anestezjolog72
10.11.15, 08:41
Tak, pożyczanie a nie pożyczka. Mam problem z koleżanka- dość bliską. Nie pracuje od pewnego czasu, nie może znaleźć pracy odpowiadającej jej ambicjom i kwalifikacjom a że wiek już większy niz 25+ są obiektywne trudności.
Na skutek licznych błędów mimo przestróg otoczenia znalazła się w dramatycznej sytuacji i finansowej i zyciowej czyli dosłownie nie ma na chleb. I pożycza. Mnie jest już winna prawie 12 tys złotych.
Jestem może mało asertywna i jest mi jej żal, więc" pożyczam"- ostatnio od 50 do 300 zł bez szans na zwrot. Mam juz tego dosyć, bo ostatnio usłyszałam, że do końca roku przeżyje za 3000 zł i czy moge jej pomóc. I tu jest problem, bo:
- chętnie bym jej pomogła, gdybym widziała światełko w tunelu
- chętnie bym jej pomogła gdybym miała do wyrzucenia 1000 zł miesięcznie a mam inne wydatki
- chętnie bym jej pomogła znaleźć pracę, ale nie moja branża, a na oferty "gazetowe" krzywi się ( powody patrz wyżej)
Koleżanka jest miła, bliską mi psychicznie osoba, dobrze się dogadujemy, ale wysysa mnie emocjonalnie i czuje się winna. Czasem grozi mi samobójstwem, czasem opowiada niedorzeczności, zeby wzbudzić litość.
Co robić? Naprawdę chce jej pomóc, ale nie potrafię.
Czy pomoc ma polegać na dawaniu pieniędzy? Ona naprawdę nie ma. Już wyprzedała się z rodzinnych pamiatek.