mika_p
09.07.17, 16:40
Polityk Nowoczesnej, profesor Tadeusz Gadacz
„Współczesny Uniwersytet, przynajmniej w Polsce, zamienił się w pasaż, przez który studenci wychodzą, przychodzą, przelatują, odchodzą. Połowa kursu się spóźnia, bo wraca z pracy, druga połowa idzie do pracy. Jeśli szkolnictwo wyższe ma być finansowane z budżetu, to studenci powinni mieć zakaz pracy. Poza praktykami koniecznymi do zawodu. Marnowane są publiczne pieniądze, połowa studentów nie jest na seminariach, połowa nie jest na ćwiczeniach, połowa dorabia i pracuje”.
Ciekawe, nie?
Jak się dziecię do szkoły spóźnia, to się mu obniża ocenę z zachowania. Jak ma za dużo nieobecności, to nie jest klasyfikowane.
Jak się pracownik spóźnia do pracy, to szef go ochrzani, wpisze naganę do akt, zabierze listę obecnosci i wpisze nieobecność w pracy, a potem zwolni dyscyplinarnie.
Jak się kontrahent spóźnia, to można mu naliczyc kary umowne.
Jak się kumpel spóźnia czy nie przychodzi na umawiane spotkania, to się rozluźnia znajomość nawet do zera.
Generalnie, cywilizowani ludzie mają opracowane metody na postępowanie z lekceważącymi, a uniwersytety, skupisko inteligencji, źródło mądrości (przynajmniej w założeniach) nie potrafi.
(Źródło cytatu: bezprawnik.pl/zakaz-pracy-dla-studentow/ )