sueellen
10.01.17, 14:14
Problem koleżanki sprzed pół godziny. Poznała faceta. Naprawdę fajny, wdowiec, Anglik, bardzo spokojny (żona zmarła na raka 3 lata temu). Ona Polka, rozwódka. Mąż się wypiął i uciekł do Polski bo mu w UK się nie podobało. Każde z nich ma po dwie córki. Jego dzieci mają po 9 i 13 lat, jej 8 i 10 - urodzone w UK.
Dobrze się dogadują, dzieci się polubiły. Na razie żyją na dwa domy, spędzają razem weekendy, pojechali wszyscy razem na udane wakacje. Żadnemu z nich się nie przelewa, byłoby łatwiej sprzedać oba domy, pobrać się i kupić duży dom dla całej rodziny.
Dzieci są za, ale koleżanka ma jeden problem. Tym problemem są zwierzaki faceta. Ma psa i dwa koty. Koty jeszcze do zniesienia, ale ona psa nie lubi. Zwierzęta w ogóle jej śmierdzą, brzydzi się ich, ale psa szczególnie. To duży labrador. Miłe ale wielkie bydle, śmierdzi mu z pyska. Poza tym ona od dziecka boi się psów. Nigdy nie nocowała u przyjaciela – to on przyjeżdżał z córkami na weekend bo bała się psa, nie czuła się pewnie by np. wyjść w nocy do łazienki. Poza tym jej standardy czystości są dość wyśrubowane w porównaniu z jego. Facet wie o problemie ale liczy, że jego przyszła żona się „przyzwyczai” do zwierzaków i „będzie dobrze”, bo przecież psa się nie pozbędzie, czego ona oczywiście od niego nie oczekuje! Pies był zanim jeszcze pojawiła się ona.
Pies ma 7,5 roku. Moja rada była taka by poczekać te 2-3 lata (dom się nie wybuduje w miesiąc – rozważają kupno nowego domu), potem w krótkim czasie „problem sam się rozwiąże”. Kategorycznie nie zgodzić się na kolejnego sierściucha informując o tym partnera najlepiej już teraz.. koleżanka z rady niezadowolona, bo chciałaby aby zamieszkali razem jeszcze w tym roku. Poznali się trochę ponad rok temu. A co radzi ematka?