Jakoś się złożyło, że nasze dzieci mają czteroliterowe imiona. Przy rozliczaniu PIT-a
zorientowałem się, że na czwarte dziecko jest całkiem zgrabna kwota ulgi
podatkowej, a mianowicie 2700 zł. Zagadnąłem małżonkę, czy aby nie była skłonna
wydać na świat jeszcze jednej dzieciny, a jako że zwykle wychodzą dziewczynki,
to obmyśliłem od razu imię dla nowej pociechy, a mianowicie Ulga.
Małżonka nie zareagowała zbyt entuzjastycznie, ale nie wiem czy nie podoba się jej
idea kolejnego dziecka, czy może imię zbyt pretensjonalne. Co o tym sądzicie?