Dodaj do ulubionych

Z armatą na wróbla - studia a praca

09.07.17, 16:40
Polityk Nowoczesnej, profesor Tadeusz Gadacz
„Współczesny Uniwersytet, przynajmniej w Polsce, zamienił się w pasaż, przez który studenci wychodzą, przychodzą, przelatują, odchodzą. Połowa kursu się spóźnia, bo wraca z pracy, druga połowa idzie do pracy. Jeśli szkolnictwo wyższe ma być finansowane z budżetu, to studenci powinni mieć zakaz pracy. Poza praktykami koniecznymi do zawodu. Marnowane są publiczne pieniądze, połowa studentów nie jest na seminariach, połowa nie jest na ćwiczeniach, połowa dorabia i pracuje”.


Ciekawe, nie?

Jak się dziecię do szkoły spóźnia, to się mu obniża ocenę z zachowania. Jak ma za dużo nieobecności, to nie jest klasyfikowane.

Jak się pracownik spóźnia do pracy, to szef go ochrzani, wpisze naganę do akt, zabierze listę obecnosci i wpisze nieobecność w pracy, a potem zwolni dyscyplinarnie.

Jak się kontrahent spóźnia, to można mu naliczyc kary umowne.

Jak się kumpel spóźnia czy nie przychodzi na umawiane spotkania, to się rozluźnia znajomość nawet do zera.

Generalnie, cywilizowani ludzie mają opracowane metody na postępowanie z lekceważącymi, a uniwersytety, skupisko inteligencji, źródło mądrości (przynajmniej w założeniach) nie potrafi.

(Źródło cytatu: bezprawnik.pl/zakaz-pracy-dla-studentow/ )
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 16:55
      Przypomniał mi się wykład z czasów moich studiów - pani doktor wróciła właśnie z krótkiego wyjazdu do USA gdzie wizytowała jakąś uczelnię i opowiadała jak tam wspaniale, cudownie, ach i w ogóle, wykłady i zajęcia nie są wcale obowiązkowe, bo to wyłącznie od autorytetu wykładowcy i tego w jak interesujący sposób prowadzi zajęcia zależy czy ma słuchaczy i po godzinie takich zachwytów padło pytanie: a gdzie państwo macie dzisiejszą listę obecności?
      • nangaparbat3 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 17:03
        A tam się aby nie płaci za studia?
        • nanuk24 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 01:26
          Płaci się i to nieprawda, że można sobie nie przychodzić na zajęcia. To, że się płaci, nie oznacza, że student dyktuje warunki. Po trzech nieobecnościach wywalają, nie przyjdziesz na egzaminy masz niezaliczone zajęcia i stratę pieniędzy. Jest inny system. Każdego semestru dostajesz listę zajęc, które i na jaki procent musisz zaliczyć, żeby przejść na kolejny semestr. I wtedy ty sama musisz przypilnować, by zarejestrować się na każde zajęcia z osobna, wybierasz sobie wtedy sama dogodną dla ciebie godzinę i dzień tygodnia, a także wykładowcę. Możesz wybrać kilka zajęć na raz, a możesz jeden przedmiot na semestr (oczywiście, w ten sposób ci się lata nauki wydłużają). Ale jak już zajęcia zaczniesz, to musisz być. Tak jest w college'u, na uniwersytecie nie studiowałam więc nie wiem.
        • zlababa35 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 20:47
          Byłam m.in. także na studiach płatnych. W pewnym momencie odpadłam z powodu nieobecności wink.
    • agata_abbott Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 17:05
      Wszystko fajnie, tylko z mojego doświadczenia wykładowcy traktują studentów z takim samym, jeśli nie większym, lekceważeniem. No, większość wykładowców. Większość wykładów na mojej uczelni prowadzonych było w taki sposób, ze faktycznie lepiej było pójść gdzieś do pracy i tam sie czegoś nauczyć, a studia potraktować jako sposób na zdobycie dyplomu.
    • agonyaunt Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 17:18
      Studenci nie powinni mieć zakazu pracy, bez przesady, doba jest długa można w nią upchnąć jedno i drugie. Tyle że nie powinno to wyglądać tak, że praca najważniejsza, a studia to taki dodatek, który można sobie olać. Ale tego się nie załatwi zakazami, tylko konkretnymi wymaganiami na studiach - np.: zajęcia są obowiązkowe, a jak się notorycznie spóźniasz to wykładowca ma prawo cię wyprosić i wpisać nieobecność. Nie chodzisz na zajęcia - nie masz zaliczenia.

      Z drugiej strony trzeba by zrobić coś, żeby studenci faktycznie czegoś się na zajęciach uczyli, bo jeśli teraz jest tak, że wykładowca zatrzymał się z wiedzą dwie epoki temu, to ludzie będą się tylko złościć i frustrować.
      • sasanka4321 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 17:45
        Obowiazkowe to powinny byc egzaminy. Obowiazkowe i trudne. Pisemne i ustne. Od siedzenia w sali jeszcze nikt sie niczego nie nauczyl. Jesli studenci nie przychodza na wyklad to wyraznie doszli do wniosku, ze nic on nie wnosi, tego samego ale szybciej, naucza sie z ksiazki.
        • klamkas Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 01:20
          To, że doszli do takiego wniosku, nie znaczy, że mieli rację wink.
      • nangaparbat3 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 17:53
        >>trzeba by zrobić coś, żeby studenci faktycznie czegoś się na zajęciach uczyli,

        I to jest własnie nasz problem - studia to taka szkołka. A studiowanie nie jest tym samym co uczenie się, przynajmniej nie powinno sie do tego sprowadzać.
        Pamietam rozmowę z dziewczyna, ktora studiowala prawo w Polsce i w Niemczech. Tu ryla na pamieć przepisy, tam dostawala case'y, które musiala dobrze przemyśleć i samodzielnie odpowiednie przepisy znaleźć.
        • ira_08 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 18:22
          Ryła przepisy? Ciekawe jak, ustaw się na pamięć uczyła? Studiowałam prawo w Polsce, nie ryłam przepisów, na egzaminie można było mieć ze sobą kodeks. Kazusy też oczywiście były, właśnie po to, żeby wykazać się umiejętnością szukania przepisów i stosowania ich.
          • hemp_plant Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 09:00
            nie można mieć na egzaminie żadnych kodeksów smile trzeba umiec wszystko na pamięć- UJ i UW, więc myślę, że inne uni podobnie big_grin
    • paloma_blauwinder Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 18:02
      Wykłady i inne nieinteraktywne formy zajęć (wychodzi smutny pan z pożółkłymi notatkami sprzed stu lat i je czyta) powinny zniknąć, wszystko to powinno być dostępne w necie, najlepiej w domenie publicznej (po uczciwym załatwieniu praw autorskich). Na obowiązkowych zajęciach ze studentami powinno się wyłącznie rozwiązywać zadania, problemy, dyskutować, prezentować, robić projekty, doświadczenia, ćwiczyć uzyskane umiejętności, konsultować się z mądrzejszymi od siebie w ramach tutoringu, korzystać z aparatury uczelni itd. itp. Tylko to byłoby szalenie męczące i niewygodne dla wielu pracowników naukowych, którzy utknęli w epoce przedinformatycznejbig_grin Ale załatwiłoby problem nieobecności, bo wtedy większość nieobecnych by nie zaliczyła. A na ciekawe i pożyteczne wykłady studenci i tak będą chodzić. Ale łatwiej zakazać pracy, jasne.
      Nie rozumiem natomiast problemu nieobecności na ćwiczeniach - nie ma cię, nie zaliczasz, proste.
      • 71tosia Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 18:10
        akurat chyba dzis tylko nieliczni przychodza na wyklad z kartkami, a szkoda. Dzis sie przychodzi sie na wyklady z power pointowa prezentacja - zaleta taka ze i student i wykladowca nic nie musi umiec wink Wbrew pozorom wyklad prowadzony 'na tablicy' i gadany wymaga sporo wiecej zaangazowania i po prostu wiedzy od wykladowcy.
        • sasanka4321 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 18:21
          >akurat chyba dzis tylko nieliczni przychodza na wyklad z kartkami, a szkoda.

          Podejrzewam, ze jestes jedyna, ktora tego zaluje. Dla mnie polskie szkolnictwo wyzsze, to jakas paranoja. Zarowno wyklady jak i power pointowe prezentacje. Studenci czytac potrafia, naprawde. Moga ten material przeczytac w domu, z kubkiem kawy w reku, darujac sobie przejazd na uczelnie i spowrotem.
          • paloma_blauwinder Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 18:33
            przeczytac w domu, z kubki
            > em kawy w reku, darujac sobie przejazd na uczelnie i spowrotem
            Albo - jeśli ich wola się umartwiać - mogą obejrzeć filmik/streaming, w którym wykładowca czyta z kartki. To niby takie oczywiste. Ale niestety wybudowano pomnikowe sale wykładowe mieszczące po tysiąc osób. Mają się zmarnować?
          • bialeem Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 00:37
            i większość tego nie robi
          • fil.lo Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 09:35
            Podejrzewam, ze jestes jedyna, ktora tego zaluje. Dla mnie polskie szkolnictwo wyzsze, to jakas paranoja. Zarowno wyklady jak i power pointowe prezentacje. Studenci czytac potrafia, naprawde. Moga ten material przeczytac w domu, z kubkiem kawy w reku, darujac sobie przejazd na uczelnie i spowrotem.

            Sorry, ale jeśli uważasz, że treść wykładu sprowadza się do treści slajdów, to wykazujesz daleko idącą ignorancję, albo miałaś słabych wykładowców (możliwe też, że nie słuchałaś wykładów). Powiem tak: nigdy nie przesyłam prezentacji studentom, bo ona stanowi tylko jakieś 30% tego, co chcę przekazać. Co więcej, nie da się polecić jednej książki (czy np. pięciu), której przeczytanie zastąpi wykład. Na wykładzie nie referuję kilku książek, tylko dzielę się moją wiedzą, którą zdobyłam przez lata studiów i badań.
            Czy studenci potrafią czytać. No. Może i potrafią, ale część z tej umiejętności korzysta rzadko i trzeba ich zmuszać (odsyłać na dyżury, przepytywać, ogólnie dziecinada). Część czyta ale nie rozumie, co w sumie nie jest niczym dziwnym, bo teksty na poziomie uniwersyteckim bywają bardzo trudne. No i właśnie do tego służą ćwiczenia i wykłady, żeby nie pozostawić studenta samego z tym, co dla niego niezrozumiałe. Te ideały, co to z kubkiem kawy same mogłyby się wyedukować bez wykładowców, to są chyba znane tylko ematkom.
            • memphis90 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 11:30
              >Powiem tak: nigdy nie przesyłam prezentacji studentom, bo ona stanowi tylko jakieś 30% tego, co chcę przekazać.
              Jeśli zależy Ci na PRZEKAZANIU wiedzy, to powinnaś właśnie przesyłać prezentacje i to przed wykładem. W dodatku z miejscem na robienie notatek... Wtedy to ma sens. Wykład, podczas którego student musi szaleńczo notować i przepisywać slajdy i tabele nie ma żadnego sensu, bo ani nie słucha uważnie, ani nie zrobi porządnych notatek.
              • agonyaunt Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 13:36
                O mamo, dzisiejsi studenci to muszą być straszne pierdoły, skoro nawet proste zrobienie notatek z wykładu przerasta ich możliwości intelektualne...
                • 71tosia Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 19:02
                  mnie tez by przerastało gdyby w czasie wykładu żuczano mi po slajdzie na minutę (częsty przypadek), w czasach gdy wykład prowadzono na tablicy student po prostu miał więcej czasu na notowanie, a czasami nawet tyle by zastanowić się nad tym co notuje wink.
                  • agonyaunt Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 19:19
                    Jak ktoś przepisuje slajdy, to zawsze będzie miał problem, ale przecież nie o to chodzi w robieniu notatek, prawda?
                    • karola2122 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 19:43
                      Slajdów się nie przepisuje, tylko robi się zdjęcia komórką
                      • agonyaunt Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 20:49
                        Jak wykładowca pozwoli.
                        • verdana Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 22:16
                          Jak nie pozwala, to fatalnie. Jak pozwala, jeszcze gorzej, bo potem studenci uczą sie na pamięć slajdów i niczego więcejsmile
                          • agonyaunt Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 22:44
                            Przechlapane po obu stronachsmile
              • fil.lo Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 14:18
                Rany rany rany, ale mi się żal zrobiło tych studentów - chcieliby się zasłuchać, ale przepisują w szaleńczym biegu...
                To może od nowego roku akademickiego sama zrobię wyciąg ze swoich wykładów i im prześlę?
              • asia_i_p Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 14:32
                Tak to wyglądało za czasów mojego męża na Politechnice Wrocławskiej - kupowało się na ksero "notatki z wykładu", czyli zestaw rysunków, wykresów, itd. i obudowywało własnymi notatkami w trakcie wykładów.
      • mika_p Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 00:22
        Ale teraz nie dyskutujemy o tym, czy wykłady są obowiązkowe, czy nie są.

        W tej chwili uznaje się, że ktoś ukończył studia, jesli zdał egzamin końcowy - napisał pracę i ją obronił. Do obrony pracy jest dopuszczany, jesli zdał x egzaminów - czyli wykazał, że przyswoił okreslony zasób wiedzy. I guzik kogokolwiek obchodzi, czy student chodził na wykłady, czy referowała mu je regularnie koleżanka chodząca na wykłady, czy po prostu w trzy noce przeczytał co trzeba i zapamiętał.
        Jeśli chcemy, żeby ukończenie studiów było mozliwe nie tylko po sprawdzeniu, ile student wiedzy przyswoił, ale też zmuszeniu go, zeby postudiowal, to trzeba zacząć od okreslenia obowiązkowych zajęć, w których ma uczestniczyć. I to spokojnie da się załatwić regulaminem, a nie zakazem pracy.

        Bo w sumie, czemu zakazywac pracy, a nie uprawiania sportu czy chlania po barach. Można by wszak uniwersytety zamienić w coś w rodzaju klasztorów, skoszarowac studentów i na parę lat odciąć od wszystkiego. Z podziałem na płcie, bo zakochanym nie nauka w głowie, a jeszcze niektórzy sie na studiach rozmnażają, a taki niemowlak to juz w ogóle odciaga od nauki.
        Od razu wrociłaby elitarność studiów, bo tylko naprawdę zdeterminowani poszliby na taki układ.

        Btw, nie wiem, czy nadal tak jest, ale podejrzewam, ze tak: sa kierunki, na których nie da się dorabiać, bo roboty na studiach jest po kokardkę, masa zajęć, nauki na bieżąco, regularne kolokwia i egzaminy-kobyły, a są kierunki, gdzie prawie nie ma obowiązkowych ćwiczeń, a wiedze do egzaminu da się przyswoic w dwie-trzy noce, więc jest czas na pracę albo na inne aktywności.
        • bialeem Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 00:41
          Problem jest raczej w miejscu w którym przeczytanie książki może 1:1 zastąpić wykład. Mi się rzadko trafiali wykładowcy tak słabi, że wolałam przeczytać książkę 2x. Większość jednak miała do powiedzenia więcej, lub więcej do pokazania. Co zabawne, to ci, którzy napisali swoje książki uczyli najlepiej, bo rzadko uczyli tego, co już w książkach napisali.
    • 71tosia Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 09.07.17, 18:02
      prof Gadacz jest idiota, on naprawde mysli ze ci studenci jednoczenie pracuja i sie ucza bo maja takie widzimisie? Moze jednak godza nauke z praca bo nie maja innego wyjscia bo rodzicow nie stac na 100% finasowanie studiow? Niech pan profesor pomysli zanim cos glupiego napisze alo najlepiej ufunduje jakies stypendium, by chociaz jeden jego student mogl sie skupic w pelni na nauce. Tez jestem wykladowca, tez zdaza mi sie ze student sie tlumaczy ze nie mogl byc na zajeciach bo musial pracowac ale to raczej sytuacje sporadyczne, staram sie byc wtedy wyrozumiala.
    • bialeem Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 00:35
      Studiowałam na prywatnych-zaocznych i większość ludzi pracowało i dawało radę. Studiowałam na państwowych-dziennych i ludzie co bardziej ambitni brali drugi fakultet. Jeden nawet polazł na medycynę jako drugi wybór (oba skończył śpiewająco, cholerny geniuszwink) Niektóre studia są rzeczywiście zbyt wymagające, by pracować, ale nie widzę przeciwskazań do pracy jak się studiuje jakieś ekonomiczno-humanistyczne pie...lo. Co innego studia z laborkami.
      • paloma_blauwinder Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 11:16
        > Co innego studia z laborkami.
        Wszystkie studia powinny być "studiami z laborkami". Gdyby na humanistycznych były laborki (gry, symulacje, rozwiązywanie przypadków, ogólnie stosowanie nabytych umiejętności, a nie notowanie wiedzy) to i pewnie pogarda wobec nich byłaby mniejsza. Ale trudniej by było skończyć, większość odpadłaby po 1 semestrze, a wykładowcy musieliby skończyć z narracją "my nic nie możemy, bo najpierw musimy nauczyć te dzieci czytać". Bo dzieci nieczytające nie zaliczyłyby wiedzy koniecznej jako wejściówka na laborki i koniec pieśni.
        Ale wydział by zbiedniał, bo miałby mniej studentów - i to jest główny problem.
      • simply_z Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 23:03
        pie...lo mówisz? zapraszam na filologię. Zobaczymy..jak byś spiewala. Laborki to naprawdę jest często gesto luz.
    • mamablue Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 00:48
      Z czasów moich studiów mam takie doswiadczenie,że to głównie wykładowcy łapali za dużo fuch i albo się spóźniali,albo kończyli wcześniej,albo ich nie było. I to na b.szacownej państwowej uczelni. Teraz zdaje się coś się w tym zakresie zmieniło i już tak nie mogą dorabiać gdzie popadnie.
      Co do samego pomysłu,uważam go za przejaw bezradności. Nie umiemy zorganizować studiów,zachęcić studentów do kontaktu z wykładowcą,robimy nudne prezentacje w power point,które i tak potem roześlemy studentom (więc po co przychodzić?), słowem nie umiemy zatrzymać studenta na uczelni,to wymyślimy jakiś kaganiec dla owego studenta i go siłą przytrzymamy.
      Studenci powinni pracować,to cenne życiowe doświadczenie. Podejrzani są raczej ci,którzy na studiach nnie pracowali.
      • klamkas Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 01:26
        <nudne prezentacje w power point,które i tak potem roześlemy studentom (więc po co przychodzić?)

        Dobre prezentacje zawierają śladową ilość tekstu, więc nie bardzo pomogą komukolwiek przyswoić materiał i zrozumieć o co chodzi wink.
      • mika_p Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 01:36
        > Nie umiemy zorganizować studiów,zachęcić studentów do kontaktu z wykładowcą,robimy nudne prezentacje w power point,które i tak potem roześlemy studentom (więc po co przychodzić?),

        A to insza inszość. Nie każdy się nadaje do pracy z ludźmi, do wykładania.
        O własnych studiach nie będę się wypowiadac, bo to za dawno było, ale szkolenia miewałam rozmaite.
        Bywały nudne, gdzie wykładowca siedział i czytał to, co miał przygotowane, zero kontaktu z uczestnikami szkolenia, a na koniec jak padło "czy są jakies pytania" to w odpowiedzi był pomruk "nie, dziekujemy, do widzenia" i wszyscy się szybciutko zmyli.
        Bywały takie, że przygotowane materialy były tylko kanwą dla fascynujących opowieści, uczestnicy siedzieli zasłuchani, reagowali żywo, dopytywali, odnosili do własnych doświadczeń (i wykładowca nad tym panował, miał na to przewidziany czas i umiał sie zmieścić z zaplanowanym materiałem i dyskusja w czasie), a w przerwach i po zajeciach oblegali człowieka prawie jak gwiazde rocka smile
        To nie zalezy od wieku ani fachowości w swojej dziedzinie.
      • zona_glusia Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 10:53
        mamablue napisała:

        > Z czasów moich studiów mam takie doswiadczenie,że to głównie wykładowcy łapali
        > za dużo fuch i albo się spóźniali,albo kończyli wcześniej,albo ich nie było.
        Miałam podobne doświadczenia.
        > Podejrzani są raczej ci,którzy na studiach nnie pracowali.
        Bez przesady. Znam takich, którzy robili tylko wymagane przez uczelnie praktyki i staże. Teraz nie mają trudności ze znalezieniem pracy i poradzeniem sobie z obowiązkami w zawodzie.
    • nena20 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 00:56
      Niestety ale wykłady są takie jakich mamy studentów. Z reguły przy omawianiu rysunków nie notują nic, jeśli nie ma tekstu to nie ma notatki. Ponadto bywa i tak że po zadaniu tych samych pytań na poprawce nie odpowiadają. Co do nowoczesnych badań i dostępu do sprzętu, główny problem to brak finansowania. Na laboratorium w okresie dwóch ostatnich lat nie otrzymaliśmy nic, to jak studenci mają realizować prace magisterskie czy lic. Praktyki kiedyś 14 dni z danej dziedziny trwają 4 itd. Należy jeszcze zważyć że w ostatnich 20 latach pozwolono na dublowanie kierunków studiów a i przybyło kilka uczelni państwowych a na to wszystko składamy się wszyscy. Można dużo pisać. Ogólnie praca studentów mi nie przeszkadza dopóki młody człowiek ciągle się nią nie zasłania.
      • klamkas Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 01:32
        >Na laboratorium w okresie dwóch ostatnich lat nie otrzymaliśmy nic

        W jakim sensie? Na stworzenie nowego? Utrzymanie istniejącego? Rozbudowę? Jak to nie otrzymaliście nic? Zero finansowania statutowego (? Zero grantów (już nie mówię o zewnętrznych, ale istnieją ministerialne dotacje dla doktorantów i młodych pracowników)?
        • nena20 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 10:20
          Na utrzymanie laboratorium ze środków dydaktycznych nie dostaliśmy nic od dwóch lat. Wcześniej było to od 2000 do 5 tyś. Jeśli ktoś pracuje w labie to wie że wszystko się zużywa i powyższe środki choć w minimalnym stopniu uzupełniały potrzeby na odczynniki, gruszki itd. Dotacje jeśli dostaje doktorant to wydaje na swoją pracę. Statut dzielony jest wedle punktów jakie pracownik wnosi. Rocznie na pracownika przypada 2 lub 3 tys. Z grantów owszem kupujemy ale głównie sprzęt który po jego zakończeniu trzeba utrzymać co wiąże się z kolejnymi wydatkami. Jeszcze 10 lat temu finansowanie było na wyższym poziomie teraz jest już tylko gorzej.
          • 71tosia Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 18:52
            akurat grantow badawczych jest dużo i nawet przeciętnie ogarniety naukowiec jakies zdobywa. Problemem jest to ze rzeczywiście obecnie w żadnym z grantow (ani z NCN ani z FNP ani nawet z NCBR) nie przewiduje pieniędzy na utrzymane infrastruktury badawczej (w przypadku mojego wydziału to sa koszty liczone już w milionach złotych), wszystko trzeba utrzymać z tzw. kosztów pośrednich projektów, a pieniądze te sa za male bo trzeba z nich utrzymać tez budynki, czesc administracji etc zapewniając bieżące funkcjonowanie uczelni. Za chwile duza czesc infrastruktury która kupiono z ogromnych pieniędzy europejskich przyznawanych uczelniom kilka lat temu po prostu przestanie dzialac. Ale to tylko wycinek większego problemu, kompletny braku wizji rozwoju nauki i edukacji wyższej już kolejnej wladzy.
            • nena20 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 22:15
              to uczelnia powinna zapewnić podstawowe materiały dla studentów. Ja mam grant i finansuje swój rozwój a na szarym końcu dla mnie jest to aby dla studenta kupić odczynniki na ćwiczenia. To są realia naszej dydaktyki.
    • asia_i_p Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 10.07.17, 10:44
      Ja nie do końca rozumiem, o co panu chodzi.

      Z męża i moich studenckich czasów pamiętam nieobowiązkowe wykłady, obowiązkowe seminaria i ćwiczenia (do dwóch nieobecności nieusprawiedliwionych) i bardzo obowiązkowe laboratoria (do dwóch nieobecności jakichkolwiek, odpracowanych). Jest to sensowne - wykład to forma pomocy dla studenta, jak się upiera tę samą wiedzę zdobyć w inny sposób, droga wolna. Seminaria, ćwiczenia i laboratoria to nabywanie praktycznych umiejętności, niekoniecznie sprawdzalnych na egzaminie lub bardzo nieekonomicznie sprawdzalnych (musiałby być cholernie długi albo zindywidualizowany egzamin), więc trzeba na nich być.

      Starczy, aby uczelnie określiły w wewnętrznych regulaminach, co to znaczy obecny. Ponadto, jeżeli boli czas utracony, to proszę bardzo, zwiększamy udział ćwiczeń w stosunku do wykładów. I nagle szok, bo to kosztuje.

      Samo clue wypowiedzi, żeby zakazać pracy, miłosiernie pominę, bo zakładam, że to tylko zabieg mający na celu przyciągnięcie uwagi do problemu. Jeżeli facet uważa tak rzeczywiście i chce wykluczyć ze studiowania wszystkie dzieci niezamożnych rodziców albo nie zauważa, że je wyklucza, to jest idiotą.
    • anorektycznazdzira Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 11.07.17, 04:41
      Na początek zdystansuję się do "zakazu" pracy smile Bo nie o to chodzi.
      Sama identyfikacja problemu 100/100. Tak, tak właśnie wygląda świadomość dzisiejszego studenta: jak zechcę to przyjdę, albo i nie przyjdę, zobaczę, czy mi pasuje to może się pojawię. I to jeszcze najmniejszy problem jak przyczyną jest praca (!!!)
      Mam studentów: magistrantów, praktykantów, plus świeżych absolwentów. Tra-ge-dia. Jakby nie znali się na zegarku ani nie rozumieli po polsku. Zaczynanie pracy o 8:00 to dla około połowy przyczłapanie o 9:15 a dla drugiej (tej lepszej) połowy o 8:20. Absolwent na stażu nie ma problemu ze zgłoszeniem się do mnie, żeby go wypuścić 2 h wcześniej bo musi na zakupy albo do banku po zaświadczenie.

      Ale ktoś się dziwi? Mam kumpla prowadzącego ćwiczenia na uniwersytecie. Mówi do mnie: Anorektyczna, mam 20-25% studentów, którzy rzeczywiście są na właściwym kierunku. Reszta to pomyłka, z czego większość nawet się nie stara "jakoś" zachowywać. Powinienem oblać połowę roku, bo nie tylko nie umieją, ale przede wszystkim nie robią NIC. Jak kiedyś uczciwie wystawiłem 40% niezaliczonych, to... zadzwonił do mnie dziekan i powiedział, że w tej chwili mam coś z tym zrobić, bo jak mu za mało studentów zostanie na tym kierunku, to go będzie musiał zamknąć i dotacja z ministerstwa przepadnie.

      I tyle w temacie. Szkolnictwo wyższe w PL działa jak hodowla kurczaków: zarabiasz od sztuki. Ktoś się dziwi, że również produkt jest na poziomie kurczaka?
      • joa66 Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 11.07.17, 07:17
        Zaczynanie pracy o 8:00 to dla około połowy przyczłapanie o 9:15 a dla drugiej (tej lepszej) połowy o 8:20.

        Chyba macie problem z rekrutacją. "Nasi" studenci tak się nie zachowują.
    • salinas Re: Z armatą na wróbla - studia a praca 12.07.17, 09:50
      O matko ... dyskusja akademicka i kfiatki wink typu ,,żucać" i ,,tyś."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka