lauren6
30.05.17, 22:35
opinie.wp.pl/boze-niech-to-sie-juz-skonczy-poruszajaca-rozmowa-z-mama-rity-6127500790363777a
Ciąg dalszy polskiego piekiełka okoloaborcyjnego.
Zwolenniczka zakazu aborcji zachodzi w ciążę. Na USG połówkowym wychodzi, że płód nie ma mózgu. Ciążę chce usunąć, a raczej jak ona to nazywa: terminować. Nie udaje się. Lekarze chcą potwierdzenia, że płód ma letalną wadę genetyczną. Płód ma jedynie wadę letalną, ale nie genetyczną, więc aborcji nie robią. Pani rodzi dziecko, 1,5h po porodzie dziecko umiera.
Panią spotkała niewyobrażalna tragedia. To niezaprzeczalny fakt. Pani apeluje by nie traktować terminacji ciąży jako aborcji. A we mnie się gotuje.
Kiedy wreszcie panie "jestem przeciwko aborcji, no może z wyjątkiem..." zrozumieją, że w legalizacji aborcji nie chodzi o to by Mariolka spod bazaru mogła sobie robić 8 aborcji pod rząd zamiast antykoncepcji? Spokojna głowa, zmyślna Mariolka sobie poradzi, choćby wysyłając najnowszego chłopa po tabletki na wrzody.
Zakaz aborcji najbardziej uderza w takie kobiety jak ta z artykułu. Które muszą udowadniać, że wada letalna jest wystarczająco letalna by podchodziła pod polskie przepisy. I to jest wojna nie do wygrania, bo obywatel nie ma szans w starciu ze źle skonstruowanym prawem. Złe prawo powinno się wyrzucić do kosza.
Wychodzi na to, że aborcja jest w Polsce słowem zakazanym. Złym, brzydkim, gorszym od przekleństw powszechnie nadużywanych. Dystyngowane panie nie mają aborcji, tylko terminują ciążę. Podkreślają, że tu przecież nie chodzi o żadną aborcję.
Tak, przegrałyśmy wojnę o język.