Dodaj do ulubionych

depresja a rodzina

25.03.17, 13:24
Powiedzcie mi, jak w waszym otoczeniu ludzie reagują na osobę chorą w rodzinie? Czy sobie radzą, czy potrafaią zrozumieć, zaakceptować? Czy spotkaliście kogoś, kto wypierałby chorobę bliskiej rodziny?
Obserwuj wątek
    • io_sono_una_vita Re: depresja a rodzina 25.03.17, 13:38
      Wydaje mi się, że najtrudniej jest zanim stan zostanie nazwany depresją, chorobą. Zanim do otoczenia dotrze, że to nie są fanaberie, wydziwianie, lenistwo, czy robienie komuś na złość. Że człowiek nie robi czegoś celowo, po prostu potrzebuje pomocy. Ja wyszłam ze swojej depresji, ale część bliskich nadal obwinia mnie o to jak zachowywałam się wtedy. Inni z kolei, ci którzy widzieli tylko powierzchnię, to że jakoś ogarniałam, uważają chyba że widziwiam z całą tą swoją terapią, że niepotrzebnie wydaję kasę. Generalnie od rodziny nie otrzymałam żadnego wsparcia.
    • klamkas Re: depresja a rodzina 25.03.17, 20:20
      Mąż zareagował tak, że każdemu choremu tego życzę. Moja przyjaciółka podobnie. Reszta bliskich - szkoda gadać. Nie wypierali, ale o depresji wiedzieli wielkie g... i mieli typową postawę wymyśla/rozczula się nad sobą. Ktoś mi wprost powiedział, że krzywdzę męża i dziecko. Ba, to samo powiedziała mi położna na porodówce, tzn. że krzywdzę dziecko (inny temat, bo chciałaś o bliskich, ale skoro personel medyczny mówi takie rzeczy, to czemu laik miałby mieć inne podejście).

      Mój przyjaciel długo ukrywał przed żoną, że bierze antydepresanty, bo kiedyś mu powiedziała, że to dla słabych psychicznie. W końcu on się odważył, ona zmierzyła z jego chorobą, ale...

      Różnie to bywa.

    • eulalia_bardzo_przecietna Re: depresja a rodzina 26.03.17, 13:36
      Moja rodzina nie wie i tak ma zostac. Mowie oczywiscie o rodzicach i rodzenstwie, czyli osobach, z ktorymi mam czesty kontakt, ale nie mieszkam na codzien.
    • redheadfreaq Re: depresja a rodzina 26.03.17, 13:46
      Ponieważ pierwszy rzut miałam jako wczesna studentka mieszkająca u rodziców, to siłą rzeczy rodzina wie. Zrozumienie - tak, wsparcie... tu było różnie. Moja mama potrafiła odstawić cyrk u psychiatry pod hasłem "Czemu MNIE to spotkało", kiedy walczyłam na terapii i zaczęłam stawiać granicę, to oczywiście byłam "nastawiania" przeciwko niej. Teraz moim największym wsparciem jest mąż, który wie, jak mnie wesprzeć, kiedy jest gorzej. Na szczęście od ponad roku jest dobrze, bywało ciężej, kiedy ciąża szczególnie dawała mi w kość. Mam nadzieję, że ominie mnie "Wydanie specjalne: depresja poporodowa"...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka