annaa_1978
09.01.17, 22:32
Mam problem ponieważ nie mogę znaleźć żadnych wzorów skarg do kuratorium a nadszedł w życiu moim i mojego dziecka taki moment ,że jedynym wyjściem jest złożenie skargi na dyrektorkę szkoły. Syn doznał przemocy ze strony nauczycieli ,jako nowy uczeń nie odnalazł się w grupie dzieci z klasy jednak nie obarczałabym do końca winą kolegów ponieważ mój syn jest dzieckiem z problemami (podejrzenie spektrum autyzmu) a dzieci nie są też winne temu ,że rodzice są zdemoralizowani i nie wpajają dzieciom prawidłowych zachowań. Konflikt z podwórka został przeniesiony przez dzieciaki do szkoły. Sytuację potęgują trudne zachowania mojego dziecka. Wpada łatwo w nerwy nieodpowiednio zachowuje się na zajęciach lekcyjnych czym denerwuje inne dzieciaki ,które nie rozumieją problemów mojego syna. Jedyna diagnoza jaką mam do tej pory to nadpobudliwość.Syn ma problemy z koncentracją w kółko coś gubi wciąz zapomina zadań a na lekcjach w przypływie emocji ,żeby zabłysnąć w grupie przeszkadza paniom w lekcji. Jednak nie jestem w stanie pogodzić się z brakiem zrozumienia dla problemów syna i reagowaniem w sposób agresywny na jego zachowania. Jedna nauczycielka aby syna uciszyć wbiła mu palce w policzki na tyle mocno ,że przebił zębem policzek ,a ksiądz daje mu mocne pstryczki w ucho. Syn czeka na diagnostykę w Poradni Autystycznej ale termin to ponad dwa lata. Od początku działo się źle, gdyż wszyscy postrzegają go jako chuligana ,którego ja źle wychowuję. Był bity i przeklinany przez kolegów aż doszło do tego momentu ,że zaczął reagować na te upokorzenia agresją i atakiem na swoich oprawców. Zawsze ale to zawsze oprawcy pięknie i sprytnie wykręcają się ze swych złych uczynków ,a że jest ich więcej wygrywają ponieważ dyrektorka nie uznaje ,że dwoje troje a czasem i więcej dzieci mogą pokłamać. Syn został publicznie przez kolegę nazwany dziewczynką i w złości rzucił jego plecakiem kiedy tamten nie przestał zaatakował go. Do akcji wkroczył inny kolega który mocno syna poturbował między innymi podciął mu nogi i syn uderzył się w głowę ,ciągnął go za głowę po ziemi skakał po nim. Syn nie chciał walczyć bo odezwał się w nim zdrowy rozsądek ,który podpowiadał mu ,że i tak będzie on winny wszystkiemu i poniesie wszelkie możliwe konsekwencje. Pragnę dodać ,że osoba prowadząca zajęcia pozwoliła się chłopcom lać i siedziała spokojnie na swoim miejscu nie mając pojęcia ,że wojna jest coraz większa i kolejna osoba dołączyła do bójki i nie miała pojęcia ,że mojego dzieciaka ktoś leje dotkliwie. To koledzy z klasy interweniowali pobiegli po wychowawcę który starał się zapanować nad sytuacją. Może ktoś mi powie ,że dostał za swoje bo zaczął. No tak zapewne sądzi dyrekcja szkoły ale nie zgadzam się z tym, bo swoim brakiem kompetencji doprowadzili moje dziecko do takiego stanu ,że inaczej nie potrafi (koledzy go przeszkolili jak się załatwia takie sprawy). Najgorsze jest to ,że spędziłam dwa dni pod rząd z synem na pogotowiu z powodu bólów głowy , bólów nerek ,żeber i brzucha. Na moje pytania przez telefon do dyrektorki usłyszałam szyderczy śmiech i odpowiedź ,że nikt mi syna nie pobił. Pan prowadzący zajęcia w szkole wyparł się tego ,że obwinił pedagoga szkolnego o brak wiedzy na temat zaburzeń mojego syna i zaczęła się nagonka na mnie, Dzieci z klasy skarżą się ,że są zastraszane i nie wolno im rozmawiać na ten temat z nikim odkąd zgłosiłam ,że przychodzą do mnie i inaczej przedstawiają sytuację a jedna z dziewczynek zwierzyła mi się ,że pedagog dyktował jej co ma pisać na temat pobicia mojego syna a nie było to zgodne z prawdą . Wtedy coś we mnie pękło i przysięgłam ,że tego już za wiele i nie odpuszczę. Chcę opisać wszystkie sytuacje ,które miały miejsce przemoc fizyczną nękanie przez innych uczniów na które widzę przyzwolenie ciche ze strony szkoły dotyczy to różnych osób różnych sytuacji, Nie wiem czy napisać skargę na konkretne osoby osobno czy wszystko zebrać w kupę i chronologicznie opowiedzieć, Nie wiem jak zacząć i się zawiesiłam . Panie w szkole zaczęły robić nagonkę na mnie i czas mnie nagli a pedagog raz mi grozi sądem za nazwanie jej kłamcą raz mnie zastrasza ,że ponoć mój syn jej powiedział ,że ja go biję a jej pomysłowość nawet i mnie już przerasta. Syn nie ma pojęcia o czym mowa a dyrektorka w oficjalnym piśmie do mnie powtarza pomówienia pedagoga i zarzuca mi inne niestworzone rzeczy. Pomóżcie ,doradźcie ,wesprzyjcie