...tak sobie właśnie "podsłuchuję" Dolly Parton i rzeczoną "Jolene" i tak sobie myślę, że sytuacja opisana w piosence, nie mieści mi się w głowie. Czy spotkałyście się/słyszałyście o tym, by w prawdziwym życiu żona prosiła kochankę męża, by ta zostawiła go w spokoju, nie używając gróźb, tylko łechcąc jej ego? Komplementując obcą babę?!

Może z tymi komplementami to przesada, ale czy znacie kobietę na tyle zdesperowaną by błagać kochankę o odejście?