zoslo82
17.12.15, 15:11
no to postanowilam napisac.
Ponad rok temu moj brat ( 45 lat) postanowil rozpoczac poszukiwanie pracy w Anglii, bo
1. Mial dosc swojej starej pracy
2. Mial zatargi z szefem
3. Potrzebowal zmiany.
4.Chcial poleszyc sytuacje finansowa
Mieszkam z rodzina w Londynie, wiec przez rok przyjezdzal do nas 1-3 razy w miesiacu na rozmowy kwalifikacyjne. Zazyczaj zostawal 2 noce, ale zdarzylo sie tez tydzien.
Ostanio doszlo do tego, ze nawet juz nie pytal czy moze przyjechac, tylko rezerwowal bilet i informowal kiedy przyjezdza.
Moj maz, na poczatku jeszcze jakos akceptowal te przyjazdy, ale z czasem zaczelo go to strasznie wkurzac. On nie lubi zmian, zaburzenia codziennej rutyny. Do tego wkurza go, ze moja uwaga byla skupiona na moim bracie podczas jego pobytu.
W koncu zaczelo sie.. za kazdym razem maz znosil gorzej jego przyjazdy, ciagle sie czepial, wymawial, narzekal na brata, ale wszystko do mnie.
Brat leczy sie na depresje od 8 lat, wiec jak cos zaczelam mu mowic, na temach jego przyjazdow, to zawsze pytal dlaczego nie rozumiemy jego sytuacji, dlaczego moj maz nie rozumie, co sie dzieje u niego w pracy ect... Odczulam to jakby ta nasza pomoc nalezala mu sie, lacznie z wyzywieniem i pozyczaniem kasy, ktorej pewnie juz nie zobacze na przejazdy metrem bo on nigdy nie ma, bo w domu krucho ( jego dochod to ok 6000 na 4 osoby).
W listopadzie, byl 3 razy. Maz dostawal szalu na sama wiadomosc o jego przyjezdzie, prosilam go, zeby w Grudniu dal spokoj z poszukiwaniem i zeby nie przyjezdzal, bo ja juz nerwowo nie wyrabialam tego napiecia. Az na poczatku Grudnia dostalam info, ze dostal prace w jednej z firm. ( pracownik biurowy).
Przyjechal 6 Grudnia, obiecal ze wyprowadzi sie szybko.. mial znalezc pokoj w ciagu dwuch tygodni i gdyby nie nasze naciski to by nawet nie zaczal szukac. Zaoferowalismy mu pozyczke, na wynajecie pokoju i depozyt bo przyjechal bez niczego. Wiec znalazl od razu, ale moze zamieszkac od 4 Stycznia, czyli bedzie u nas prawie miesiac.
Ostatnio ja sama wybuchlam, bo on ciagle cos chce, zeby mu zalatwic konto bankowe, lekarza, numer ubezpieczenia, ciagle pyta mnie jak , gdzie, kiedy...i zeby znalezc mu potrzebne informacje . Do tego mocno udezyl sie w stope, ma spuchnieta i sina. Wypowiedzial mi, ze nie chcialam go zawiezc do szpitala ( moze chodzic, byl w pracy) o 20, kiedy jeszcze nie bylo meza a dzieci trzeba polozyc spac itd.. Ja juz ledwo ciagne to wszystko.
Dodam ze mam trojke dzieci 3,4, i 7 lat i do tego jestem 22 tyg w ciazy, ktora znosze zle.
Jak tylko dowiedzialam, sie o przyjezdzie i jego pobycie od razu mu powiedzialam, ze ma zalatwic bilety na swieta, bo wiem, ze moj maz bedzie niezadowolony. On nigdy tego tematu nie ciagna, jakby go to nie obchodzilo jak w tym roku chcemy spedzic swieta. (co drugi rok jestesmy sami). Zaczelam go namawiac na wyjazd do Polski, bedzie mial 5 dni wolnego, ale mu szkoda kasy ( BTW dostanie juz wyplate z nowej pracy), poza tym ciagle kloci sie z zona i chyba nie chce jej za bardzo widziec. Ale czy to jest moj problem? Dlaczego nie zwraca uwagi na nasze potrzeby, chyba juz mu sporo pomoglismy.
Ta sytuacja juz mnie tak stresuje, ze po poludniu przed przyjscie meza i brata czuje niepokoj i strach co znow bedzie, czy pojedzie na swieta czy nie, czy moj maz znow sie wscieknie czy bedzie ok..
Czy moze przesadzamy? Czy nasza pomoc i przyzwolenie na wszystko nie powinna miec ograniczen bo to rodzina? Co myslicie e mamy?