julnick
16.05.16, 19:05
Mój wykastrowany dwa lata temu kot nagle zaczął znaczyć teren, sra po kątach i "płacze" całymi dniami i nocami, żeby go wypuścić na zewnątrz. Do niedawna nie było z nim żadnych problemów. Byłam u weterynarza, bo uciekł nam i pobił się z jakimś innym kotem. Teraz jest na antybiotyku i nie mogę go wypuścić - kołnierz ma założony, żeby ran nie lizał. Mówiłam weterynarzowi, o objawach, ale mnie zbył tekstem "niemożliwe". Normalnie kot był niewychodzący i nie przejawiał większych objawów tęsknoty za wolnością. Zmieniło mu się jakiś miesiąc temu. Leje, sra gdzie popadnie i ryczy całymi dniami. To pobicie z innym kotem, to dlatego, że zwiał nam jak wychodziliśmy do roboty.
Meritum: możecie polecić naprawdę dobrego weterynarza w Warszawie? Może macie jakieś swoje teorie na temat zachowania kota?
Kuweta czysta, zmian żadnych w otoczeniu nie było, karmy też nie zmienialiśmy. Podpowiecie coś?