Jesteśmy po trzech dniach adaptacji w żłobku- rotacja 24-osobowej grupy po dwanaścioro dzieci z rodzicami. Grupa 1,7-2,5 latki. Moja obserwacja jest taka, że wyścig szczurów i podlizywanie zaczyna się od urodzenia. Mamusie, które nie wiedzą jak blisko cioć usadowić się i "przywłaszczyć" sobie ich całą uwagę; tatusiowie, którzy swoim nie mówiącym jeszcze dzieciom wydają przy zabawie polecenia po angielsku "give me red ball, please". Plus mamusie z widocznym przebodźcowaniem lekturami parentingowych blogów i lektur... Czy normalnych rodziców już nie ma?