triss_merigold6
01.01.17, 15:12
Urzekają mnie argumenty według których pan słabo zarabiający (i niepłacący) powinien móc spędzać dużo czasu z dzieckiem, żeby odciążyć matkę, żeby ta - cytuję - MOGŁA DOROBIĆ.
Oczywiście rodzic, z którym dziecko nie mieszka ma obowiązek - a nie dobrą wolę - brania udziału w wychowywaniu i opiece nad dzieckiem, co obejmuje również np. branie zwolnień na chore, chodzenie do lekarza, odbieranie z zajęć pozalekcyjnych, podział opieki w wakacje/ferie/inne dni wolne etc.
O ile przy małych dzieciach ów wkład czasowy jest bardzo istotny, o tyle starsze dzieci i nastolatki przynajmniej połowę dnia spędzają w szkole, nie wymagają odprowadzania i przyprowadzania, nie chorują co miesiąc, za to chcą np. jechać na konkretne kolonie czy obóz językowy. To kosztuje. Nie bardzo widzę też pole do popisu w postaci "większego wkładu czasowego" i w jaki sposób ów wkład czasowy miałby zastępować opłacenie lekcji języka, zakup sprzętu sportowego, biletu do kina, ciuchów, kosmetyków dla nastolatka etc.