Co stanę na nogi i prę do przodu, to dopada mnie dół.


      a te depresje to od jak dawna sa? Nie mialas ich w mlodosci?

      Mam siostrę, która również pomagała, ale to na mnie spoczywał na


      "Pomagala" to czas przeszly. Juz nie pomaga zatem? A z jakiej racji?
      Sluchaj tu nie ma wyjscia tylko przeprowadzic zmiany. 50-50% podzial opieki i szukanie rozwiazan czy nie moze jakas pielegniarka dochodzic.
      • cosmetic.wipes Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:53
        Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale wydaje mi się, że mama już nie żyje.
        • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:54
          no wlasnie ja tez sie zastanawiam czy tak to mam rozumiec ze mama nie zyje czy jak...
          • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 09:55
            Ja również tak zrozumiałam, stąd taka a nie inna moja odpowiedź do autorki...
            • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:12
              Może mieć hejtować za te złe "podpięcia" do drzewka, może sie nauczę. Odpowiadam na razie hurtowo.
              Przepraszam, że nie napisałam od razu. Matka żyje, ale sytuacja jest opanowana. Nauczyłam sie korzystać z pomocy np. pielęgniarka środowiskowa, lekarz do domu z NFZ. Jest też tak, że 50% ja i 50% siostra. Dziękuję Wam bardzo, za wszystkie wypowiedzi, nie nadązam odpisywaćsmile Nie chcę się zajmować moją matką. Tu jest temat przerobiony i na tyle opanowany, abym mogła zająć sie sobą. O matce pisałam "historycznie" aby zobrazować moją sytuację. Chodzi mi o to, co napisałam w wątku tytułowym. To, że mam jakieś dodatkowe obowiązki to jak każdy w życiu. Nie chodzi mi o rozczulanie się nad sobą. Taki lajf. Czy depresje miałam? Zawsze byłam nadwrażliwa. Ale zawsze radząca sobie.
              • wapaha Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:13
                I sobie poradzisz. Trzymam kciuki!
              • helka.pentelka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:18
                Kup sobie Różeniec górski (Rhodiola rosea) - są w tabletkach albo zioła do parzenia.
                To adaptogen, dobrze stawia na nogi po przewlekłych stanach depresyjnych. Łyka się to góra miesiąc, potem przerwa na 3-4 miesiące. Lepiej nie brać na noc, tylko najpóźniej koło 16, bo nie da się zasnąć. Do tego dobre kwasy omega 3
                Musisz odbudować na nowo zjedzony stresem organizm.
                • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:12
                  helka.pentelka, o krysztale górskim nie słyszałam. Dziękujęsmile Wezmę pod rozwagę, bo nie korzystam ze "wzmacniaczy" naturalnych, łykam tylko magnez. Pozdrawiamsmile
              • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:19
                Nauczyłam sie korzystać z pomocy np. pielęgniarka środowiskowa, lekarz do domu z NFZ. Jest też tak, że 50% ja i 50% siostra.

                i tak powinno byc od poczatku jak tylko udalo sie zalatwic ta pomoc.Wynika z tego ze nie jest tak tragicznie teraz Czy sugerujesz, ze przez dlugi czas nie korzystalas z dostepnej pomocy z jakiegos powodu typu: nie wiedzialas jak to zalatwic albo dogadac sie z siostra, albo masz problem meczenniczki jaka chce wszystko na swoje bary by potem pobiadolic?
                • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:46
                  Princess, jak bym była męczennicą to bym miała lżejsmile Nie jestem z tych co biorą wszystko na swoje bary i potem biadolą, bo z mojego wątku to nie wynika. Myślę, że napisałam w miarę rzeczowo i poprosiłam o realne życiowe podzielenie się w podobnych lub innych sytuacjach. Po ludzku. Moja matka miała najlepszą opiekę, głównie za pieniądze. A jesli piszesz coś takiego, to chyba nie wiesz jak to jest. Cały system NFZ stoi otworemsmile 50% mojego stresu to była walka własnie z NFZ o podstawową skromną opiekę. Ah nie chcę o tym pisać. Kto wie jak jest to wie.
                  • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:12
                    dlatego pisalam jako "moze" a nie jako pewnik. Nie mam pojecia jak jest z NFZ tylko sie domyslam. Nie mieszkam od 20 lat w Polsce.
                    Roznie jak ci wiadomo bywa i ja roznych ludzi spotykam w zyciu. Znam kobiete jaka uciekla w opieke nad matka po zlamanym sercu, inna zas nie miala wyjscia itd itp
                    • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:17
                      Nie miałam złamanego sercasmile Nie zakodowałam tego, że nie mieszkach w PL z innych watków. Tyle tu Was jest Emateksmile ale wiesz te Twoje drążenie, spowodowało usmiechsmilesmilesmile u mnie. To jest miłe mimo wszystko, że ktoś poswięca swój czas i umysł, aby odpowiedzieć. Dla mnie każda perpektywa widzenia różnych rzeczy przez róznych ludzi jest ważna.
                      • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:21
                        troche sie przejelam czytajac twoj opis i mnie sytuacja gleboko zainteresowala bo nie jest to jeden z nudnych i glupawych watkow gdzie najwiekszym problemem kobiety jest ile wazy albo jaki podklad uzyc.
                        Czasami ludzie maja narzuconych przez los mase ograniczen w pierwszej polowie zycie ale pozniej jakos to sie zmienia w drugiej polowie wiec nic straconego. W dzisiejszych czasach w zasadzie mozna spotkac partnera na zycie w kazdym wieku.

                        To jest miłe mimo wszystko, że ktoś poswięca swój czas i
                        > umysł, aby odpowiedzieć.


                        a to juz jest bardzo rzadka wypowiedz jaka tu czytam. Swiadczy o tym ze potrafisz patrzec na sprawe z wielu stron. Mysle ze bedzie to w koncu wynagrodzone tylko nie badz surowa dla samej siebie
                        • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:36
                          "...tylko nie badz surowa dla samej siebie"
                          Za te słowa Ci dziekuję i za cały wpissmile
      • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:26
        Dzięki Princesssmile napisałam wcześniej o propo twojej wypowiedzismile Przepraszam Ciebie i pozwolisz, że nie będę pisać szczegółow o chorobie. Jest ich kilka. Dla mnie to i tak wyczyn, że to napisałam, co napisłam. Ale to też dzięki Wam.
        • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:36
          nie będę pisać szczegółow o chorobie

          spoko, szanuje prywatnosc. Zwlaszcza ze przeciez rozmawiamy o tym jak tobie pomoc.

          Zastanow sie sama ze soba ( niekoniecznie z nami bo nie musisz sie nam spowiadac jesli nie chcesz): dlaczego od poczatku nie zalatwilyscie pielegniarki lekarza i rownego podzialu z siostra? Dlaczego sama wzielas to na swoje bary wszystko ? Czy nie mialas jakiegos zawodu milosnego wtedy na poczatku i niejako nie "ucieklas" w sytuacje z mama. Tzn wiadomo okolicznosci wymagaly opieki ale moze ( i tylko moze) dalo sie od poczatku zrobic jakis podzial? ( spekuluje).
          • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:55
            Wiesz Priness, tak nie dokońca zgadzam sie z Twoją oceną co mozna było, co nie mozna było. Nie chcę rozpisywać się na temat słuzby zdrowia w tym kraju i co oferuje. Bo na to szkoda enargii. Bo to "wyszarpałam" z siostrą to i tak było dużo. Ale z perspektywy czasu, wiem, że już teraz zrobiłabym wiele rzeczy inaczej. Tylko to są trudne sytuacje, nagłe, dramatyczne, kosztowne finansowo - każdy radzi sobie jak umie w takich sytuacjach. Wielu błędów bym juz nie popełniła, tzn. zadbałabym o siebie. I w tym nurcie się z Tobą zgadzam.smile
            • princesswhitewolf Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:59
              Czyli jak rozumiem byl to tez i proces dojrzewania siostry no i pokonywania biurokracji. Najwazniejsze ze teraz jestes w stabilnym punkcie gdzie masz mozliwosc rozpoczecia wlasnej rodziny. Masz jeszcze na rodzine szanse, ja urodzilam majac 40 lat
              • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:29
                Tak mam nadzieję na założenie własnej rodziny i bardzo bym chciała, czy z własnym dzieckiem nie wiem. Przepraszam, że tak krzywo podpinałam się pod Ciebie. Pozdrawiamsmile
    • echtom Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:14
      > Takie a nie inne decyzje życiowe i wybory podjęłam, wziełam to na klatę.

      I to jest Twoją siłą. Nie jesteś bezwolną ofiarą mającą pretensje do złego losu, tylko dojrzałą kobietą, która sama zadecydowała o swoim życiu i wzięła za nie odpowiedzialność. Czemu nie miałabyś robić tego dalej, w innych okolicznościach? Spokojnie dasz radę przy wsparciu terapeutki. Pozdrawiam smile
      • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:21
        Dziękuję Echtomsmile Często korzystałam z Twoich wypowiedzi na temat rodziców. i nie tylko. Było mi swojsko czy raźniej, nie wiem jak to nazwać. Dzięki Tobie czy innym "dziewczynom" łatwiej był mi dojrzalej na to patrzeć co mnie dotyka.
        Pozdrawiam
    • iwoniaw Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:16
      Cytatps.1 a propo wątku, komu państwo powinno pomagać - opiekunom i wspsieraczom fin
      > ansowym osób obłożnie chorych, chociaż raz na 5-7 lat opłacony miesięczny wyjaz
      > d wypoczynkowy, aby nabrali sił i mogli dalej zarabiać i finansować koszty opie
      > ki i choroby bliskiej osoby w PL i opiekować sie nią


      Zgadzam się z tym całkowicie.

      Autorko wątku - wydajesz się być na dobrej drodze do "unormalnienia" życia. Powodzenia!
      • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:01
        Dzięki Iwoniawsmile pozdrawiam
    • mamusia1999 Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:45
      napisze komunał. ale jakoś trudno nam w niego uwierzyć. i dość trudno zmobilizować się do stosowania, szczególnie w dołku.
      otóż jesteśmy zwierzętami. niewybiegane konie, niewybawione koty mają objawy depresji . i to działa w druga stronę . przysięgam ze działa. wysiłek fizyczny, zmaganie się ze swoją physis bardzo poprawia nastrój, nawet jeśli inne okoliczności życiowe przyglądają nas do ziemi. jako matki świetnie wiemy ze uprawianie sportu dodaje dzieciom pewności siebie. jako kobiety, w kieracie codzienności łatwo o tym zapominamy. jestem z wrodzonej natury kanapowcem, wiec moja przysięga waży podwójnie . na początku jest mozolnie, bez formy każdy trening wymaga samozaparcia. ale daje ci słowo, po kilku tygodniach juz nie.
      spróbuj fitnessu, albo biegania.
      mocno cie ściskam.
      • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 10:58
        Dziękuję Mamusia 1999smile O to muszę zadbać, trudna sprawa. Jakiś czas ćwiczyłam i czułam się lepiej. Tylko samozaparcia musze więcej wykrzesić. Dzieki za przypomnieniesmile
    • rosapulchra-0 Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:16
      Prawdziwa czarodziejko.
      Jeśli chcesz, to napisz do mnie na priwa.
      • prawdziwa_czarodziejka Re: Do ematek nie lajtowo 03.08.15, 11:24
        Jak się ogarnę z pocztą gazetową i ogarnę się czasowo to napiszę Rosasmile
        Dzięki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka