Dodaj do ulubionych

Ratujcie...

28.02.16, 08:49
Pamiętacie mój wątek o chorobie córki? O kaszlu i nieustannym katarze? Mam już odpowiedź.... córka w miniony poniedziałek dostała takiego obrzęku zatok że wylądowałyśmy w prywatnej klinice laryngologiczno-alergologicznej. Na cito wszystkie badania - w tym Ige z krwi. Wyszło mega uczulenie na psa....sad Dodam, że ze skórnych nigdy nic nie wychodziło.... Córka dostała jeszcze skierowanie do szpitala na tomografie zatok oraz endoskopie nosogardzieli. Siedzę i wyję. Wychowałam to psisko od maluszka...... nie umiem się z nim rozstać.... mam przyjaciółkę parę kilometrów za miastem, ma dom i sporą działkę, oferuje pomoc, wzięłaby pieska na parę miesięcy i poobserwowałybyśmy reakcję córki (tzn reakcję organizmu na to że w domu nie będzie psa), zatoki się oczyszczą.... co byście zrobiły w takim przypadku? Pies ją zna i bardzo lubi, często tam jeździmy albo oni do nas, więc wiem w jakich warunkach pies by żył, ale... Z jednej strony rozsądek - dziecko najważniejsze, a z drugiej strony uwielbiam spacery z moją psinką, wzięłam ją taką zaniedbaną, brudną, zapchloną, chorą....ona ma wrażliwy układ pokarmowy, byle czego nie zje, często ma biegunki, chodzę z nią regularnie do weta, pokochałyśmy ją a teraz... wybaczcie bo łzy mi klawiaturę zalewają.....pół nocy nie spałam.... bez spacerów moje życie nie ma sensu... córka wyjeżdża czasem na weekendy do taty a ja zawsze miałam tyle miejsc do obejścia z psem.... teraz zostanę sama jak palec....
Obserwuj wątek
    • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 08:58
      Dodam jeszcze, że tomografia z endoskopią mają wykluczyć, że podczas bezskutecznego leczenia uporczywych infekcji zatok wytworzyły się jakieś zmiany.... masakra....z jednej strony siedzę i wyję za psem, a z drugiej czuję się winna chorobom córki - tak, próbowałam nieco nagiąć rzeczywistość. Jak młoda była mała i mieszkałyśmy jeszcze u mamy był tam pies, ratlerek, staruśki już, córka non stop chorowała. W życiu bym wtedy nie wpadła na to że przyczyną może być to maleństwo ważące niecałe 2 kg. Córka przeszła 2 zabiegi wycięcia przerostu migdałka, pierwszy w wieku 4 lat, drugie w wieku 6 lat. To drugie czasowo zbiegło się z uśpieniem tamtego małego psa, miał 16 lat i bardzo chorował. Od tej pory córka nie chorowała wcale - 1,2 i 3 klasa ani dnia nie opuściła. W wakacje z 3 na 4 klasę wzięłyśmy naszą psinę i się zaczęło, po 2 miesiącach od wzięcia psa córka 40 stopni gorączki i zapalenie zatok.... potem coraz częściej.... w życiu bym nie wpadła....sad
      • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:40
        ad.a6 napisał(a):

        >, po 2 miesiącach od wzięcia psa córka 40 stopni gorączki i zapalenie zatok.... potem coraz częściej.... w życiu bym nie wpadła....sad

        A miala jakies objawy wczesniej czyli przez dwa miesiace od wziecia psa?
        Ludzie ktorzy maja alergie na psy maja objawy od razu, to tak jak z alergia na kurz czy pylki, symptomy to czerwone, swedzace oczy, problemy z oddychaniem, kichanie, opuchnieta twarz, specyficzne swedzenie w gardle, uszach, ci ktorzy sa maja alergie na sline maja reakcje na skorze , skora moze pekac po polizaniu przez psa, moze byc wysypka jak pokrzywka. Mi z testow wyszly rozne alergie ale nigdy nie mialam reakcji po stycznosci z nimi a przy innych mam od razu.
        • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:50
          Najma każdy inaczej reaguje, to że Ty tak reagujesz, nie oznacza, że obok ktoś nie będzie inaczej reagować. Równie dobrze mogło być tak, że były i wcześniejsze symptomy, ale nikt ich nie zauważał, albo traktował katar, pokasływanie czy inne, jako drobiazg i dopiero jak organizm był bardzo osłabiony i pojawiła się gorączka, ktoś zauważył chorobę.
          • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:59
            oqoq74 napisał(a):

            > Najma każdy inaczej reaguje,

            Wiem ze kazdy inaczej reaguje, o co ci chodzi?
            Mam pojecie o alergi bo zmagam sie z nia od wielu lat. Nalezy sprobowac roznych opcji i slrawdzic czy to faktycznie pies i czy faktycznie alergeny takze inne powoduja infekcje z 40 st goraczki.
            • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:03
              Najłatwiej to sprawdzić oddając na jakiś czas psa przyjaciółce.
              • kiddy Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:30
                Myślisz się. Psi alergen zostanie w domu, bo nie da się go szybko usunąć bez wymiany połowy mieszkania. Nic bym nie robiła na własną rękę, skonsultowałabym sprawę z mądrym alergologiem. Jeśli dziecko jest związane z psem, to stres może pogłębić problem alergiczny. Byłam w takiej sytuacji, mając 15 lat. Moja lekarka uznała, że oddanie ukochanego psa negatywnie na mnie wpłynie, a problemu nie rozwiąże. Były określone zasady (częstsza kąpiel psa, zakaz wstępu do pokoju, w którym spałam, mycie rąk po kontakcie z każdym psem) i tyle. Takiego alergenu nie usuniesz z otoczenia dziecka.
                • oqoq74 Re: Ratujcie... 29.02.16, 08:40
                  Owszem usunięcie psa, to tylko początek, bo alergeny zostają w pozostałościach. Jednak ktoś kto ma alergię powinien wiedzieć, że u każdego alergika bywa inaczej. Nie ma jednej jedynej metody na walkę z alergią. Tutaj były konsultacje z różnymi alergologami, skoro wszyscy orzekli, że jednak psa trzeba oddać, to chyba jednak coś w tym jest. W przeciwieństwie do Ciebie, ci alergolodzy widzieli dziecko i znają jego stan. Ty wypowiadasz się tylko na podstawie kilku zdań autorki.
            • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:15
              No właśnie chcemy spróbować innych opcji i sprawdzić czy to pies, na jakiś czas oddzielając dziecko od psa....
        • wuika Re: Ratujcie... 28.02.16, 16:15
          Nieprawda, te alergie nie muszą dawać objawów od razu. Miałam, jako dzieciak, testy alergiczne, nie wykazały niczego szczególnego. Potem miałam gryzonie w domu i po kilku miesiącach się zaczęło - katar, wysypka, pełno atrakcji. Na testach - mega uczulenie na te akurat zwierzęta. I przy okazji minimalna na oka. Zwierzęta zniknęły z domu następnego dnia, zmiany skórne schodziły mi jeszcze dwa lata - bo przecież nie zmieniliśmy nagle mieszkania. A ta minimalna alergia na kota rozwinęła się do postaci, w której dostaję ataków duszności, kiedy jestem w mieszkanie, gdzie mieszkał kot w przeciągu ostatnich miesięcy. A kiedyś reagowałam raptem katarem po dłuższej bytności.

          Do autorki - psa wywieźć w tempie ekspresowym, wyczyścić dokładnie mieszkanie, obserwować zmiany.
          • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 16:38
            Wuika, masz rację. Mi alergolog tłumaczył, że to jak nakręcająca się spirala - najpierw niewielka alergia wziewna, a na koniec astma, jeśli nic z tym nie robisz.
          • yuka12 Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:25
            Sie zgadzam co do objawow alergii. Dodam tez, ze roznie z nimi moze byc. Mam niby silna alergie na siersc kotow, ale, o dziwo, szybkie reakcje mam tylko na niektore zwierzeta i ich wlascicieli. Przyklad z zycia: moj brat ma kota, typowy piecuch ktory nie chce nigdzie wychodzic pomimo ogrodu etc. i ani w kontakcie z nim ani w domu brata nie odczuwam zadnych dolegliwosci. Natomiast zdarzylo mi sie doswiadczyc silnej reakcji (kichanie, kaszel, lzy i poczatki dusznosci) PO DOTKNIECIU ramienia osoby trzymajacej w domu dwa koty.
            • wuika Re: Ratujcie... 29.02.16, 08:25
              Ja reakcji niemal astmatycznej dostałam po kontaktach z jednym kotem. Do tej pory to były właśnie katary, trochę łzawienia. Po ekspozycji na jednego konkretnego - taka jest teraz na każdego. Bardzo różnie się to rozwija, może się to trzymać na stałym poziomie i wtem pójść w mocniejsze reakcje.
              • ichi51e Re: Ratujcie... 29.02.16, 21:29
                Tez tak mialam. Zycie z wychodzacym kotem. No i potem TEN kot ktory uczulal kazdego. No i od tego czasu kazdy kot mnie uczula uncertain
        • franczii Re: Ratujcie... 28.02.16, 16:54
          >Ludzie ktorzy maja alergie na psy maja objawy od razu,

          Bzdura!
          btw nigdy nie spotkalas sie z osobami, ktore cale zycie zdrowe byly a w dojrzalym wieku a nawet na starosc zaczely chorowac na alergie?
    • echtom Re: Ratujcie... 28.02.16, 08:59
      Przytulam, też bym płakała. Szczęście w nieszczęściu, że masz opcję z przyjaciółką, ale czy w tej sytuacji jest w ogóle możliwe, że po tych kilku miesiącach pies do was wróci?
      • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:40
        Opcja, że piedziecko.do domu zawsze istnieje. W przypadku jak autorka odda dziecko.
      • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:41
        Bardzo bym chciała żeby wróciła. Bardzo.
    • nutella_fan Re: Ratujcie... 28.02.16, 08:59
      Myślę że masz coś z głową jeżeli w takiej sytuacji się zastanawiasz.
      • miruka Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:06
        powinnas się cieszyć że odkrylas przyczynę, to rzadko jest tak proste
      • anty_nick Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:34
        nutella_fan napisała:

        > Myślę że masz coś z głową jeżeli w takiej sytuacji się zastanawiasz.
        co tam córka i jej alergia na psa? Nie bedzie mogła z pieskiem na spacery wychodzić... surprised
      • landora Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:59
        Myślę, że poziom empatii masz poniżej zera.
        • nutella_fan Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:04
          Z empatią u mnie nie jest źle, po prostu e głowie mi się nie mieści jak można płakać za psem, który przyczynił sie do choroby dziecka.
          • helka.z.porcelany Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:11
            No tak, bo pies to wszystko zaplanował z premedytacją i każda normalna osoba z automatu takiego psa powinna nienawidzić.

            Mnie się w głowie nie mieści, jak można nie oddać psa, przez którego cierpi dziecko. Ale tez w głowie mi się nie mieści, jak można w związku z taką decyzją nie mieć żadnych głębszych emocji.

            No, ale ludzie bywają różni. Jak widać, to co mnie czy tobie się nie mieści w głowie, spokojnie sobie funkcjonuje w świecie i bywa, że jest normą dla całych rzeszy ludzi.
            • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 16:35
              Mogła założyć wątek żałobny po psie. Nikt jej nie broni, nikt by jej nie krytykował. Założyła jednak wątek o tytule "pomóżcie ", czyli w domyśle oczekuje po forum, że ja odwiedziemy od decyzji o oddaniu psa. I już się znalazły forumowe specjalistki od alergii: wystarczy przewietrzyć mieszkanie i pomoże big_grin

              Dla mnie słabe jest, że autorka ewidentnie przelała na psa uczucia zarezerwowane dla partnera i stąd te problemy z oddaniem psa, gdy córka przez niego choruje. Tu nie chodzi tyle o tą psinę, co o to, że nie będzie miała do kogo przytulić się w łóżku, z kim pójść na spacer. To sa czysto egoistyczne powody.

              Gdyby miejsce psa było "na końcu stada domowego", czyli tam gdzie jest miejsce każdego zwierzęcia, nie byłoby takiego problemu. Tu jednak pies awansował do roli partnera życiowego i stąd ten problem z podjęciem decyzji, która dla nas jest oczywista.

              Psa oddać, a samej udać się do psychologa.
              • ichi51e Re: Ratujcie... 28.02.16, 16:48
                Mysle ze osobie ktora nie ma alegrii ciezko zrozumiec jak bardzo zajete zatoki lzawiace szczypiace oczy pokrzywka sucha skora obniza jakosc zycia. uncertain ciesz sie ze to na psa a nie roztocza czy kurz...
              • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 16:49
                Masz rację. Po partnerze nie uroniłam ani jednej łzy. Myślałam że będę miała co robić jak jest psina. Z kim wychodzić. Teraz będzie tylko praca -dom. Po co chodzić w ogóle???
              • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:03
                Lauren, jak zazwyczaj się z Tobą nie zgadzam, o tyle tutaj trafiłaś w punkt. Autorka "wyje" za psem, jakby miała co najmniej dziecko oddać. Rozumiem smutek, ale zdrowie córki jest najważniejsze. Pies żyje, ma się świetnie, trafi pod dobrą opiekę, ba, nawet odwiedzać go będzie można. Tutaj trzeba się cieszyć, że córkę w końcu zdiagnozowano, że to nic poważnego (tak, wiem, alergia jest przewlekła i męcząca, ale prawda jest taka, że są o wiele gorsze choroby). Niestety, psa trzeba oddać szybko do przyjaciółki, zanim zdrowie córki jeszcze bardziej się pogorszy.
                • kotradykcja Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:17
                  Nie no luz. Z psem jak że starymi butami _ się weźmie i odda.
                  Pies nie czuje, prawda?
                  Ehhh...
                  Wiesz, dla wielu ludzi zwierzęta są jak członkowie rodziny.
                  Oddać psa byłoby dla mnie tragedią. Jeszcze większą dla psa. Bo jemu nie można wytłumaczyć dlaczego traci dom.
                  I rozumiem autorkę doskonale.
                  Współczuję ogromnie tej sytuacji.
                  • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:42
                    To niech zostawi psa i odda dziecko. Jakie inne widzisz rozwiązanie?
                    • isa1001 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:46
                      Autorka rozpacza, że nie będzie już chodziła na spacery. A dlaczego nie może spacerować z dzieckiem!!?
                      • barbibarbi Re: Ratujcie... 29.02.16, 23:05
                        No właśnie. Sytuacja faktycznie może być przykra, aczkolwiek nie rozumiem, dlaczego jedyną opcją spaceru, to spacer z psem? Spacer z dzieckiem jest mało ciekawy?
                        • ichi51e Re: Ratujcie... 01.03.16, 07:18
                          Oczywiscie ze dziecko to co innego pies juz nie wyglupiajmy sie. Psow ludzie nie macie czy jak? Spacer z psem to spacer specyficzny
                          A.trzeba go odbyc
                          B.spacerujac z psem spotyka sie psiarzy co dla osob samotnych jest b waznym wydarzeniem. Czasem zamienisz dwa slowa a czasem spotykasz jakas zaprzyjazniona psiarke i gadacie sobie pol godzinki gdy zwierzaki sie bawia. Cos jak matki z wozkami (tylko ze przyjazne i autentycznie zagadujace do siebie a nie spiep... Nim czlowiek do nich usta otworzy) spacer bez psa oznacza ze zostanie wykluczona ze spol psiarzy - to tak jakby ktos bezdzietny wlazl na plac zabaw i zagadywal.
                          • lauren6 Re: Ratujcie... 01.03.16, 09:04
                            To tylko oznacza, że zamiast spacerów z psem musi sobie znaleźć inne hobby socjalizujące. Np. pójść na fitness. Tam też są ludzie, do których można się odezwać.

                            Owszem, psiarze i wózkary integrują się ze sobą, bo zazwyczaj nie mają innych miejsc, gdzie mogą mieć kontakty z innymi ludźmi. Matki małych dzieci nie pracują i 80% czasu spędzają z niemowlakiem w domu. Psiarze to w dużej mierze emeryci. Autorka nie należy do żadnej z tych grup.

                            Pracuje, ma pracę dodatkową, więc miejsc do nawiązania kontaktu z ludźmi sporo. Nie potrzebuje spacerów z psem po to, by wyjść do ludzi. Jeśli już szukać problemu to w tym, że np. nie potrafi nawiązać bliższej relacji z ludźmi poznanymi w pracy itd.
                            • ichi51e Re: Ratujcie... 01.03.16, 09:17
                              Zgadzam sie tylko chcialam napisac ze spacer z psem nie jest wymienny na spacer z dzieckiem bo to co innego.
                  • nelamela Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:58
                    kotradykcja napisała:

                    > Nie no luz. Z psem jak że starymi butami _ się weźmie i odda.
                    > Pies nie czuje, prawda?
                    > Ehhh...
                    > Wiesz, dla wielu ludzi zwierzęta są jak członkowie rodziny.
                    > Oddać psa byłoby dla mnie tragedią. Jeszcze większą dla psa. Bo jemu nie można
                    > wytłumaczyć dlaczego traci dom.
                    > I rozumiem autorkę doskonale.

                    100/100
                    > Współczuję ogromnie tej sytuacji.
                    >
                  • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:18
                    A ematka jak zwykle ze skrajności w skrajność: albo pies ważniejszy niż dziecko albo stare buty. Nie ma nic pośredniego, co? Żadnych odcieni szarości, tylko czerń i biel.
              • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:10
                Podpisuję się.
                Ja w ogole mam podobne obserwacje w realu, że każda osoba, ktora kocha zwierzęta bardziej niż ludzi, ma jakies zaburzenia w kontaktach społecznych, rodzinnych, damsko-męskich. Egzaltowana aura wokół takich osób na ogół sprawia pozory wielkiej wrażliwości, ale nie zawsze pod tymi pozorami kryje się naprawdę dobry człowiek. To ostatnie, to tylko dygresja, bez żadnego odniesienia do autorki wątki, żeby nie było smile
                • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:41
                  > Ja w ogole mam podobne obserwacje w realu, że każda osoba, ktora kocha zwierzęta bardziej niż ludzi, ma jakies zaburzenia w kontaktach społecznych, rodzinnych, damsko-męskich

                  Ja też. O ile mi nie przeszkadza jeśli bezdzietna osoba wypełnia sobie zwierzęciem pustkę w życiu, tak coś mnie bierze gdy czytam wątki takie jak ten, gdzie piesek i jego samopoczucie jest ważniejsze od zdrowia i samopoczucia chorego dziecka.

                  Był inny wątek na forum gdzie autorka opisywała "odziedziczonego", bardzo agresywnego psa, który rzucał się na jej dzieci. Też się znalazły empatki, które głęboko wspolczuly biednemu psu, zupełnie nie przyjmując do świadomości faktu, że bezpieczeństwo dzieci jest priorytetem. Takie osoby mają mocno zaburzone priorytety w życiu i to już powinno się leczyć.
                  • helka.z.porcelany Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:56
                    Pamietam ten wątek i psa zapamiętałam raczej, jako kundla przed kolano, który po setnym wątku urósł był do rozmiarów krwiożerczej bestii. Nie postulowałem rzecz jasna zatrzymania psa, jednak są granice rozsądku w każdej sytuacji i mierzi mnie niepomniernue kazdy radykalizm. W tamtym wątku ematki doradzały UŚPIENIE zdrowego psa (niezgodne, zresztą, z prawem), bo uznały, że zrobienie porządnego kojca do czasu znalezienia psu domu- za czynność ponad ludzie siły. W tym wątku uczucia Ady, ktora ewidentne przeżywa dość parszywy moment życia, ematki uznają za niemal zbrodnie wobec dziecka.

                    A ja wam powiem, dziewczyny, że niezależnie od poczucia anonimowości na forum i paskudnego dnia, który być może chce się odreagować, to warto pamiętać, że po drugiej stronie kabla siedzi żywy człowiek. Być może bez tytanowych nerwów i niezłomnej osobowości, a na przykład w przech...jowym dla siebie czasie. Nigdyście nie miały mega doła i najparszywszego czasi, który nie chciał się skończyć?!

                    A na dokładkę, w kwestii czyichś znajomych, którzy bohatersko pozbyli się "alergenu" i stawiani byli za przykład (muszę to napisać, bo nie mogę nie napisać) - nie oddałabym psa do schroniska. Choćbym musiała fortunę pożyczyć na hotelik, opiekę u kogoś w domu albo bóg wie co jeszcze. Znalazłabym psu dom, bo jest się odpowiedzialnym, jesli się przygarnęło i dla mnie (dla mnie, podkreślam) to jedna z najbardziej podstawowych oczywistości. Pominę juz kwestie innej oczywistości, że nie zrobilabym własnemu zwierzęciu takiej krzywdy z powodu uczuć do niego właśnie. I gdybym musiała zadbać o zdrowie dziecka, to zadbałabym bez krzywdy dla zwierzaka, choćbym miała stanąć na rzęsach. Jednak to ja. Staram się nie oceniać, bo nie znam sytuacji tamtych ludzi, jednak pozytywnym przykładem nie są dla mnie żadnym. I sama nie chciałabym być takim przykładem dla swojego dziecka, bo wolałabym mu pokazać, że z każdej sytuacji jest przyzwoite rozwiązanie.

                    Pozdrawiam
                    • echtom Re: Ratujcie... 28.02.16, 20:19
                      > Choćbym musiała fortunę pożyczyć na hotelik, opiekę u kogoś w domu albo bóg wie co jeszcze. Znalazłabym psu dom, bo jest się odpowiedzialnym, jesli się przygarnęło i dla mnie (dla mnie, podkreślam) to jedna z najbardziej podstawowych oczywistości.

                      No właśnie. Raz w życiu wbrew moim zasadom oddałam zwierzę - ową "miniaturową" świnkę, która po dorośnięciu zrobiła się bardzo agresywna. Tzn. córka oddawała, bo to była jej świnka, ale pomogłam jej trochę finansowo i wspierałam w tej trudnej decyzji. Znalazła dla niej bardzo dobre miejsce w ośrodku jeździeckim połączonym z agro, ma na bieżąco kontakt z osobą, która to prowadzi, świniak świetnie się zaadaptował.
                    • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 20:19
                      helka.z.porcelany - bardzo Ci dziękuję za kilka wypowiedzi niezwykle dla mnie cennych i pomocnych. Tak ostatnio przeżywam przech@jowy czas. Znalazłam psu bardzo dobry dom, biorąc psa czuję się za niego odpowiedzialna. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak ona teraz tęskni. Córka też płacze. Siedzimy w jednym pokoju i narzekamy na los. Córka odwiozła psa właśnie dlatego, żeby umościć mu legowisko, zrobiła dla nas masę ładnych zdjęć, przyjaciółka młodą odwiozła i zdała szczegółową relację jak suńka się zaprzyjaźniała z otoczeniem, jak się wylatała i jak jej się podobało.
                    • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 20:43
                      Kolejna histeryczka. Czytałaś posta zalozycielskiego? Zauważyłaś, że pies jest u koleżanki w domu pod miastem? To po co piszesz o schronisku? Czy ktoś tu doradza oddanie psa do schrona?! Daruj sobie.
                      • helka.z.porcelany Re: Ratujcie... 28.02.16, 21:28
                        Nawet jesli histeryczka, to nie analfabetka. Czytałam zarówno pierwszy post, jak i jeden z następnych, do którego to właśnie odniosłam się w powyższej wypowiedzi.

                        Ja szcześliwie mam teraz w życiu jako tako, i dzien tez miałam nie najgorszy, wiec możesz mnie określać, jak ci się tylko podoba. Po mnie to spływa, a jesli tobie jakos pomogą, to na zdrowie.
                • barbibarbi Re: Ratujcie... 29.02.16, 23:12
                  Biografie znanych osób to potwierdzają, Bardotka, Villas - obie odrzuciły swoich synów. Ostatnio często czytam biografie różnorakie, faktycznie osoby, które otaczają się zwierzętami, nie chcą mieć dzieci, nie mają ich, a jeśli mają bo się "zdarzyło", to nie interesują się swoimi dziećmi. Izolują się od ludzi, nie ufają ludziom, dziwaczeją w samotności. Z obserwacji znajomych też wyłania się podobny obraz.
                  • helka.z.porcelany Re: Ratujcie... 29.02.16, 23:40
                    Z obserwacji mpochylić znajomych wynika taki obraz, że ludzie nienawidzą zwierząt i gotowi są je mordować, zaś uwielbiają swoje potomstwo. Teze te potwierdzają przypadki znanych mi osób publicznych, ktore codziennie wychodząc z dziećmi ba spacer po drodze trują koty trutką i napuszczają psy na myszy.

                    Teraz, mając do dyspozycji większą próbę ilościową badanych (twoją i moją razem wziętą) dochodzimy do takiego oto badawczego wniosku, że w przyrodzie panuje harmonia, jako że większość ludzi lubi lub nawet uwielbia zwierzęta i z powodzeniem wychowuje ukochane dzieci.

                    Jak ja uwielbiam takie domorosłe statystyki i światowe uogólnienia.

                    A na ematce jak zwykle, po setnym poście historia zaczyna żyć swoim życiem i jest konglomeratem dopisanych przez każdego wyobrażeń. A Ada jest wyrodną matką, ktora nienawidzi córkiC a uwielbia psa. Psa chce wziąć, a córkę oddać i w ogóle jedna wielka patologia.

                    Tymczasem: pies jak był poza domem, tak jest, a dziewczyny (z tego co pisze Ada), siedzą sobie we dwie w domu i jest im przykro, że tak się stać musiało. Mają nadzieję, że może jeszcze cos sie okaże i zdrowie córki pozwoli ba powrót psa, a jesli nie pozwoli to nikt nie rozważa psiego powrotu.

                    i to by było na tyle.

                    PS Ostatnich postów nie czytałam, bo w pewnym momencie juz pisałyście tak, że byłam pewna że pies spowrotem jest w domu. Okazało się, że nie i że planów takich nie ma, ale co tam- dopiszemy sobie, że zaraz będzie i znów wątek nabierze kolorów.

                    Dziewczyny, cholera, przyjmijcie, że świat to nie wojna totalna, że można pogadać, nie zgadzać się z czymś. Ale jednak rozmowa o cudzych UCZUCIACH (a nie czynach!) to nie jest najlepsze poletko ani do łechtania swojego ego, ani eksponowania błyskotliwych ripost.

                    Pozdrawiam i życzę Wam miłej nocy.

                  • milka_milka Re: Ratujcie... 01.03.16, 06:29
                    Co za bzdury!
              • isa_bella1 Re: Ratujcie... 01.03.16, 08:29
                Zgadzam się całkowicie. Przywiązaniem do psa rekompensuje sobie autorka jakiś brak realacji. większosc ludzo niestety tak ma i robi z psów partnerów. A co do autorki. Moze oddac na trochę psa i odczulac dziecko.
          • misterni Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:54
            Cóż, jak masz mały móżdżek, to i się nie mieści.

            nutella_fan napisała:

            > Z empatią u mnie nie jest źle, po prostu e głowie mi się nie mieści jak można p
            > łakać za psem, który przyczynił sie do choroby dziecka.
            • nutella_fan Re: Ratujcie... 28.02.16, 20:24
              big_grin nastepna nawiedzona od zwierzat, sio
              • helka.z.porcelany Re: Ratujcie... 28.02.16, 21:38
                Postuluję, żeby trzymać fason i jako taką kulturę wypowiedzi nawet jesli nie jesteś znana z imienia i nazwiska. Anonimowe jeżdżenie po ludziach i ich emocjach jest ryzykowną rozrywką.
              • misterni Re: Ratujcie... 28.02.16, 23:00
                nutella_fan napisała:

                "big_grin nastepna nawiedzona od zwierzat, sio"

                Następna nawiedzona mamuśka z odpieluchowym zapaleniem mózgu. Poczytaj trochę, doucz się, a potem wypowiadaj na temat spraw, o których w tym momencie nie masz pojęcia.
                Tak na skróty:
                1. Alergia na zwierzę, nie zawsze oznacza konieczność oddania go, często nawet jest to działanie pozbawione sensu, bo nie eliminuje alergenu z otoczenia całkowicie.
                2. Koszt emocjonalny oddania zwierzęcia bywa bardziej brzemienny w skutkach, niż pozostawienie go w otoczeniu alergika.
                3. Nawet jeśli istotnie nie ma innego wyjścia i psa trzeba oddać, nie oznacza że fakt ten nie ma prawa budzić rozterek i smutku. U każdego wrażliwego człowieka będzie budził i tyle.
            • kama265 Re: Ratujcie... 29.02.16, 12:37
              mnie to interesuje to sformułowanie, że pies przyczynił się do choroby dziecka. niby jak się przyczynił? tym, że jest?
              • isa1001 Re: Ratujcie... 29.02.16, 12:42
                Czepiasz się słówek. Przyczynił się, bo dziecko ma alergię na psa. Pies nie jest winny choroby, ale niestety przyczynia się do zaostrzenia jej objawów.
              • ad.a6 Re: Ratujcie... 29.02.16, 13:20
                Nie, że jest, tylko dlatego, że brudzi. Mój pies jest z tych trudniejszych "w obsłudze" i też często chorujący, wymioty, biegunki.....no i wychowany jak niemowlak, śpiący ze mną i ciągle wylegujący się na meblu/czyichś kolanach.
                • edelstein Re: Ratujcie... 29.02.16, 13:24
                  Cudne,alergeny razy 300.
                  IDla pieska masz wyrozumialosc,ze choruje,a dla córki nie.Wow
                  • ad.a6 Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:20
                    A po czym wnosisz że dla córki nie? Wiesz ilu lekarzy odwiedziłam? Ile nocy zarwałam? Ile kasy na leki poszło? Starczyłoby na fajne wczasy dla nas obu.
                    • edelstein Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:24
                      A na pieska nie poszlo?podobno chorowity,a weterynarz nie jest refundowanytongue_out
                      • ad.a6 Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:26
                        Też poszło. Ostatnio chorowały na zmianę. Pies miał parwowirozę.
                        • edelstein Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:36
                          Jakos kasy na pieska nie zalujesz
                          • ad.a6 Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:54
                            Na córkę też nie. Nawet jej obiecałam, że najpierw wykorzystamy wszystkie możliwości medycyny, a dopiero potem oddamy psa. Już ją zawiodłam.
                            • pade Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:57
                              Ada, Ty naprawdę widzisz sens w tłumaczeniu się Edel?
          • taki-sobie-nick Re: Ratujcie... 18.01.17, 21:51
            nutella_fan napisała:

            > Z empatią u mnie nie jest źle, po prostu e głowie mi się nie mieści jak można p
            > łakać za psem, który przyczynił sie do choroby dziecka.

            Ręce opadają.
        • black.emma Re: Ratujcie... 29.02.16, 16:03
          To raczej ty nie masz empatii wobec jej dziecka.
      • zeldaf Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:06
        A ja uważam, że zastanawianie się nie jest niczym złym. Także zanim się coś napisze. Polecam.
    • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:09
      Hmmm, mam kolezanke ktora ma alergie na niektore rasy ale ona nie ma przy tym goraczki. Ja tez mam alergie m.in na kurz,na pylki traw, zboz, drzew itd i bez antyhostaminy nie moglabym funkcjonowac ale nie mam przy tym goraczki, goraczke powoduja infekcje wirusowe i bekteryjne.
      Ja bym to jednak skonsultowala z jakims innym lekarzem.
      A jesli to alergia to bardzo mi przykro,bedziecie musieli pozbyc sie psa, jesli nie wyobrazasz sobie bez psa to wybierz rase z wlosami, ktore nie alergizuja.
      • edelstein Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:12
        A jesli to alergia to bardzo mi przykro,bedziecie musieli pozbyc sie psa, jesli nie wyobrazasz sobie bez psa to wybierz rase z wlosami, ktore nie alergizuja.

        Po co powtarzasz te glupoty.W psie alergizuje nie tylko siersc,ale I slina.
        • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:28
          edelstein napisała:

          > Po co powtarzasz te glupoty.W psie alergizuje nie tylko siersc,ale I slina.
          >
          Oczywiscie ze slina tez ale glownie to skora, a dokladnie zluszczona skora, bo alergizowac moga takze zwierzeta bez siersi czy wlosow. Sa osoby ktore reaguja alergicznie na wszytskie rasy, a sa tacy ktorzy tylko na niektore. Przy zachowaniu odpowiednich warunkow takich jak nie pozwalanie psom spac w swojej sypialni, odpowiedni grooming, regularne kapiele, brak wykladzin itp mozna zyc z psem (nie tylko) bedac alergikiem. Nie zawsze jest to mozliwe ale mozna sprobowac.
          • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:34
            Właśnie, grooming. Ja psa za mocno rozpieściłam, spał ze mną. Pościel po powrocie ze spaceru nadawała się już czasem tylko do wyrzucenia. Nie umiałam psa oduczyć by nie wchodził mi na meble. Wykładzin ani dywanów w mieszkaniu nie mam, ale dzięki temu widzę ile włosów jest codziennie na panelach. Mogę codziennie sprzątać a kurzu i tak pełno fruwa.
            • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:43
              Nie rozpieściłaś psa, on Cię zdominował.
              • berdebul Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:46
                Puknij się w głowę. Psy nie dominują ludzi. Spanie razem nie jest objawem dominacji. Tak, warto nauczyć psą że najpierw myjemy łapy a pózniej idziemy do łóżka.
                • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:18
                  berdebul napisała:

                  > Puknij się w głowę. Psy nie dominują ludzi. Spanie razem nie jest objawem domin
                  > acji. Tak, warto nauczyć psą że najpierw myjemy łapy a pózniej idziemy do łóżka
                  > .

                  Zgadza sie. Nasz pies spinz nami, ale zna zasady i stosuje sie. Kazdego psa mozna nauczyc i edzekwowac zasady, jedne sa latwiejsze a inne trudniejsze ale mozna.
                • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:31
                  Widać masz wąską wiedzę na ten temat. Dla psa rodzina to stado i jak najbardziej będzie dążył do dominacji. O ile mu się na to pozwala.
                  • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:47
                    za to Twoja wiedza świadczy o tym, że kiedyś naczytałaś się bzdur i nie masz pojęcia, co mówią aktualnie specjaliści na temat psich zachowań
                    • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:50
                      Moja wiedza poparta jest wieloletnią praktyką, twoja- aktualną teorią specjalistów.
                      • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:58
                        no jasne, bo wszyscy specjaliści nie mają praktyki, napisali tylko to, co im się wydaje, a o co zapomnieli Ciebie spytac wink
      • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:30
        Konsultowałam z kilkoma lekarzami, na nfz i prywatnie, z tym, że u nas problem jest bardzo złożony, bo młoda ma również skrzywioną przegrodę, uczulenie na roztocze a pies tylko "dokłada się" do i tak już złej sytuacji, widzę co "lata po domu gdy przyjdziemy z psem ze spaceru się "strząśnie". Wypowiedział się też alergolog, że to nie jest uczulenie też na psa samego w sobie, tylko na to co na nim ":mieszka" czyli musiałabym psa kąpać codziennie, a u nas to nie jest wykonalne i tak odkurzam codziennie, bo każdego ranka po spacerze na podłodze jest masa kurzu, piachu. Infekcję bakteryjną powoduje przewlekły obrzęk spowodowany alergią, a nie alergia sama w sobie. Inny alergolog powiedział, że najpierw odstawienie alergenu głównego i obserwacja lub/i antyhistamina na stałe a potem dopiero odczulanie. Że nie będzie dziecka odczulał, skoro w domu jest duży pies, który przynosi kurz, piach i inne alergeny.
        • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:48
          Nie musisz psa kapac codzinnie ale wtedy gdy to konieczne, ale powinnas psa czesac codzinnie bo to pomaga skorze uwalniac wiecej substancjo oleistej ktora redukuje ilosc wysuszonego naskorka. Sa tez specjalne sprey ktore redukuja ilosc tego naskorka. Skoro corka reaguje tez na inne alergeny to trzeba zminimakizowac ich poziom. Jesli nie reaguje na sline to jest szansa ze inna rasa bedzie ok. Warto sprobowac zrobic wszystko aby zminimalizowac alergeny zanim podejmiecie decyzje o oddaniu psa. Sama mam psa i kota i naprawde bardzo wspolczuje, decyzja o oddaniu to ostatecznosc i bedzie bolalo.
        • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:10
          Ada.a6, rozumiem, że serce boli za psem, ale w takim wypadku konieczne jest zminimalizowanie alergenów. Czyli oddanie psa (przynajmniej czasowe), dokładne wysprzątanie domu, pranie i wietrzenie kołder i pościeli, najprawdopodobniej też wyrzucenie dywanów i zasłon. Są też specjalne spreje na roztocza, ale to jak za przeproszeniem pudrowanie trupa, kiedy w domu masz psa, który działa jak wielki wiatrak rozrzucający roztocza. I działaj szybko, chyba że chcesz zrujnować zdrowie córki.
        • ichi51e Re: Ratujcie... 29.02.16, 21:37
          Jak to roztocza to neistety znacznie gorzej.
    • edelstein Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:10
      1.skórne Testy sa dp d...,wiekszosc nie wychodzi
      2.samo wywiezienie psa nic nie da,trzeba dokladnie wysprzatac mieszkanie
      3.nie wiem nad czym sie zadtanawiasz,oczywistym jest,ze to psa trzeba oddac,no chyba ze masz cos z glowa.
    • aquella Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:12
      mam przelwkle chore zatoki od lat, pomogło odstawienie nabiału i pszenicy, ale główny alergen też ma być usunięty. W podobnym przypadku gdy to moje dziecko byłoby chore nie wyłabym za kotem, dziecko zawsze jest i będzie dla mnie priorytetem. A na spacery może bedziesz chodzić z jakimś człowiekiem, płci męskiej np.
      • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:19
        Nie ma człowieka płci męskiej. Jak córka idzie do taty w weekend albo przez pół wakacji to będę sama jak palec. Pies był jedynym moim przyjacielem, bez psa nie chciałoby mi się wychodzić z domu.
        • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:15
          To poszukaj przyjaciół, przyjaciółek czy przyjaciela. Pomijając inne względy, niezdrowo jest lokować wszystkie uczucia w jednym tylko obiekcie.
        • jowita771 Re: Ratujcie... 29.02.16, 10:22
          > Nie ma człowieka płci męskiej. Jak córka idzie do taty w weekend albo przez pół
          > wakacji to będę sama jak palec.

          To może dziecko mogłoby zamieszkać z tatą, a Ty nie musiałabyś oddawać psa?
        • edelstein Re: Ratujcie... 29.02.16, 11:26
          To oddaj dziecko ojcu i sobie psa zatrzymaj.
    • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:17
      Albo pies albo zdrowe dziecko. Psa oddałabym natychmiast. Zanim mieszkanie oczyści się z alergenów minie jakiś czas.
    • gragi_tara Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:30
      Prawie same zimne suki się wypowiedziały do tej pory. Współczuję Ci bardzo, nie wyobrażam sobie siebie w takiej sytuacji. Nie znam się na tym ale nie można zrobić jakiegoś odczulania?
      • gragi_tara Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:33
        Zanim pozbędziesz się psa przeczytaj ten artykuł o occie jabłkowym, ja bym spróbowała
        www.wikirose.pl/2015/04/niezwykle-skuteczna-i-tania-kuracja.html
        • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:45
          Kuracja octem? Napisz że żartujesz.
        • angelika.to.ja Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:48
          Zwierzeta sie najtrudniej odczula.serio nie narażałabym zdrowia dziecka.a i z
          Samo pozbycie się psa to polowa bo alergeny sa wszedzie??
      • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:40
        Wypowiedziały się kobiety, które mają dziecko na pierwszym miejscu.
        Suki, całkiem logiczne, będą bardzo żałować psa, a opłakany stan zdrowia dziecka na drugim miejscu.
        • landora Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:03
          Jezu...
          A może autorka zdaje sobie sprawę, że będzie musiała psa oddać, ale dla niej to jest bardzo bolesna decyzja? Tak trudno to zrozumieć?
          Miałam psa, mam dziecko. W takiej sytuacji chyba by mi pękło serce tym bardziej, że mój pies pewnie szybko by zakończył żywot z tęsknoty.
          Trochę empatii...
      • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:54
        Jak można coś tak głupiego napisać?
    • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:30
      ad.a6 napisał(a):

      Z jednej strony rozsądek - d
      > ziecko najważniejsze, a z drugiej strony uwielbiam spacery z moją psinką...

      Ty o tym piszesz jakby to jakiś straszny dylemat - co zrobić? Ja rozumiem że ci przykro i smutno, też by mi było jakbysmy się musieli koty pozbyć w takiej sytuacji. Ale co tu jest do zastanawiania się? Realnie nie ma innej opcji niż oddanie psa. No dobra Możesz też oddać córkę przyjaciółce.
      • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:53
        rafalzalu napisał:

        >
        > Ty o tym piszesz jakby to jakiś straszny dylemat - co zrobić? Ja rozumiem że ci
        > przykro i smutno,

        Bardzo watpie ze ja rozumiesz, bez zlosliwosci. W takiej sytaucji to jest bardzo trudno podjac decyzje,podejrzewam ze nie tylko dla autorki ale i jej dziecka. Wiele osob traktuje psa jak czlonka rodziny i jesli bierze to na cale zycie, oddanie nie jest w takij sytuacji latwa decyzja do podjecia.
        >
        • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:01
          Wszystko to jest jasne. Dziecko choruje przewlekle i ciężko. Można próbować kolejnych cudownych metod, ładowania silniejszych leków w dziecko i inne cuda wianki. Tylko czy to nie stawianie spraw na głowie?
        • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:07
          Ja rozumiem że oddanie psa nie jest łatwe. Dla nikogo. Że jest cholernie przykro, smutno, wyc się chce i wrzeszczec na świat że jest niesprawiedliwy i do dupy.
          To że decyzja powoduje okropne konsekwencje nie znaczy że nie jest łatwa. Tym badziej, że jak znajdzie sie rozwiązanie to pies może wrócić.
          • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:17
            Właśnie taki mam zamiar, córka się oczyści, wysprzątamy dom jak się da, jak się znajdzie rozwiązanie - pies wróci.
            • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:30
              Znaczy albo ja źle zrozumiałem twój post albo ty niejasno się wyraziłas.
              Tak czy inaczej przytulam wirtualnie i mam nadzieję że szybko i znajdzie się rozwiązanie pozwalające Wam być z psem na co dzien. W między czasie trzymaj się ciepło.
        • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:17
          Ty serio piszesz? Naprawdę nie rozumiem jak można stawiać na jednej szali dziecko i psa. To może oddajmy dziecko?
          • isa1001 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:21
            kira02 napisała;

            Ty serio piszesz? Naprawdę nie rozumiem jak można stawiać na jednej szali dziecko i psa. To może oddajmy dziecko?

            Myślę, że takie teksty piszą osoby, które nie mają dzieci. Mają za to pewnie psa albo kotka. I ten pies albo kotek jest im bliższy niż dzieci.
    • kamea_chateau Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:32
      gdzie moge napisać do ciebie na priv???
      • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:32
        kamea: annadoro666@gmail.com pisz śmiało
    • slonko1335 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:35
      Przykro i rozumiem rozpacz ale spójrz, że jednak sytuacja beznadziejna nie jest bo masz kogos sprawdzonego kto zaopiekuje się psem w razie jak decyzję o oddaniu psa trzeba będzie podjąć. Spróbowalabym jeszce nie wiem odczulania może, może eliminacji innyc alergenów, zasad współżycia z psem(u nas pies nie ma wstępu do dzieciecych pokoi i sypialni). Współczucia.
    • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:37
      To trolling jakiś?
      Biedne dziecko. Choroby, lekarze, zabiegi chirurgiczne, bóle i cierpienia, groźba powikłań, a mamunia "kocha psinkę" i "za psinką wyje" bo "bez spacerów moje życie nie ma sensu"
      Weź kobieto coś na krążenie w tętnicach mózgowych, może też lecytynę i omega3. Albo po prostu rozpęd w kierunku ściany.
      • gragi_tara Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:40
        Najlepiej wywalić psa beż refleksji, jeszcze mu kopa w dupę na drogę sprzedać, omg.
        • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:44
          Przecież ma bardzo dobrą refleksję, niedowidzisz? KOLEŻANKA ZA MIASTEM, z dobrymi warunkami, chętna zwierzaka przygarnąć, można go będzie odwiedzać.
          Ale post jest nie o tym, że dziecko po serii cierpień będzie miało tomografię z endoskopią bo podczas bezskutecznego leczenia uporczywych infekcji zatok pewnie wytworzyły się jakieś zmiany. Nie z tego powodu mamunia "wyje". OMG, jak najbardziej.
          • mebloscianka_dziadka_franka Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:39
            Podpisuję się pod tym.
            • nutella_fan Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:09
              I ja też.
          • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:24
            Ja pier..ę, mamusia wyje, bo kocha dziecko i wie, że nie ma wyjścia i trzeba oddać psa. Mamusia wyje, bo czuje się winna, że nie domysliła się, że te choroby to z alergii. Mamusia wyje, bo to druga strata w ostatnim czasie.
            Ma prawo wyć!!
            Kocham swoje dzieci najbardziej na świecie, ale gdybym musiała swojego psa oddać, to też bym wyła i to jak!
            • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:33
              I też pisałabyś, że Twoje życie bez spacerów z psem nie ma sensu? Bo dla mnie to przesada.
              A sama byłam w podobnej sytuacji.
              • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:36
                W rozpaczy różne rzeczy się pisze/mówi. Ona jest w takim stanie, że czepianie się słówek jest nie na miejscu.
                Ada bardzo kocha córkę i zrobi co należy, ale psa jej żal. Dziwne nie jest.
                • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:44
                  Jeszcze napisz jak koleżanka wyżej, że kto nie podziela egzaltacji to jest zimną suką.
                  • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:48
                    Brak mi słów na to, co piszesz.
                    • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:50
                      Wg jednej z wypowiadających się w tym wątku to ja jestem suką.
                    • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:50
                      Mi też zabrakło jak tak zostały podsumowane osoby, które napisały, że w zasadzie nie ma wyboru. I żeby nie było, sprawdziłam, że do tego momentu nie było poza jedną wypowiedzią atakującą, żadnej innej.
                      • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:03
                        Czy Ty naprawdę nie widzisz, ze ja piszę o autorce, czy tylko udajesz? Przeczytaj sobie nasz "dialog" od początku i zastanów się o co Ci chodzi.
                  • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:34
                    Nie chodzi o to, że nie podziela egzaltacji, tylko że dowala jeszcze więcej poczucia winy do tego poczucia winy, które i tak w tej egzaltacji tkwi. A budzić w kimś poczucie winy z powodu tego, że płacze z niewłaściwych powodów to mocno oryginalny pomysł.
                    • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:13
                      Asia, inne osoby w tym wątku zostały nazwane zimnymi sukami, bo stwierdziły, że rozumieją, ale wyjścia nie ma, trzeba psa oddać. Jak widać to nikogo nie rusza.
                      • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:29
                        Mało było osób, które stwierdziły, że rozumieją, ale psa trzeba oddać. Większość wypowiedzi polaryzowała się - z jednej strony współczucie bez nawoływania do odddania psa z drugiej strony ochrzan, że skupia się na psie. Padły słowa "musisz mieć coś z głową, skoro się zastanawiasz", sugestie, że kocha psa bardziej niż dziecko, drwiące uwagi, które można by streścić "co z tego, że dziecko cierpi, ważna jesteś ty i piesek".

                        Określenie "zimne suki" funkcjonuje w dwóch znaczeniach - obelgi i nazwy pewnego typu autokreacji (jestem bezlitośnie racjonalna i zawsze walę prosto z mostu, nie mażę się nad byle czym) - i ja prawdę mówiąc w tym wątku odebrałam je w tym drugim sensie. Może kwestia konstrukcji zdania przez analogię do zdań typu "Widzę, że wypowiedziały się same mądre. . ." czy "Widzę, że tu oczywiście piszą same szczupłe".

                        Mnie osobiście bardziej by ruszyło, gdyby
                        • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:31
                          Nie skończyłam: bardziej by mnie ruszyło, gdyby mnie nazwano złą matką, która za mało żałuje, że "wystawiła dziecko na tortury" (cytat dosłowny) niż gdyby mnie nazwano zimną suką.
                        • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:37
                          To określenie padło jak było raptem kilka wpisów. Nieważne.
                          Ale przyznam, że ten wątek to ciekawa lektura.
                    • echtom Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:25
                      < A budzić w kimś poczucie winy z powodu tego, że płacze z niewłaściwych powodów to mocno oryginalny pomysł.

                      Myślę, że dość często spotykany. Podobnie jak budzenie winy w kimś, kto nie płacze, kiedy "powinien".
                      • echtom Edit 28.02.16, 17:27
                        *poczucia winy
                      • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:35
                        Wszystkie takie empatyczne, ale jakoś niewiele o uczuciach tego dziecka się wspomina. A ono nie dość, że chore przez psa, to jeszcze na pewno ma świadomość jak matka reaguje na konieczność oddania psa. Tym bardziej, że sama autorka opisuje jak płacze, jeść nie może, słabo jej się robi itd. Na pewno córka poczuje się lepiej, jak wróci do domu bez psa i zobaczy matkę zapłakaną.
                        • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:03
                          No nie poczuje się lepiej. Ale matka czasem może dać tylko tyle, ile ma. W sumie lepiej, żeby wyryczała się przed przyjazdem dziecka - natomiast jeśli nie będzie mogła przestać, to jest to sygnał, że potrzebuje większej pomocy, bo koniec związku i choroba córki na raz ją przerosły, a nad miską psa płacze, bo to była ta ostatnia słomka, która złamała grzbiet wielbłąda. Nigdy tak nie masz, że trzymasz się przy gorszych rzeczach, po czym znienacka rozkłada cię na amen pierdoła, bo twoja wytrzymałość została przekroczona?
                          I jest różnica między delikatnym "stawianiem na nogi" - Najma, Helka_z_porcelany - a pisaniem o torturach, niekochaniu dziecka i tak dalej. To nie jest tak, że z jednej strony jest rozsądna mniejszość, a z drugiej większość egzaltowanych czy pozujących na empatyczne głaszczących po główkach. Jest grupa rozsądnych i kulturalnych, jest grupa okazujących zrozumienie autorce bez przywoływania jej do rozsądku, ale jest i trzecia grupa, niemała niestety, bijących w autorkę bez cienia litości i uparcie traktujących to jako przypadek "pies ważniejszy od dziecka", chociaż pies został wywieziony błyskawicznie.
                          • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:16
                            Możesz uznać mnie za bijącą w autorkę, trudno. Przeczytałam inne wątki autorki. O tym, że ma problem w kontaktach z ludźmi, o tym, że się rozstała, o chorobie córki itd. I mam swoje zdanie. Wreszcie to jak sama tutaj przyznała, że pies zastąpił jej partnera. Ona potrzebuje pomocy.



                            • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:20
                              Nigdzie nie napisałam, że bijesz w autorkę. Natomiast zdecydowanie są w tym wątku osoby, które w nią biją i niektóre teksty są naprawdę zbędne. I całkiem prawdopodobne jest, że ma depresję i potrzebuje pomocy.
                              • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:27
                                Sama mam syna alergika. Też musieliśmy życie przeorganizować. Syn dusił się na moich rękach. Zanim zadziałały leki, każda sekunda trwała godzinę i dłużej. Takie dziecko nie potrzebuje jeszcze poczucia winy, że przez niego i jego chorobę trzeba oddać ukochanego psa.
                                • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:15
                                  Żadne dziecko nie potrzebuje takiego poczucia winy, ale też mało które dziecko będzie je miało. Bardziej obstawiam żal, a nawet wściekłość na matkę, że oddała - sądząc po mojej córce, która by mi powiedziała, że jej alergia więc ona decyduje albo coś innego w tym stylu.

                                  Więc raczej oczywiste jest, że do dziecka matka żali nie będzie mogła wylewać. Do partnera też, bo go nie ma, przyjaciółce raczej wypada podziękować z uśmiechem, niż jawnie opłakiwać, że pies idzie w jej ręce - trochę mało zostaje opcji. Przyszła się wyżalić na forum i część osób przytuliło, część poklepało po ramieniu, ale zasugerowało, że trudno, było trzeba - i to jest OK. Natomiast były i osoby, które zakazały jej wszelkiego prawa do żalu, kazały się cieszyć, że okazało się, że to pies - i to już nie jest pomocne. Owszem, autorka brzmi miejscami egocentrycznie, ale ból jest z natury egocentryczny, a brak współczucia zwiększa taki egocentryzm, nie zmniejsza.

                                  Jestem trochę zaskoczona tym, jak się dyskusja rozwinęła, bo w bezpośrednich postach do autorki widzę cię raczej w tej grupie, w której jest Najma i Helka, czyli zrozumienie+próba skłonienia do racjonalizacji. I Echtom i Pade (przynajmniej dopóki nie poprztykałyście się trochę później) raczej nie ciebie miały na myśli, pisząc o braku empatii, a te posty, w których stawiano autorce za wzór znajomych, którzy natychmiast oddali do schroniska, i tym podobne.
                                  • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:22
                                    Asia wybacz, ale ja już nie chcę tego rozkminiać.
                                  • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:26
                                    Ja odnoszę wrażenie, że głaskanie autorki na tym forum trwa od jakiegoś roku. Zamiast wziąć sobie do serca rady z poprzednich wątków, sugestie, że bardzo potrzebuje pomocy specjalisty, zakłada kolejny wątek w histerycznym tonie.

                                    Jej reakcje po oddaniu psa nie są normalnymi reakcjami zdrowego człowieka. Nie piszę o płaczu itd, bo to są normalne emocje, tylko o pisaniu, że straciła sens życia itd.

                                    Nie wiem jak w takiej sytuacji może pomóc głaskanie po główce i umacnianie w nakręcaniu tej histerii. Chcecie robić za widownię staczania sie tej kobiety? Z watku na watek jest gorzej. Autorka musi wiedzieć, że jej zachowanie nie jest normalne i wirtualne byty z forum jej nie pomogą, tylko dobry psycholog.
                                    • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:35
                                      Też tak uważam.
                                    • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 29.02.16, 22:30
                                      święte słowa
                                  • ichi51e Re: Ratujcie... 29.02.16, 21:45
                                    Nie kazde dziecko sie tak przywiazuje do psa. Gdyby watkodajka byla moja matka to bym udawala smutek a czula radosc ze pies idzie do diabla. No ale ja mam alergie ktora sprawia ze slepne gluchne nos mam zapchany zatoki mnie nawalaja i ogolnie mam ochote wydrapac sobie oczy.
                              • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:44
                                O tym, że autorka potrzebuje terapii miała napisane ze 3 wątki temu. Ten tylko potwierdza to, co zostało wcześniej napisane.
              • landora Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:05
                Boże, po śmierci mojego psa ryczałam miesiącami. Nie wiem, co w tym dziwnego??
                • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:11
                  Pies wątkodajki zdaje się żyje i zmienił czasowo lokum.
            • echtom Dzięki, Pade :) 28.02.16, 12:53
              Przywracasz nadzieję, że na forum można znaleźć normalne, empatyczne osoby. Też mnie zdumiewają ci, którzy coś bzdurzą o psie ważniejszym od dziecka i dziwią się, że w ogóle można mieć taki "dylemat", a nie widzą, że kobieta w trudnej emocjonalnie sytuacji po prostu chce się wypłakać i wygadać.
              • pade Re: Dzięki, Pade :) 28.02.16, 13:42
                No dokładnie.
                Ja kiedyś nie znosiłam psów, ze strachu. Kiedy miałam 5 lat pogryzł mnie kundelek. Od tamtej pory wszystkie omijałam szerokim łukiem.
                Potem urodziłam córkę, która kocha wszystkie zwierzęta i bardzo chciała mieć psa. Rok czasu nad sobą pracowałam, żeby się przełamać. W końcu wybrałam rasę, szczenię i ...przepadłamsmile
                O tym, że swojego psa uwielbiam przekonałam się, kiedy ugryzła ją osa i zaczęła tracić przytomność. Mąż wziął ją na ręce i całą rodziną biegliśmy do weterynarza ile sił w nogach. Byłam zrozpaczona, gardło miałam ściśnięte szlochem, żołądek strachem. Jak już zagrożenie minęło, zdałam sobie sprawę, że ja, osoba, która "całe życie" psów nie lubiła, nie tylko wzięłam za psa odpowiedzialność ale i się do niego mocno przywiązałam.
                Dlatego rozumiem rozpacz autorki.
                Owszem, pies żyje i ma się dobrze, ale będzie poza domem, wieczorem nie położy łba na kolanach, rano nie obudzi, żeby z nim wyjść na spacer. Będzie tęsknił.
                Brałam też w tym wątku pod uwagę to, że ostatnio partner autorki się wyprowadził. Jaki był, taki był, nie o to chodzi, chodzi o stratę, o samotność.
                Nie bardzo rozumiem, jak można mówić komuś, że nie może żałować swojej straty bo ważniejsze jest dziecko. Przecież można czuć jednocześnie miłość do dziecka i współczucie oraz stratę tego, co było dla nas ważne.
                • oqoq74 Re: Dzięki, Pade :) 28.02.16, 15:14
                  A ja wyżej napisałam, że rozumiem, bo mam podobne doświadczenia jak autorka. Widać czytasz wybiórczo, to co inni piszą.
                • kama265 Re: Dzięki, Pade :) 29.02.16, 13:00
                  zgadzam się z każdym słowem Pade. I dodam, że przecież widać gołym okiem, że autorka wątku znalazła sobie sposób, żeby sobie radzić z utratą partnera - właśnie przez spacery i układ z psem. Wiecie co? zrobiłam dokładnie to samo. byłam w depresji i po terapii, nie wiedziałam, co mam z sobą zrobić i kupiłam sobie szczeniaka i to był strzał w dziesiątkę. Uważam, że lepiej tak sobie poradzić niż np. wpaść w alkohol czy ładować się w jakieś związki bez sensu, tylko, żeby zapomnieć. Pamiętajcie, że dla niektórych z nas dziecko nie jest jedynym celem w życiu. Ja mam syna, ale w wyjściu z doła pomogła mi psica. m.in. dlatego, że nie chciałam go obarczać moimi problemami a ona była zawsze chętna do przytulania i zlizywała mi łzy. Więc to musi być trudne dla autorki.
                  • ad.a6 Re: Dzięki, Pade :) 29.02.16, 13:23
                    Kama, masz całkowitą rację......
            • kotradykcja Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:24
              Amen!!
              • kotradykcja Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:28
                Amen było do wypowiedzi Pade. Wszystkich w tym wątku.
          • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:41
            Brutalne, ale prawdziwe. Autorka powinna się raczej martwić zdrowiem córki.
            • kama265 Re: Ratujcie... 29.02.16, 13:01
              serio, uważasz, że się nie martwi? ....
        • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:47
          Bredzisz. Ma alternatywę, pies może zamieszkać u zaprzyjaźnionej osoby.
          • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:26
            No i co z tego?
            Przecież ona wie, jakie jest rozsądne wyjście, tylko serce jej pęka bo psa kocha. Tak trudno to zrozumieć?
            • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:30
              Odpowiedziałam na "Najlepiej wywalić psa beż refleksji, jeszcze mu kopa w dupę na drogę sprzedać, omg." Uwaga głupia, będąca nadużyciem w stosunku do innych wypowiedzi. Bo nikt nie napisał w ten sposób.
              • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:34
                No nie wiem czy nikt. Przewiń wątek do góry i zobacz w jaki sposób piszą do autorki, że troll, że baranka w ścianę ma strzelić, etc.
                • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:40
                  Bronisz osoby, która określiła inne wypowiadające się jako zimne suki. To tej wypowiedzi się nie przyczepiłaś.
                  • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:45
                    Nieprawda. Bronię autorki, która jest osądzana za to w jaki sposób przeżywa żałobę. Wg niektórych niewłaściwie ją przeżywa, spacerków jej żal, wyrodnej matce.
                    • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:52
                      Jaką żałobę? Przecież nikt nie umarł. Musi psa na jakiś czas oddać do koleżanki, by ustalić ponad wątpliwość czy to nie pies jest przyczyną największą alergii.
                      • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:04
                        Po stracie.
                        Dobra, kończę, bo widzę, że interesuje Cię tylko czepianie się słówek.
        • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:53
          Jak bez refleksji? Jaki kop w dupe? Przeciez pisze że pies może iść do koleżanki która ma dobre warunki. Napisała że może iść tam na kilka miesięcy. Nikt nie mowi ze ma go w lesie zostawic. Nikt nie mówi że nie może jej być przykro. Ale do ciężkiej cholery trzeba mieć właściwe priorytety!
          Można po obserwować reakcje córki, przeprowadzić odczulanie albo podjąć jakieś inne kroki. Ale póki co trzeba natychmiast wyeliminować powód chorób dziecka zanim się nie znajdzie rozwiązania. A nie jojczyc "ją kocham pieska i co ja teraz poczne"
          • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:27
            Nie zgadzam się. Ma prawo jojczyć. Każdy, kto coś traci ma prawo jojczyć. Żałoba po stracie jest WSKAZANA, bez względu na to, jaka to strata.
            • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:37
              Pewnie że ma prawo jojczyc. Ale po tym jak zdecyduje się oddac psa. A nie o to że się nie wie co zrobić w tej sytuacji. Żadne z jednej strony dziecko, ale z drugiej strony pies. Jakby tu naprawdę był jakiś wybór.
              • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:46
                Przecież już zdecydowała?
                Gdzie ona pisze o zatrzymaniu psa?
                • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:09
                  Pies właśnie pojechał na wieś. Koleżanka zabrała córkę razem z psem, wzięły ulubione rzeczy psa, zabawki, kocyk, legowisko. Pies będzie w domu, w osobnym pomieszczeniu. Dom dalej mieszka kuzynka koleżanki, weterynarz, gdyby coś się działo złego. Uważam, że lepiej wybrać nie mogłam, tak, jojczę, płaczę. Wychowałam to maleństwo od 8tygodniowego szczeniaczka. Musiałabym chyba nie mieć serca, żeby bez skrupułów wydać psa w niesprawdzone ręce.
                  • albertynaa Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:16
                    Pies będzie w domu, w osobnym pomi
                    > eszczeniu. Dom dalej mieszka kuzynka koleżanki, weterynarz, gdyby coś się dział
                    > o złego.

                    Nadal bardziej się przejmujesz psem.
                    • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:20
                      Bo WŁAŚNIE wyjechał.
                    • e-kasia27 Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:11
                      Ale jak to zabrała córkę razem z psem??
                      Czyli nadal dziecko będzie narażone na alergeny psie?? Po co??
                      To że pies będzie w domu w osobnym pomieszczeniu to żadna izolacja!!
                      Alergeny psie razem z powietrzem będą latać po całym domu niezależnie od tego, jak bardzo będzie to osobne pomieszczenie. Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, że uczulenie na psa, to nie tylko bezpośredni kontakt z sierścią zwierzaka, to nie tylko głaskanie i dotykanie, ale też wdychanie powietrza, w którym są psie alergeny.
                      Córkę trzeba było wysłać gdzieś, gdzie nigdy żadnego psa nie było, choćby na parę dni, a w tym czasie wysprzątać dom, każdy zakamarek, najlepiej pomalować wszystko na nowo, wyrzucić tapicerowane meble, albo je chociaż porządnie uprać(firmę z odkurzaczem piorącym zamówić), uprać dywany, zasłony i wszystkie ubrania, pościel itp.itd.
                      Wysyłanie psa razem z córką do tej samej koleżanki, to idiotyczny pomysł.

                      • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:20
                        Córka pojechała umościć psu legowisko i się z nim pożegnać. Wróci na obiad. Bez psa.
                        • paskudek1 Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:27
                          mam pytanie - czy gdyby u twojego dziecka wykryto alergię na truskawki i mleko krowie to w ramach "pożegnania się" z ukochaną potrawą dziecka pozwoliłabyś jej spałaszować talerz makaronu z truskaweczkami i śmietanką? Wiedząc, ze po tej uczcie będzie mała poważne problemy pokarmowe? Czy jednak wyeliminowałabyś z pokarmu dziecka OD RAZU alergen? Jeżeli to drugie to po jakie lich, zamiast dac się dziecku szybko pożegnać z pupilem w domu, narażasz ją na dalszy kontakt w drodze i u koleżanki???
                          • madzioreck Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:24
                            A co tu kur... zmienią 2 dodatkowe godziny z psem? Ich brak spowoduje natychmiastowe uzdrowienie? Wy ematki naprawdę macie niektóre empatię na poziomie bardzo poniżej krawężnika uncertain
                            • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:31
                              Jeśli dziecko aż tak reaguje to się go z tym psem nie wysyła, żeby jeszcze trochę z nim pobyła. Można było to inaczej zorganizować.
                              • isa1001 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:36
                                Może i jestem zimną suczą, ale dla mnie rozpacz autorki i łkanie na psią miską to jakiś kosmos. Reakcja histeryczna i absolutnie nieadekwatna do sytuacji. Przecież ten pies żyje! Nie wpadł pod tramwaj, nie zmarł na raka (staram się być empatyczna i nie piszę "zdechł"). Żyje, jest zdrowy i autorka wątku może go odwiedzać, kiedy chce. Wyluzujcie kobiety!
                                • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:41
                                  Ależ ja się z Tobą zgadzam. Tym bardziej, że czytałam wcześniejsze różne wypowiedzi autorki i widzę, że problem leży w czym innym.
                          • kira02 Re: Ratujcie... 28.02.16, 17:51
                            Spokojnie, przecież dziecko też musi się pożegnać z psem, przecież na pewno go kochało.
                        • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:19
                          Zupełnie nie rozumiem takiego rozwiązania.
                  • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:29
                    Odpisałem Ci już o 10:30
                    forum.gazeta.pl/forum/w,567,160476605,160476605,Ratujcie_.html?p=160477161
                • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:12
                  ad.a6 napisał(a):

                  "mam przyjaciółkę
                  > parę kilometrów za miastem, ma dom i sporą działkę, oferuje pomoc, wzięłaby pi
                  > eska na parę miesięcy i poobserwowałybyśmy reakcję córki (tzn reakcję organizmu
                  > na to że w domu nie będzie psa), zatoki się oczyszczą.... co byście zrobiły w
                  > takim przypadku?


                  jednej strony rozsądek - d
                  > ziecko najważniejsze, a z drugiej strony uwielbiam spacery z moją psinką,

                  bez spacerów moje życie nie ma sensu. "

                  Z tego wynika, że autorka już zdecydowała co zrobić i że wie że nie ma wyjścia? Serio? Bo mi wychodzi, że jednak się zastanawia co zrobić z psem. Później owszem, napisała, że odda psa, ale nie wynikało to w żaden sposób do postu startowego do którego się odnosiłem (ja i inni) zanim doprecyzowała swoją wypowiedź.

                  Ty w ogóle przeczytałas poost startowy i coś więcej niż "nie ma prawa jojczyć" w moim poście?
                  • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:17
                    Przeczytałam, a wnioski, że Ada zrobi co trzeba mam z innych jej wątków.
                  • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:18
                    No widzisz, pies już pojechał na wieś.
                    • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:25
                      Twoim argumentem jest, że TY znasz inne wątki? Ty chcesz być traktowana poważnie? Wszyscy mamy znać i odnosić się nie do tego co autorka napisała, tylkod o tego co napisała kiedyś w innych wątkach?
                      • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:28
                        Tak to już jest na tym forumsmile
                        • rafalzalu Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:33
                          Postanawiam zinterpretować ten smile jako przynanie się do błędu i nie mam żalu wink
                          • pade Re: Ratujcie... 29.02.16, 15:07
                            Kiepska interpretacjasmile
                  • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:04
                    "Co byście zrobiły w takim przypadku?" - widzę przynajmniej dwie różne interpretacje możliwe. Po pierwsze, czy oddać psa do koleżanki i jeszcze robić sobie nadzieję, czy oddać go do innego domu na stałe i przeciąć sytuację ostrym cięciem. Drugie - pytanie o potwierdzenie - napiszcie, że też byście tak zrobiły, że to normalne, nie jestem złym człowiekiem, że oddaję psa, który mnie kocha i którego kocham.

                    To drugie - z jednej strony rozsądek mówi, że tak musi być, ale i tak strasznie żal i nie mogę się uspokoić.
            • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:20
              "Ma prawo jojczyć. Każdy, kto coś traci ma prawo jojczyć. Żałoba po stracie jest WSKAZANA, bez względu na to, jaka to strata"
              Strata zdrowia przez rodzone dziecko to nie strata? Radość, że jest światełko w tunelu to nie radość?
              Może doczytaj dokładnie, co się temu dziecku stało to tej pory.
              Trzeba mieć totalnie pochrzanione priorytety, żeby konieczność przeniesienia psa w inne dobre miejsce była tragedią na miarę Shakespeare'a, przy którym blednie chronicznie chore, poddawane kolejnym zabiegom chirurgicznym, cierpiące dziecko.
              • pade Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:29
                Jakim zabiegom chirurgicznym?
                • isa1001 Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:40
                  Wycięcie migdałka, które być może wkrótce trzeba będzie powtórzyć, bo odrósł.
                • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 29.02.16, 19:52
                  Dwa wycięcia migdałów ze wskazaniem na trzecie.
                  Jednak czytasz po łebkach i z gotową tezą, jak skonkludowałam w innym miejscu. Podtrzymuję.
      • aquella Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:50
        znam takie osoby jak autorka, szczegółów nie opiszę.
        Nie pomoże autorce deprecjonowanie miłości do psa, pies idzie do przyjaciółki, nie jest tak źle przecież, można będzie go odwiedzać.
        W końcu gdyby nie kochała dziecka nie pisałaby tak szczegółowo o chorobie
      • hermenegilda_zenia Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:47
        Właśnie - poziom egzaltacji i przesady w poście startowym nie do zniesienia. Rozumiem, gdyby musiała psa uśpić, ale oddanie go do dobrych i znanych warunków, no sorry - dziecko ważniejsze. Swoją drogą współczuję jałowego życia, jeżeli jego jedynym sensem jest wychodzenie na spacer, ale tylko z psem, bo nie ma nic innego. Wychodź sama, albo zajmij się czymś pożytecznym, to ci bzdety z głowy wylecą. Ewentualnie jak masz trochę pieniędzy możesz pokusić się o przygotowanie autoszczepionki dla córki - ja tak odczulałam co prawda nie człowieka, a konia, ale efekt imho rewelacyjny.
    • aagnes Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:47
      To chyba oczywiste - pies jeszcze dzis powinien odjechac. moi znajomi w takiej sytuacji oddali psa do schroniska, nikt nie chcial sie nim zajac. wiadomo, ze to jest przykre, ale priorytety chyba są w tym przypadku jasne jak słońce.
      • berdebul Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:51
        Jak dzieciak mieszkał z psem X czasu, to mógł pomieszkać jeszcze tydzień lub dwa do czasu znalezienia nowego domu. Można też było opłacić hotel dla psa i szukać nowego domu. Ale to wymaga empatii nieco większej niż u ameby.
        • aagnes Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:53
          Z pierwszego postu wyraznie wynika, ze pies ma dokąd jechac, ale to trzeba umiec czytac ze zrozumienim, przynajmniej na poziomie 6 latka.
          • najma78 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:24
            Ona chyba pisala o twoich znajomych.
          • echtom Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:57
            > ale to trzeba umieć czytac ze zrozumienim, przynajmniej na poziomie 6 latka.

            Najma i ja mamy podejrzenia, że nie umiesz.
          • berdebul Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:02
            Tobie jak widać nawet na poziomie 6 latka się nie udało.
    • semihora Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:53
      Dziecko albo pies, wybór należy do ciebie.
    • lokitty Re: Ratujcie... 28.02.16, 09:57
      Sama zostaniesz? A myślałam, że masz córkę. Kolejna, do której zwierzę ważniejsze od ludzi... I ty się jeszcze zastanawiasz przy takich chorobach?
      • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:14
        Zostanie sama przez weekendy, kiedy córka jest u ojca.
        Nie zastanawia się, tylko płacze, że musi oddać, co jest całkowicie zrozumiałe.
        • lokitty Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:49
          Też bym płakała, jak najbardziej. Oczywiście, że szkoda zwierzęcia, którym się opiekowałaś przez długi czas. Ale dziewczyna pyta: co byście zrobiły w takim przypadku?
          A tu niestety odpowiedź jest jedna.
          • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:30
            No zdecydowanie odpowiedź nie jest jedna.
            Z tego, co zrozumiałam, koleżanka oferuje wzięcie psa tymczasowo. Więc zostaje pytanie, czy dawać psa do koleżanki tymczasowo i dalej badać/ odczulać córkę, czy uznać sprawę za pozamiataną i szukać psu stałego nowego domu.
    • chocolate_cake Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:12
      Bardzo ci współczuję sad
      Ciężka sprawa
    • ola33333 Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:20
      jak corka pojedzie na weekend do taty, to ty psa mozesz odwiedzac i brac go na spacery.
      • konwalka Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:49
        myślałam, ze wyjesz, bo córka ma przed sobą niefajny zabieg, który ma wykazać, czy "coś się nie wytworzyło"
        i piszę to ja, psiara od pokolen, zeswirowana na punkcie moich dwóch durnych kundli

        rozumiem, ze oddanie psa to ogromna trauma, ale, na Boga! "znaj proporcjum, mocium panie"
      • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:13
        Tak właśnie chcę robić. Mam do psa blisko nawet rowerem.
        • claudel6 Re: Ratujcie... 29.02.16, 15:00
          no to co to za problem? będziesz do niego jedziła w uikendy i nadal chodziła z nim na spacery.
    • srubokretka Re: Ratujcie... 28.02.16, 10:44
      Pogadaj z ojcem corki, moze przygarnie corke na stale, a ty wtedy bedziesz mogla psa zatrzymac. Z takim podejsciem (do dziecka) nie widze lepszego rozwiazania. uncertain
      Oplakujesz psa, a nie to ze wystawilas corke na tortury wieloletnie?? Z tego powodu nie wyjesz??
      • ad.a6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:14
        Ty serio uważasz że ja wystawiłam celowo córkę na tortury?
        • srubokretka Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:37
          Oczywiscie, ze nie, ale ........... przeczytalam watek "Nie umiem stworzyć wspólnoty" i mysle, ze powinnas pojsc do psychologa (pisze bez zlosliwosci). Jezeli masz takie podejcie do psa (to duzy plus pod warunkiem, ze na piewszym miejscu jest on, nie wizja samotnych spacerow) to moze sie pojawic pozniej pretensa swiadoma lub nie do dziecka o to, ze ni etylko facetow przy tobie nie ma, ale i zwierzat.
          Trzymam kciuki, zeby wam sie poukladalo , a przede wszystkim zdrowia dla corki.
        • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:23
          Nie celowo, ale i owszem, a nie to wcale jest dla Ciebie głównym problemem.
          EWIDENTNIE.
    • elle-hivernale Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:00
      Odczulanie wchodzi w grę? Bo mogłabyś psa czasowo umieścić u koleżanki, rozpocząć kurację u dziecka i zobaczyć co z tego wyjdzie.
    • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:13
      Bardzo współczuję.
      Słyszałam, że istnieje możliwość odczulania na zwierzęta, tylko rzadko przez lekarzy stosowana, bo prościej jest oddać zwierzę. Kiedy już pies będzie u przyjaciółki, możesz się spróbować o to podowiadywać, bo córce też byłoby jednak łatwiej w życiu bez tego uczulenia.
      • echtom Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:05
        > Słyszałam, że istnieje możliwość odczulania na zwierzęta, tylko rzadko przez lekarzy stosowana, bo prościej jest oddać zwierzę.

        No niestety, bycie lekarzem nie gwarantuje empatii. To coś w klimacie sugerowania kobietom w ciąży, by oddały kota. Btw. zdumiewa mnie, że współczesna medycyna przy ogólnym szalonym postępie ma takie pasywne podejście do leczenia alergii.
        • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:40
          Tu chyba trochę chodzi o to, że pacjent zdaniem lekarza coś jednak powinien poświęcić, no nie może być tak, żeby mu było za dobrze. wink Ale to się na szczęście powoli zmienia, kiedy porównuję dietę "wątrobową" kiedyś i teraz, to bardzo zelżały zakazy - ta stara, której przestrzegał mój tato, była drakońska, oprócz oczywistości "zero alkoholu" było zero surowych warzyw czy owoców czy ciemnego pieczywa.
        • lokitty Re: Ratujcie... 29.02.16, 08:58
          Moje dziecko przechodzilo odczulania właśnie na alergeny wziewne i niestety objawy szybko wracały. Może takie zabiegi mają prostu różny poziom skuteczności? Autorka musi oddać psa, a ja musiałabym zmienić mieszkanie, co jest niewykonalne bo od ponad 2 lat nie mam chętnych na wielką, starą landarę w kredycie hipotecznym, z mało ekonomicznym ogrzewaniem gazowym. Mogłoby więc być gorzej.
      • black.emma Re: Ratujcie... 29.02.16, 16:32
        Cóż. To niestety nie jest takie proste. Po odczulaniu często alergia wraca i to nasilona.
    • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:18
      > mam przyjaciółkę parę kilometrów za miastem, ma dom i sporą działkę, oferuje pomoc, wzięłaby pieska na parę miesięcy

      Masz niebywały fart, rzadko kto ma takie szczęście w podobnej sytuacji - wiele razy czytałam rozpaczliwe apele właścicieli próbujących ulokowac gdzieś swojego zwierzaka. Twoj pies nie idzie w obce ręce.

      >Z jednej strony rozsądek - dziecko najważniejsze, a z drugiej strony uwielbiam spacery z moją psinką

      No paczpani, a ja myślałam , że uczucie "dziecko najważniejsze" to są silne emocje, a nie rozsądek i poczucie obowiązku. Skoro jednak do pieska czujesz miłość, a o dziecko troszczysz się z rozsądku, to oddaj dziecko, a psa zostaw.
      • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:29
        Następna. Przecież ona odda tego psa i córkę kocha.
        Tylko w emocjach pisze to, co pisze. Rozstaje się z ukochanym członkiem rodziny. To jest dramat bez względu na przyczynę.
        • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:35
          >bez spacerów moje życie nie ma sensu..

          wybacz, nawet pisane w emocjach jest to nie do przyjęcia

          >co byście zrobiły w takim przypadku?

          i to pytanie też nie świadczy najlepiej o autorce
          • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:40
            Dlaczego nie do przyjęcia???
            To pytanie świadczy o tym, że ona jeszcze nie przyjęła do wiadomości faktu, że pies musi odejść i ma nadzieję, ze może jednak ktoś coś wie, że jest jakiś sposób, etc.
            Nic zdrożnego.
            • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:46
              Dla każdej normalnej matki "co byście zrobiły" to pytanie retoryczne. Tyle, że ona pyta na serio. I to jest słabe.
              • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:06
                Bo się jeszcze nie pogodziła z nieuniknionym.
                • paskudek1 Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:04
                  a z CZYM tu u licha się godzić czy nie godzić? Dla każdej normalnej matki rozkminianie żałoby bo "pieska trzeba oddać" w sytuacji kiedy dziecko ciężko z powodu tegoż pieska choruje, ląduje w szpitalu, czekają je zabiegi medyczne mało przyjemne i cholera wie co jeszcze, dla KAŻDEJ NORMALNEJ MATKI pytanie w stylu "co byście zrobiły" i generalnie okrzyki "ratujcie" sa po prostu kosmosem. Nad czym tu się zastanawiać deliberować i ślozy lać? Gdyby jeszcze napisała post w stylu "kurcze, okazało się ze te wredne infekcje córki to alergia na psa, cięzk oddac starego przyjaciela ale truno - dziecko ważniejsze. Teraz skupiam się na eczeniu, niech mała wydobrzeje, zbaczymy co będzie za kilka miesięcy. No smutno jak chole..ra ale życie". A nie "bez spacerów jej zycie legnie w gruzy" i "ratujcie".
                  • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:48
                    Może dlatego, że dla niej to, że dziecko ważniejsze jest OCZYWISTE, i decyzję już podjęła, jak widać pies pojechał a teraz rozczula się nad sobą tutaj a nie na oczach córki, bo chciała uzyskać trochę współczucia??
                  • lauren6 Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:37
                    10/10
                  • milka_milka Re: Ratujcie... 28.02.16, 23:00
                    Nie zgadzam się. 15 lat żyłam z kotem pod jednym dachem mając na niego alergię. I gdyby moi rodzice chcieli go oddać, mogliby oddać i mnie. Ileś lat temu to było, alergię dało się opanować, ba nawet wyleczyć. Mam wrażenie, że dla 90% pań z tego wątku pies to taka nakręcana zabawka. A człowiek nie ma prawa do zbudowania z nim więzi i zaangażowania emocjonalnego. A oddania psa do schroniska nie skomentuję, bo mnie wytną.
                    • echtom Re: Ratujcie... 29.02.16, 00:11
                      > A człowiek nie ma prawa do zbudowania z nim więzi i zaangażowania emocjonalnego.

                      No nie ma, bo to oznacza, że jest zaburzony i brak chłopa/baby, ewentualnie dziecka sobie tym rekompensuje tongue_out
                    • wuika Re: Ratujcie... 29.02.16, 08:26
                      Nie zawsze da się alergię opanować. Na ten moment jest chore dziecko i relacja z psem. Powinno być oczywiste, że zwierzę znika z domu w tempie natychmiastowym i po wyprowadzeniu dziecka z takiego stanu można sobie sprawdzać, czy da się ponownie to zwierzę do domu wprowadzić.
                      • milka_milka Re: Ratujcie... 29.02.16, 16:34
                        W trybie natychmiastowym - pod most?

                        Tu akurat da się inaczej, ale jeśli się nie da?
                        • ichi51e Re: Ratujcie... 29.02.16, 17:00
                          No to jak ktos taki milosciwy to dziecko do dziadkow dopoki sie nie wyklaruje czy to na psa. Mowie to z calym przkonaniem ajko posiadacz alergii na zwierze. Wolalabym cierpiec nieobecnosc rodzicow niz zyc w tym stanie dluzej.
                    • ichi51e Re: Ratujcie... 29.02.16, 17:02
                      Tos chyba nie miala takiej alergii jak dziecko watkodajki.
                  • lokitty Re: Ratujcie... 29.02.16, 20:00
                    Paskudek, oddałam znajomej kotkę . Byłam w zagrożonej ciąży, mogłam w kazdej chwili trafić do szpitala, bałam się też ewentualnych infekcji odzwierzęcych. Było oczywiste, że muszę tak postąpić, ale spłakałam się za zwierzakiem, choć poszedł w dobre ręce.
        • isa1001 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:38
          Oczywiście, że kocha córkę. Ale mnie rażą proporcje w tym wątku. Ja cierpię, pies będzie cierpiał, a córka. No cóż... Córka ma alergię, będzie miała badania. I koniec tematu... Nic o tym, że tak naprawdę to najbardziej cierpi to dziecko - poważnie chore i męczone badaniami, które do przyjemnych nie należą. I na tym moim zdaniem powinna się skupić autorka wątku. Nie na sobie i swoim cierpieniu, ale na tym, przez co przechodzi dziecko.
          • sea.sea Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:59
            Dziecko cierpi z przyczyn nieintencjonalnych. Autorka nie zrobiła mu świadomie krzywdy i nie miała na celu uszkodzenia dziecka, kiedy postanowiła wziąć psa do domu. Wyszedł nieszczęśliwy zbieg okoliczności. No może rozpaczać "rety, rety, głupia byłam". Co to zmieni?

            Natomiast oddanie psa, to kwestia świadomej decyzji i podjęcia kroków. Decyzje mają to do siebie, że ich podejmowanie i wykonanie jest niekiedy trudne, nawet jeśli się dokładnie wie, jaka jest jedyna słuszna opcja w danej sytuacji.
            • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:07
              "Natomiast oddanie psa, to kwestia świadomej decyzji i podjęcia kroków. Decyzje mają to do siebie, że ich podejmowanie i wykonanie jest niekiedy trudne, nawet jeśli się dokładnie wie, jaka jest jedyna słuszna opcja w danej sytuacji. "
              Otóż to.
            • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:41
              Intencyjnie czy nieintecyjnie, to dziecku stała się większa krzywda i to ono może ponieść konsekwencje zdrowotne na resztę życia. Oby tak się nie stało. Psu nic nie grozi. A autorka nie płacze ani nad dzieckiem, ani nad psem, tylko nad sobą i to właśnie jest wkurzające.
              • sea.sea Re: Ratujcie... 28.02.16, 12:55
                Jakie to szczęście, że na jematce jest tyle ekspertek, które zawsze poinformują i doradzą w temacie: czym wolno i należy się przejmować oraz jak bardzo, jak długo i jakimi słowami opisywać swoje smutki smile))
                • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:44
                  Na szczęście nie brakuje też ekspertek, ktore pouczą, kiedy i komu należy współczuć tongue_out smile
                  Pisać można wszystko, ale nie należy się spodziewać, że całe forum przytuli do piersi i będzie piszącej ślozy ocierać własną chusteczką. To jest forum, jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi. Nie jest niczym dziwnym, że cudze problemy podlegają trzeźwej ocenie. Każdy ma prawo do własnej opinii: co jest autentycznym nieszczęściem, a co - nadmierną egzaltacją.
                  W dodatku to forum emama i stawianie zwierzaka wyżej niż dziecko w hierarchii ważności nigdy nie spotyka się tu z szerokim poparciem, powinnaś zauważyć.
                  • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 13:50
                    Twoje wnioski, ze dla autorki pies ważniejszy od dziecka to nadinterpretacja.
                    • isa1001 Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:07
                      Nie zjedz mnie żywcem pade ( wink ), ale z innych wątków ady wygląda na to, że to nie pies jest najważniejszy, ani nawet nie dziecko, ale ona sama - jej potrzeby, jej wyobrażenie, a teraz jej emocje i cierpienie.
                      • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:14
                        Może się mylę, ale mam wrażenie, że córkę to akurat Ada kocha bardzo i zrobi dla niej wszystko co trzeba.
                        • isa1001 Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:23
                          Przecież ja tego nie kwestionuję, że kocha i zrobi wszystko. Mówię o tym, jak ta cała sytuacja się ustawia w głowie ady. Nie jako cierpienie córki czy psa, tylko jako jej cierpienie i jej emocje. Nawet troszcząc się z całego serca o córkę i psa, ada skupia się na własnym przeżywaniu i własnych emocjach. To kwestia proporcji. Gdyby ten wątek pisała inna forumka, to 3 akapity byłyby o dziecku, 2 a psie a 1 o własnym cierpieniu. U Ady jest tak: pól akapitu o dziecku, jeden o psie, trzy akapity o tym, jak ja cierpię niewyobrażalnie.
                          • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:45
                            Kurczę, zazwyczaj to mnie się przypisuje nadmierne analizowanie tego, co autor powiedziałsmile
                          • helka.z.porcelany Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:50
                            Nie masz zielonego pojęcia, jakie byłyby proporcje, gdyby ten tekst pisała inna forumka, a wyniki mogłyby cię mocno zaskoczyć. Kiedy Ada pisała wątek o chorobie dziecka, to bardzo mocno przejmowała się córką i tam poświęciła jej 100 procent tekstu. Teraz napisała wątek o oddaniu psa, toteż temu problemowi poświęciła tyle miejsca, ile było trzeba, żeby opisać własne uczucia. Nic w tym nie ma dziwnego.

                            Co do tematu- Ada, współczuję Ci ogromnie, ale sama wiesz, że na ten moment nie miałaś innego wyjścia. Czas bedzie płynął, sytuacje zwykle bywają zmienne. Lecz dziecko i zobaczysz, co bedzie dalej, może akurat u Was leczenie/odczulanie przyniesie taki efekt, że psiak bedzie mógł do Was wrócić.

                            Inna rzecz, że ja bym teraz, kiedy juz psa nie ma w domu i zdrowie córki nie jest zagrożone i tak się przeszła z wynikami do jeszcze jednego-dwóch super ekstra alergologów, a może i weterynarzy - bo tez powinni cos na ten temat wiedzieć od drugiej strony- skonsultować sprawę, upewnić się i pogadać o perspektywach na przyszłość.
                        • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:24
                          >mam wrażenie, że córkę to akurat Ada kocha bardzo i zrobi dla niej wszystko co trzeba.

                          aż ja zajrzałam z ciekawości do tamtego wątku o chorobie córki - w połowie grudnia, wiedząc juz, że istnieje podejrzenie alergii na zwierzaka, kilkakrotnie pisała "wykluczam oddanie psa"
                          no cóż, łaska boska, że wobec groźby poważnych powikłań u dziecka zmieniła zdanie - nie wiadomo, czy sama, czy na skutek stanowczej postawy lekarzy
                          w każdym razie wzorem macierzyńskiej troski na pewno nie jest
                          • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:45
                            przeczytałam ten wątek i wyczułam przerażenie, "oby to nie był pies, bo tego nie przeżyję", "dzięki bogu testy nic nie wykazały", "to nie pies, prawda?, wszystko byle nie to"
                            zobaczyłam też, ze autorka zmienia mieszkanie, kupuje jakieś higrometry, wietrzy, suszy, dba, lata po lekarzach, nosz kurczę, jak to nie jest troska to nie wiem co nią jest
                            zwłaszcza, że jak się dowiedziała, że to jednak pies, to dobry dom mu znalazła i od razu wywiozła
                            • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:52
                              Pade, a może robiła to dlatego, że już wiedziała, że to jest pies, podświadomie, a miała nadzieję, że może wietrzenie, może inna wilgotność, może coś innego spowoduje, że chociaż to pies, to jakoś będzie.
                              Ostatnie wpisy autorki dobitnie pokazują, że potrzebuje pomocy. I nie jestem pewna, czy powtarzanie płacz, rozpaczaj, to właściwa droga.
                              Mam nadzieję, że jej córka będzie się czuła lepiej i nie będzie miała poczucia winy...
                              • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 18:56
                                Bardzo możliwe i pewnie dlatego cieszyła się, że testy nic nie wykazały.
                                To, że potrzebuje pomocy piszę jej od co najmniej roku. Nie uznałam za stosowne powtarzać się w tym wątku.
                                • lady-z-gaga Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:11
                                  No widzisz, dla Ciebie to jest postać znajoma, a dla mnie nowa i tak szokująca, że gdyby to był nowy nick, pomyślałabym, że trolluje smile przy czym tak się składa, że ja też kiedys przepłakałam parę godzin z powodu psa ( a dokładnie szczeniaczka), ktorego musiałam sprzedać, a ktory był w moim domu stosunkowo krotko, więc nie sposob stawiać na równi przywiązania mojego i Ady. I gdyby nie jej sposob przedstawiania problemu i własnych emocji, pierwsza bym pocieszała.
                                  Nic nie poradzę, że z pierwszego postu wyciągnęłam wnioski nieprzychylne dla autorki ( i nie tylko ja, jak widać). To nie jest brak empatii, tylko zwycięstwo empatii wobec dziecka nad empatią dla dość narcystycznej matki. Pewnie gdyby to była moja koleżanka, ktora znam i lubię, znalazłabym w sobie więcej tolerancji i zrozumienia, a że nie jest, to mnie tylko drażni.
                                  • pade Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:13
                                    Rozumiemsmile
                                • oqoq74 Re: Ratujcie... 28.02.16, 19:15
                                  Mnie przeraża to co autorka wypisuje na drugiej stronie wątku...
        • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:29
          Droga Pade, czytam już kolejny Twój prost w tym wątku i jest oczywiste, że przeczytałaś post główny po łebkach i z gotową tezą- prawdopodobnie wyrobioną na podstawie jakichś swoich osobistych emocji (nie wiem bo ludzi nie śledzę, może jesteś zakochana we własnym psie czy kocie, nie wiem jak dzieci).
          Nie masz co pisać, że "przecież-coś-tam", kiedy to Twoja interpretacja, mająca się nijak ma do tego, co jest w poście głównym i kolejnym.
          • pade Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:51
            Moja interpretacja jest taka, że NA TEN MOMENT dla autorki ważniejsza jest jej strata niż strach o zdrowie córki, bo tego strachu ma po kokardy (chyba o tym pisze, prawda?) i, że jest wściekła na chorobę córki, pewnie też córkę i cały świat za to, że po raz kolejny musi z czegoś zrezygnować, swoim kosztem.
            Zmysliłam coś?
            • edelstein Re: Ratujcie... 29.02.16, 14:59
              Tak to jest w zyciu,ze trzeba czesto rezygnowac.Ja tez musialam z wielu rzeczy zrezygnowac i nie winie o to dziecka
            • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 29.02.16, 20:01
              Nie sądzę, żebyś celowo zmyślała, ale wyjaśnij mi na jakiej podstawie fakt, że "strachu [o zdrowie córki] ma [autorka] po kokardy" dla Ciebie jest jednoznaczny z tym, że się o córkę na prawdę niepokoi i otacza matczyną troską i miłością?
              Bo o ile strachu ma na pewno dosyć, w końcu to kolejny problem i zawracanie dupy z chorym dzieckiem, o tyle matczyną miłość widać tylko w zdaniach o psie. Całkowicie to pomijasz i po prostu w kółko piszesz, że przecież ona kocha córkę.
              No mam nadzieję, że kocha, ale do jasnej cholery z jej postów to wcale nie wynika, i, wybacz, nie chrzań mi o jej "prawie do bycia wściekłą" i takich tam, bo reakcja po całości jest mega-patologiczna. Ty zaklinasz rzeczywistość i twierdzisz, że co chore jest ok.
              • pade Re: Ratujcie... 29.02.16, 21:18
                Przeczytaj przedostatnią wypowiedź Asi, będziesz miała odpowiedź.
                • anorektycznazdzira Re: Ratujcie... 29.02.16, 22:31
                  niestety nie wiem którą wypowiedź masz na myśli
    • obrus_w_paski Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:34
      Serdeczne wyrazy współczucia, ciężki dylemat.
      Przeciez wiadomo ze autorce nie chodzi tylko o spacery, ale o to, ze pies stał sie poniekąd członkiem rodziny i nagła informacja, ze jest główna przyczyna problemow dziecka musi byc straszna.

      Moze da sie odczulić podczas pobyt psa u twojej koleżanki?moja znajoma (dorosła) miala jakies mega uczulenie na koty, odczulala sie przez rok i teraz ma trzy piękne kocury przez zadnego problemu..nie wiem czy to działa u dzieci, ale moze warto sprawdzić?
      • kura17 Re: Ratujcie... 28.02.16, 14:06
        > Moze da sie odczulić podczas pobyt psa u twojej koleżanki?

        moj maz sie odczulal dwa razy (nie na koty, na pylki wiosenne i letnie).
        kazde odczulanie to byly ok. 3 lata.
        jego alergolog twierdzi, ze dzieci zaczyna sie odczulac w wieku ok. 7-10 lat, nie wczesniej.
        • asia_i_p Re: Ratujcie... 28.02.16, 15:06
          Nawet jeśli nie miałoby to być rozwiązanie tej sytuacji z tym konkretnym psem, to chyba i tak warto, jeżeli się da. To jednak dużo wygodniejsze niż unikanie psów i domów psiarzy przez resztę życia, warto spróbować.
    • kozica111 Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:38
      Przykre, ale nie załamuj się.Moze uda się odczulanie.Jeździłbym do psa na długie spacery gdy młoda będzie u taty, tylko u koleżanki zostawiaj tzw dyżurne ubranie i przed wyjściem przebieraj się by nie nosić sierści do domu.
    • gosiablo Re: Ratujcie... 28.02.16, 11:39
      Przywiązania do zwierzęcia nie sposób negować, przykra sprawa...
      Spacerować da się samodzielnie albo ....z córką gdy będzie zdrowa.
      Pomyśl ile się dzieciak nacierpiał, ile ciekawych chwil mu uciekło.
      Kocham zwierzęta, ale ze względu na zdrowie syna od lat nie mam żadnego w domu, bo nawet od chomika kasłał.
      Głowa do góry, zdrowia wam życzę

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka