niu13
18.07.16, 14:40
Odkąd pamiętam byłam porywcza i nerwowa. W dzieciństwie obrywało mi się za tzw. "pyskowanie". I przyznać muszę, że nie jestem osobą o nadmiernie pogodnym usposobieniu. Nie ma we mnie tolerancji i cierpliwości dla ludzkiej głupoty,podłości, złośliwości. Kiedy w rodzinie dochodzi do konfliktów- a zawsze dochodzi- czy to o bzdury, czy o rzeczy poważniejsze, zaczynam się tak wściekać, że drżyjcie narody. Dostaję po prostu takiego wścieku, że nie panuję nad swoimi reakcjami, a szczególnie nad tym, co mówię. Wykrzykuję rzeczy tak krzywdzące, że potem sama się zastanawiam, skąd we mnie tyle nienawiści. Zalewa mnie dosłownie fala złości i nienawiści. Nie wiem, skąd się to we mnie bierze. Jest to cecha tak destrukcyjna, że mam sama siebie już dość. Najgorsze, że osoba, która nie panuje nad nerwami zawsze przegrywa. Bo ludzie których atakuję, przestają zwracać uwagę na treść a widzą tylko formę i czują się obrażeni. W jaki sposób walczyć o swoje w życiu? Jak sobie radzić z nadmierną porywczością? Może ktoś już ma taką pracę nad sobą wykonaną. Proszę o wsparcie.Nie daję już sobie z tym rady. Najbardziej mi przykro, kiedy dzieci na urodziny mi życzą, żebym mniej krzyczała. Wtedy zalewa mnie fala poczucia winy, z którym też sobie nie radzę. I dodam tylko, że jestem DDA, co zapewne wiele wyjaśnia, ale w niczym nie pomaga, bo ma się wtedy tendencję, do zwalania wszystkiego na rodziców i dzieciństwo zamiast wziąć się za siebie tu i teraz.