Moj sredni syn i jego ukochana powrocili wlasnie z romatycznej podrozy na poludnie Hiszpanii. Swietowali sobie jakas tam swoja rocznice

No i "bez bicia" przyznali, ze spedzili czas glownie na "knajping"

Nie zwiedzali, czy w kazdym razie - bardzo malo, nie podziwiali niczego tylko tak sobie przysiadali w knajpkach, czas im minal na trzymaniu sie za rece i popijaniu lokalnych win do lokalnych potraw. Na pewno bylo im cudownie

Teraz czuja sie ciut (ale takie naprawde super malenkie ciut!) winni, ze jednak nie zwiedzili tych sztandarow kultury i sztuki ale ogolnie wrocili zachwyceni. Przypomnieli mi moja pierwsza podroz do Budapesztu jeszcze w gierkowskich czasach - tez ja spedzilam glownie na "knajping" i do dzis wspominam ja jako jedna z najpiekniejszych podrozy mojego zycia

Macie takie miejsca/miasta zapamietane wylacznie alkoholowo-gastronomicznie, zero zabytkow etc? Moj maz tak wspomina jego pierwszy w zyciu wyjazd do Wiednia - moze to rodzinne? Cheers.