Dodaj do ulubionych

nasze dzieci......

07.09.17, 14:01
tak na kanwie wątków o przedszkolu w Norwegi, problemów około szkolnych oraz wspominkowych z naszego dzieciństwa zastanawiam się co z nami -rodzicami- jest nie tak.

za moich czasów dziecko z kluczem na szyi to była normalka, dzieciaki same łaziły do szkoły, (ja dojeżdżałam przez pół miasta autobusem od 1 kl SP), łaziły po drzewach, przesiadywały cały czas na polu, skakały po trzepakach ale także musiały zaopiekować się rodzeństwem, czasami ogarnąć posiłek, umyć naczynia, posprzątać (a pastowanie podłóg ktoś pamięta?>suspicious). Maluchom do zabawy wystarczył garnek , drewniana łyżka i zabawa na pół dnia, samemu szyło się ubranka dla lalek a nawet same lalki.

Natomiast nasze niuniusie, w wieku lat 13-14 muszą być odwiezione bo mogą nie wsiąść do właściwego autobusu albo wysiąść na złym przystanku (z wątku o odprowadzenie na rozpoczęcie roku). Posiłki ciepłe w placówkach bo inaczej choroby gwarantowane, kazanie dziecku przebywać na deszczu czy taplać się w błocie to niemal szkoła przetrwania (my jako dzieci łaziłyśmy po innym deszczu i radośnie taplałyśmy się w innym błocie, mniej śmiercionośnym>suspicious), katarek to niemal śmiertelna choroba. Jednocześnie nikt nie może naszego niuniusia skrytykować. Od malucha dostarczamy im zabawek mrugających, świecących, gadających (najlepiej po angielsku), przy których tak naprawdę dzieciaki mało się rozwijają.

I zbieramy pokłosie, nasze dzieci są roszczeniowe, leniwe, nieznoszące krytyki, chorowite. Wiem, że uogólniam ale prawda taka, ze w większości jesteśmy matki-kwoki, tak dmuchamy na nasze dzieci, że robimy im krzywdę.
Obserwuj wątek
    • iziula1 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:07
      😊
    • kitek_maly Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:07
      > tak dmuchamy na nasze dzieci, że robimy im krzywdę.

      To nie rób i nie lamentuj.
    • vodyanoi Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:08
      Nie wiem, co z tobą jest nie tak. Za moich czasów nie chodziłam z kluczem na szyi, nie przesiadywałam na żadnym polu (???), nie ogarniałam posiłków i wielu innych spraw, oraz marzyłam o Barbie, którą dostałam zresztą na komunię. Lata 80.

      Z drugiej strony nie mam niuniusia, dzieci znajomych z Warszawy od 4 klasy podstawówki nie chodzą już na świetlicę i świetnie radzą sobie z dojazdami do domu autobusem, przy czym w tej 4 klasie są młodsze niż ja w owej 4 lata temu - poszły do szkoły jako szcześciolatki.
      Aha - posiłek ciepły to podstawa i dla mnie, i dla dzieci, i dla znajomych, i dla moich rodziców, i dziadków, itp. Sporo podróżowałam i jakoś zadziwiająco - duża ilość ludzi na świecie je ciepły posiłek w godzinach 12-13. Nie wiem dlaczego akurat dzieciom miałoby to być najmniej potrzebne.
      • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:20
        No tak, mamusie też nie znoszą krytykismile
        Vodyanoi, no cóż "pole" wynika z tego, ze jestem z małopolskismile A barbie bynajmniej nie świeci i nie gada, tez o takiej marzyłam a jak jedną dostałam to właśnie szyłam jej ubrania. A wcześniej szyłam tzw. "zuzki" ze szmatek.

        napisałam że uogólniam, moja jako pięciolatka (zerówka) siedziała na świetlicy od 7.30 do 17.30 bo tak wyszło i przeżyła, ja nie dmucham i nie lamentuje, pisze to co obserwuje na co dzień, co przebija z większości tutejszych wątków.

        Uważam, że obecne pokolenie jest mniej samodzielne i to pod wieloma względami niż my, i tyle.

        • vodyanoi Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:26
          Obecne pokolenie, czyli co?
          Moje dzieci odkąd skończyły rok, siedziały w żłobku od 8 do 16, i co w związku z tym, bo nie rozumiem? Mam się czuć lepsza, bo takie samodzielne, czy gorsza, bo to taka trauma?
          • zuleyka.z.talgaru Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 10:37
            No raczej to smutne. Acz konieczne.
        • miss_fahrenheit Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:28
          dzikka napisała:

          > Uważam, że obecne pokolenie jest mniej samodzielne i to pod wieloma względami n
          > iż my, i tyle.

          A my po prostu uważamy inaczej.
        • hipinka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:14
          dzikka, podpisuję się pod tym, co zaobserwowałaś
    • przystanek_tramwajowy Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:10
      Twoje dzieci są roszczeniowe, leniwe, nieznoszące krytyki i chorowite? Jakie to przykre. Wspólczujemy twoim dziecią i tobie. sad
    • hemp_plant Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:10
      "przesiadywały cały czas na polu"
      dzikka, z krakowa jesteś smile
      • przystanek_tramwajowy Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:12
        A może ze wsi? Wtedy to "pole", na którym przesiadywała, na przykład pasąc krowy, ma sens.
        • hemp_plant Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:13
          "A może ze wsi? Wtedy to "pole", na którym przesiadywała, na przykład pasąc krowy, ma sens. " nienie big_grin z krakowa big_grin
          • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:21
            No tak, taka wieś w Małopolsce zwana potocznie Krakowem. A krowy na wakacjach zdarzało mi się wypasać a nawet doić.
    • triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:13
      Nie stosuj wielkich kwantyfikatorów, z łaski swojej.
      Jestem z rocznika 74' i nie chodziłam sama do szkoły w I klasie, nie mówiąc o dojeżdżaniu. Z kluczem na szyi chodziłam od IV klasy czyli tak jak współczesne dzieci pracujących rodziców, które już nie korzystają ze świetlicy. Jakieś drobne obowiązki domowe również miałam od IV klasy, gotowanie obiadu czy mycie podłóg się do nich nie zaliczało.
      Miałyśmy z siostrą normalne zabawki i codziennie obiad. Fanką łażenia po deszczu i zabaw w błocie nie byłam nigdy, ani w wieku 5 lat, ani w wieku 40+.
      • hemp_plant Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:19
        na jak nigdy musze się zgodzic z triss.
        tez nigdzie nie jezdziłam, wolno mi było samej wsiąśc do tramwaju w VI klasie- moja młoda jeżdzi, i to daleko, od IV.
        Dopierood 4 klasy dostałam klucz.
        nie latałam całe dni po podwórku- sorki, u nas takie były, ale to granica patologii była...
        sama mogłam wychodzić na podórko znacznie powyżej 5 rż...
        w żadnym błocie się nie babrałam.

        chyba wiele zależy od rodziny, od miejsca zamieszkania ect.
        • naturella Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:03
          Ja też nie jeździłam smile jeszcze w czwartej klasie byłam zawożona przez rodziców do szkoły, a pierwszy raz tramwajem jechałam, jak miałam 13 lat. Wtedy też pojechałam na pierwsze kolonie. Do przedszkola nie chodziłam. Nie musiałam nosić klucza na szyi ani gotować, bo w domu zawsze była "ciocia", która oprócz opiekowania się mną i moją sześć lat młodszą siostrą przygotowywała codziennie obiady, prała i sprzątała. Na podwórko chodziłam, owszem, od pierwszej klasy - moje dzieci nawet wcześniej i nie siedziałam na tarasie pilnując ich, tylko kontrolowałam od czasu do czasu. Tak samo robiła moja mama. Moje dzieci sprzątają swój pokój, od kiedy potrafiły wziąć ścierkę do ręki, w tej chwili (10 i 12 lat) w ich pokoju nie robię nic. I tak, chodzę na rozpoczęcia roku i czasem odprowadzam ich do szkoły - nie dlatego, że by nie trafiły, tylko dlatego, że są to miłe chwile spędzane z nimi i okazja do spokojnych, fajnych rozmów po drodze. Nie uważam, żeby były niesamodzielne, do świetlicy chodziły - ale były odbierane o 15, co mnie kosztowało mnóstwo kasy przez te wszystkie lata - nie dlatego, że coś by im się stało, ale dlatego, że sama nie chciałabym siedzieć w szkole od 8 do 17.30. Garnkiem i łyżką się nie bawiłam, miałam Barbie i szukam dla niej ubranka - to samo robi moja córka. A że ma ich więcej - no cóż, teraz to łatwiejsze. Ja w wieku moich dzieci miałam natomiast swój własny pokój, nie musiałam go dzielić z siostrą - one do teraz maja wspólny. Na szczęście już niedługo.
          • naturella Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:05
            Nie "szukam", tylko "szyłam".
      • verdana Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:46
        Ja jestem z rocznika znacznie starszego i mnie do szkoły odprowadzała gosposia. O. W mojej klasie byłam pierwszym dzieckiem, któremu rodzice pozwalali samodzielnie jeździć autobusami. Byłam w czwartej klasie. Świetlica pękała w szwach, bo rodzice pilnowali, aby dzieci nie siedziały same w domu. Lata 60-te. Warszawa.
        • paniusiapobuleczki Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:34
          Eee to ja miałam więcej luzu, w drugiej klasie miałam klucz na szyi i jeździłam do babci autobusem. Niestety w liceum miałam mniej luzu niż nawet najświętsze moje koleżanki. Najwyraźniej wyobraźnia moich rodziców mocno się rozbujała.
    • fomica Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:16
      Na tym forum sa zarówno kobiety dwudziestoparoletnie jak i sześćdziesięcioletnie smile Nie sądze, żebysmy miały wspólne wspomnienia "z naszych czasów". Ja również nie utożsamiam sie z większością tego co opisałaś, nie gotowałam, nie zajmowałam rodzeństwem, nie pastowałam podłóg, tym zajmowali sie rodzice. Garnek i łyżka mówisz - hmm...
      • undoo Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:45
        Jako zywo garnka i lyzki nie pamietam big_grin
    • zona_mi Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:18
      > Wiem, że uogólniam

      To prawda.

      > ale prawda taka, ze w większości jesteśmy matki- kwoki

      No, nie wiem. Może jakieś "Wy" jesteście.
      Nie identyfikuję się z Wami.
      • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:24
        Zona, ty na pewno nie jesteś. To wiem na pewnosmile I super mama jesteś i masz super dzieciakismile
        • zona_mi Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:50
          big_grin
          Nie jestem, mam - ale skąd wiesz? wink
          • sanrio Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 20:00
            big_grin bo dzień bez wazeliny dniem straconym
            • zona_mi Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 21:34
              Jednak nie - zdiagnozowałam prywatnie genezę wypowiedzi, nie jest wazeliniarska smile
              • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 21:43
                Wiedziałam, ze dojdziesz do tego skąd wiemsmile
                • zona_mi Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 21:53
                  big_grin
                  Ty, Ty! wink
              • sanrio Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 11:47
                uff wink
                • zona_mi Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 12:29
                  Żebyś wiedziała big_grin
    • amsterdama Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:22
      Jeśli Twój niuniuś w wieku 14 lat ma takie problemy- podeślij, moja córka ( równolatka) nauczy go jeździć autobusami i gotować proste obiady.
    • ekasia27 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:24
      Chyba jednak nie wspominasz dobrze tego łażenia z kluczem na szyi, opiekowania się młodszym rodzeństwem, bawienia garnkiem i łyżką, sprzątania i ogarniania posiłków, skoro swoim niuniusiom 13-14 letnim tego samego jeszcze do tej pory nie zafundowałaś?
      A więc jak widać, uważasz, że to tobie rodzice robili krzywdę, bo gdybyś tak nie myślała, to swoje dzieci traktowałabyś identycznie, jak ty byłaś traktowana, czyli od maleńkości latały by samopas po polu z kluczem na szyi.

    • aguar Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:24
      Ale teraz dzieci muszą wszystkiego tak wcześnie zaczynać się uczyć...Ja np. nauczyłam się dobrze pływać w wieku 8-9 lat i to było bardzo wcześnie jak na tamte czasy. Na nartach nauczyłam się w wieku lat 15 podczas, gdy wielu moich rówieśników obecnie regularnie jeżdżących z rodzinami - dopiero jako dorośli ludzie. Zawsze byłam jedną z najbardziej wysportowanych dziewczyn w swoim otoczeniu, a sport zaczynałam wyczynowo uprawiać w wieku 11-12. A teraz te dzieci muszą to wszystko robić już w przedszkolu albo jeszcze wcześniej np. pływanie. Jak syn ma 8 lat i nie uprawia jeszcze piłki nożnej, to może już nigdy nie dogonić kolegów, którzy zaczynali w wieku 4 lat...
      • onnomatopeja Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 20:36
        A to jest jakiś obowiązek grania w piłkę nożną?
        • taki-sobie-nick Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 00:00
          onnomatopeja napisała:

          > A to jest jakiś obowiązek grania w piłkę nożną?

          Mnie się wydawało, że w piątym roku życia to zaczynają trenować przyszli zawodowi sportowcy.
          • aguar Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 09:25
            No właśnie. To nawet Lewandowski zaczynał jak miał "dopiero" 8.
    • triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:25
      W mieście zupełnie samopas cały dzień biegały tylko mocno zaniedbane dzieci więc zastanów się czy nie kierować pretensji w stronę własnych rodziców.
      • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:46
        triss, moja droga, a gdzie napisałam, ze biegałam po mieście samopas cały dzień? To właśnie moi rodzice sprawili, że w każdej wolnej chwili mogłam korzystać z uroków natury, pływałam, biegałam, spacerowałam szczególnie z moim śp, tatą. W zimie niemal codziennie zabierał nas na sanki czy łyżwy, w lecie basen, jezioro i długie, długie spacery niezależnie do pory roku.

        • triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:48
          za moich czasów dziecko z kluczem na szyi to była normalka, dzieciaki same łaziły do szkoły, (ja dojeżdżałam przez pół miasta autobusem od 1 kl SP) - to Ty napisałaś
          • bialeem Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:53
            Bo to była normalna. Ja się wychowałam na podmiejskim osiedlu. Moi rodzice byli tak patologiczni, że oboje pracowali do 17. Straszne zaniedbanie - zamiast trzymać dziecko w przepełnionej świetlicy, pozwolić mu wrócić do domu, zrobić kanapkę i pójść na dwór smile
            • pade Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:07
              Ja też latałam po dworze, zwłaszcza w wakacje od rana do wieczora. Sama jeździłam na basen lub kąpielisko.
              Wakacje trwały 2 miesiące, trzy tygodnie kolonii, dwa tygodnie z rodzicami, co miałam robić w pozostałym czasie w wieku 13 lat? Chodzić na półkolonie?big_grin
              • triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:10
                O toto. W wieku 13 lat. W wieku lat 7 - nie.
                • nickbezznaczenia Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 21:26
                  A jeżeli miałam starszą siostrę ( 3 lata ) i Babcię pod bokiem( a jednak latałam po mieście niekoniecznie z siostrą ), to mogłam już nie być patologią?
    • heca7 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:29
      Mam inne doświadczenia. Mało kto u nas miał klucz na szyi. Moi rodzice pracowali w domu. A inni mieli na miejscu dziadków , babcie, matki na wychowawczym lub starsze rodzeństwo.
      Nie musiałam dojeżdżać przez pół miasta bo do szkoły chodziło się blisko i inne dzieci miały podobnie.
      Po polu nie biegałam , najwyżej po dworze wink Nie pastowałam podłóg bo nie mieliśmy parkietu. Wystarczała szmata i odkurzacz.
      Zabawek miałam dużo jak na tamte warunki (mam 43 lata, dziś właśnie urodziny!) i posiadałam lalki, wózki, zabawki zdalnie sterowane, matchboxy, kolejkę piko, maszynę do szycia itd. Fakt szyłam lalkom ubranka ale z innych powodów.
      Moje dzieci do szkoły chodzą same. Jedzą też obiad na stołówce. Co w tym złego? Średni ma dziś 8 lekcji, czemu ma nie zjeść ciepłego posiłku na przerwie? Tym bardziej, że szkoła ma własną kuchnię, nie catering.
      Jeśli chodzi o zdrowie moje dzieci są o niebo zdrowsze ode mnie. Ja w dzieciństwie przeszłam kilkanaście angin, zapalenia płuc, oskrzeli i salmonellę. Rezultatem są problemy ze stawami i sercem. Potrafiłam mieć gorączkę ciągnącą się dwa tygodnie!
      Więc, sorry ale chyba się nie wpisuję w schemat tongue_out
      • kochamruskieileniwe Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:54
        No to wszystkiego najlepszego!
        • heca7 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:15
          Dzięki smile
      • la_mujer75 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:51
        To Panna z Ciebie smile
        Wszystkiego dobrego smile
        • heca7 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:46
          I tak na całe życie panną zostanę wink
    • kochamruskieileniwe Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:35
      Czytałam synowi wznowiona serię "Poczytaj mi mamo".
      Jest tam parę opowiadań z życia wziętych. Owczesnego życia dzieci (lata 70 i 80te).
      "Bijacz" 1986 M Musierowicz,
      "Chce miec przyjaciela" 1979 D. Wawiłow
      "Co mam" 1980 M.Musierowicz

      Oraz Majkę z Siwego Brzegu.

      Czytałam to w latach 80-tych młodszemu bratu. I wtedy nie musiałam nic tłumaczyć. To był znany nam obojgu świat.
      Obecnie synowi musiałam tłumaczyć - np:Jak to - do zerówki chodził sam?

      big_grin

      • pade Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:09
        Moje ukochane książki!big_grin Zachowałam je sobie na pamiątkę, nie potrafię się z nimi rozstać. Jeszcze Kredki pamiętam.
        • kochamruskieileniwe Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:44
          Kredek nie przytoczyłam, bo w sumie aktualne...
          Może poza tym, że dzieci same chodziły do szkoły big_grin
          No i inne prezenty. Tzn innego kalibru.

          Teraz myślę, że tez powinnam wpisać na listę.
      • sanrio Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 20:07
        Bijacz? big_grin serio taki tytuł?
        W slangu (w wymowie) angielskim to "bitch"
        • malwa51 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 21:46
          W tamtych czasach nie bylo szerokiego dosteou do angielskiego slangu. Prosze - geneza (nalezy usunac spacje po jedynka.):

          www.jedynka. czarnkow.pl/pliki/teksty_ks_wyk_w_progrEG.doc
      • kretkowlosa Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 10:29
        Mój syn też te opowiadania lubił, czytaliśmy je setki razy. Tłumaczyć musiałam kilka rzeczy, teraz już nie pamiętam, ale na pewno tłumaczyłam co to jest smalec (ktoś w opowiadaniu jadł chleb ze smalcem). Jeszcze jest opowiadanie "Boję się".

        Te opowiadania są o tyle ciekawe, że pokazują prawdziwy świat, taki z problemami, w którym rodzic krzyknie, albo jest zdenerwowany i zmęczony, a na podwórku można od kogoś oberwać... W większości obecnych książek dla mniejszych dzieci widzę, że życie jest wyidealizowane, dzieci mają przyjaciół, wspaniałych rodziców, dziadków, psy koty i idealne życie, które tak naprawdę nie istnieje.
    • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:36
      Ok, nie musiałam się opiekować młodszym rodzeństwem bo takiego nie miałam (niemniej wiele moich koleżanek musiało), z kluczem tez nie chodziłam bo u mnie w domu zawsze ktoś był, obowiązki domowe miałam i nie pisałam o gotowaniu a o ogarnianiu posiłku czyli sama przygotowywałam sobie posiłek do szkoły oraz czasami musiałam sama odgrzać sobie obiad. Pastowanie podłóg pamiętam moim zadaniem było "froterowanie". Kto pisze o przesiadywaniu na podwórku cały czas i to poniżej 5 r.ż? Przesiadywały cały czas kiedy mogły, teraz nasze dzieci w tym czasie zapewne siedzą w większości na fb czy innych portalach albo grają na konsoli.

      Jedna matka napisała, że musiała odwieźć córkę do nowego budynku podstawówki (7 kl) bo bała się, ze córka albo wsiądzie do złego autobusu albo wysiądzie na złym przystanku. Nie pisałam o swoim dziecku ale jak widać jak tylko założyłam watek krytykujący nie tyle nasze dzieci co nasze ich wychowanie to niektórzy przestają czytać ze zrozumieniem
      • iwles Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:39

        > Jedna matka napisała, że musiała odwieźć córkę [...] bo bała się, ze córka albo wsiądzie do
        > złego autobusu albo wysiądzie na złym przystanku.


        no widzisz, jedna matka, a ty przełożyłaś to na całe pokolenie sad
        • hemp_plant Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:45
          no, ja też odwiozłam moja 7 klasistkę- żeby nie pomyliła ulic.... tylko raz, rozumiesz- żeby się spóźniła w 1 dzień szkoly, żeby ją trochę na duchu podtrzymać, bo tak chciałam, bo na też tak chciała- co nie znaczy, że z niej fajtłapa.
          ale moje dziubdziusie i umieją, i robią i mogą wiele wiecej niż ja w ich wieku.
          ale ja z ą ę rodziny jestem big_grin
          • iwles Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:59

            a widzisz, Dzikka użyła półprawdy, zasugerowała, jakoby te wszystkie dzieci 13-14-letnie były odwożone codziennie tylko dlatego, że inaczej się zgubią.
      • triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:42
        To chyba oczywiste, że rodzic odwozi lub odprowadza małe dziecko do nowej szkoły. Nie wszyscy mają zaniżone standardy.
        • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:49
          małe owszem.....
          • triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:56
            7-latka to małe dziecko.
            • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:09
              mowa była o 7-klasiscie a nie 7-latku
              • triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:12
                Jeśli to nowa szkoła, a dziecko w niej było raz i to przed wakacjami, to też bym pojechała. Chociażby po to, żeby obejrzeć sobie organizację rozpoczęcia roku i wychowawcę klasy.
                • heca7 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:21
                  Dokładnie. Ja poszłam w tym roku na rozpoczęcie u IV klasisty bo chciałam zobaczyć nową wychowawczynię. To nowa nauczycielka w szkole więc tym bardziej byłam ciekawa.
        • joanna_poz Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:51
          nie tylko małe.
          w zeszłym roku moj gimnazjalista (I klasa) poprosił mnie, zebym pojechała z nim na rozpoczecie roku, w gimnazjum.
          i nie, nie byłam jedyną matką. rodziców było całkiem sporo.
    • edelstein Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:38
      1. Mialam klucz,ale mama pracowala rzut beretem,wiec zawsze moglam do niej pojsc
      2.szkole mialam pod nosem,wiec nigdzie nie musialam byc dowozona
      3.mij syn tez lazi po drzewach,na wakacjach.W miescie jest malo drzew i nie warto ich niszczyc,mozna isc na scianki wspinaczkowe czy inne,co tez znane mi dzieci robia
      4.moj syn sprzata w domu,robi kanapki usw.(nigdy podlog nie pastowalam,mielismy panele)
      5.nigdy nie robilam lalek ani nie szylam,mialam pare barbi i ubranka do nich ze sklepu

      Masz jakies dziwne obserwacje u dziwne wspomnienia
    • muchy_w_nosie Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:39
      Już mi się nudzi to pier..... o tym jak to możliwe, że kiedyś. A kiedyś to nie mogłyśmy pracować, kupować nieruchomości i głosować ....
    • joa66 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:41
      wieku lat 13-14 muszą być odwiezione bo mogą nie wsiąść do właściwego autobusu albo wysiąść na złym przystanku (z wątku o odprowadzenie na rozpoczęcie roku).

      A nie wzięłaś pod uwagę, że podwózka jest po drodze do pracy rodzica a kiedyś znacznie mniej ludzi miało samochody? smile Jeżeli mnie partner gdzies podwozi to nie dlatego, że jestem niemota i się zgubię po drodze tylko dlatego, że mu po drodze, albo chce mi ulatwic dojazd.

      Naprawdę każdemu trzeba dorabiac gębę jakichś negatywnych teorii?
      • edelstein Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:55
        Ja bym tam chetnie wyslala syna autobusem, ale 1. Zawsze te autobusy sa tak pelne,ze ciezko wsiasc i wysiasc,nie mowiac juz o obserwacji,ktory to przystanek.
        2.jesli kierowca nie widzi nikogo na przystanku i nikt nie nacisnie "STOP"to jedzie dalej.Wrcamy do punktu 1. Zauwaz swoj przystanek i nacisnij guzik w tloku porannym.
        • joa66 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:48
          U nas szkoła syna (aż do 16 roku życia) "pechowo" była po drodze do pracy partnera. Godziny też się zgadzały. Ale rozumiem, że zdrowiej by było gdyby wychodzili oddzielnie.
          • przystanek_tramwajowy Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:52
            Oczywiście. I najlepiej pewnie zdaniem autorki wątku, żeby syn szedł boso 10 km przez las zimą. Nie było lasu? To trzeba było zasadzić!
            • sanrio Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 20:09
              big_grin gdzie jest bella maruda? jej dzieciaki na pewno tak chodzą
          • edelstein Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:46
            U nas tak samo,tylko niekombatybilnie zaczynamy,syn o 8.Wiec sila rzeczy ktos misi wstac i zawiezc.4km na piechote e jedna strone chodzil nie bedzie.
    • bialeem Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 14:50
      Nigdy w życiu nie byłam w świetlicy i łaziłam z kluczem na szyi od 1 podstawówki. Matka do szkoły zaprowadziła mnie raz. Pierwszego dnia.
      Co się stało? Reforma szkolnictwa się stała przy okazji której wprowadzili obowiązek stałej opieki nad dzieckiem. Jak puścisz dziecko z kluczem ze szkoły, to cie mogą zamknąć. Pamiętam jak jako 15-16 latka pędziłam odebrać brata z podstawówki. Państwo nas pięknie upupiło.
      • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:10
        to prawda, chyba od 11 rż. może samo wracać, o tym zapomniałam, przyznaje sięsmile
        • heca7 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:23
          Od jakiego 11 rż ??? Spokojnie 7-latek może się poruszać sam poza domem. A moja córka wielokrotnie odbierała braci ze szkoły. Co w tym dziwnego?
          • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:34
            wg prawa chyba tylko za zgoda rodziców albo pod opieka starszego dziecka, chyba właśnie 10 lub 11 letniego. Nie pamiętam dokładnie a nie chce mi się grzebać w necie. i mowie tu o sytuacji gdy dzieciak musi korzystać z przejść drogowych a nie przebywa pod domemsmile
            • heca7 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:53
              BEZ opieki.
              • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:24
                Racja, od 7 bez opieki. Chyba szkoła wymagała zgody rodziców w klasach 1-3 że dziecko będzie samo wracał stąd mój błąd.
    • miss_fahrenheit Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:01
      Mozna też zapytać, co ze społeczeństwem w czasach twojego dzieciństwa było nie tak, bo był ogólnie niższy standard życia i większa śmiertelność wśród dzieci w porównaniu do obecnych czasów.
      • bi_scotti Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:13
        Zawsze byli overprotective rodzice, rodzice puszczajacy dzieci na zywiol no i ta najwieksza srednia oscylujaca gdzies pomiedzy tymi dwoma skrajnosciami. Byc moze zmienily (zmieniaja) sie proporcje tych trzech grup, byc moze przybywa wiecej overprotective a ubywa tych puszczajacych na zywiol, ale podejrzewam, ze srednia wciaz jest w miare stabilna. Wiec ja bym az tak nie rozpaczala nad kondycja "naszych" wink dzieci. Jedyne, co faktycznie budzi niepokoj, przynajmniej w mojej okolicy, to ilosc czasu spedzanego przez dzieci i mlodziez z tzw. devices (laptop, iPod, cell phone, TV etc.) kosztem czasu spedzanego aktywnie na swiezym powietrzu. I to, ze gdy juz dzieci spedzaja czas aktywnie bawiac sie, grajac w cos czy cwiczac, to coraz czesciej jest to czas organizowany (i nadzorowany!) przez doroslych, coraz mniej maja tego czasu na samodzielne, niekontrolowane poznawanie swiata, podejmowanie ryzyka, robienie bledow czy nawet zwykle, ordynarne nudzenie sie. Oczywiscie, nie dotyczy to wszystkich dzieci swiata, niemniej tendencja w swiecie "rozwinietym" jest wyrazna do zaobserwowania. Jakie beda tego konsekwencje dla kolejnych pokolen to sie dopiero okaze - moze nie az tak tragiczne wink Cheers.
        • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:28
          Bi_scotti, tutaj się z tobą zgodzę. Właśnie o to mi chodzi, obecnie organizuje się dziecku czas, dostarcza się narzędzi a coraz mniej czasu dzieci maja na rozwój szeroko pojętej samodzielności. Jakie to będzie miało konsekwencje nie wiemy. Jednak u mnie w pracy bardzo łatwo zaobserwować zmiany. Co roku przyjmujemy na staż ludzi po studiach. Niestety ego coraz większe a zdolności czy chęć do nauki zawodu coraz mniejsza (to oni w przyszłości będą nas leczyć).
          • bi_scotti Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:38
            To tez pewnie zalezy od konkretnych ludzi - owo ego wink Trudno to chyba przelozyc na cale pokolenie. Pracuje z ludzmi roznych generacji, kazda ma cos tam swojego "za uszami" tongue_out Jesli chodzi o mlodych/najmlodszych to ja np. doceniam ich soft skills, otwarcie na swiat, bez porownania wiekszosc zyczliwosc dla wszelkich innych/weird/diversity niz to reprezentuja przedstawiciele starszych pokolen. Mlodzi sa tez ewidentnie lepiej przygotowani do samodzielnego radzenia sobie ze wszystkim, co mozna podciagnac pod "modern technology" jak rowniez np. opcje volunteering traktuja jako naturalna czesc zycia - to wyniesli ze szkol. I to jest fajne. Ze maja czasem "ego" a moze raczej, ze bardziej asertywnie werbalizuja swoje oczekiwania to tez nie wiem czy to jest az takie niedobre. Zalezy czy faktycznie sami sa w stanie stawiane im oczekiwania spelniac. Jesli tak, to niech sie cenia - why not? Szklanka w polowie pelna, eh smile Cheers.
        • iwoniaw Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 11:13
          Jedyne, co faktycznie budzi niepokoj, przynajmnie
          > j w mojej okolicy, to ilosc czasu spedzanego przez dzieci i mlodziez z tzw. dev
          > ices (laptop, iPod, cell phone, TV etc.) kosztem czasu spedzanego aktywnie na s
          > wiezym powietrzu
          .


          A przez dorosłych to niby nie? Siedzą w internetach albo przed tv, a na świeżym powietrzu to już niekoniecznie czas spędzają. Nawet na terenach rolniczych ludzie żyjący z upraw czy hodowli rozleniwieni tacy, jak tylko kto może, to zaraz sobie park maszyn organizuje i np. w dwa dni żniwa kombajnem oporządza, a kiedyś, panie, to cała rodzina przez miesiąc po kilka - kilkanaście godzin dziennie miała zajęcia ruchowe na świeżym powietrzu dla osiągnięcia tego samego efektu big_grin
    • tillatilla Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:08
      Skąd dzieci e-matek nie są roszczeniowe, leniwe, nieznoszące krytyki, chorowite

      Ich dziecko to mega wrażliwe ale bardzo intigente i zywiołowe dziecko i jest leczone na SI (zaburzenia integracji sensorycznej)….

      W sumie to byłoby śmieszne gdyby nie był straszne.
    • rozwiane_marzenie Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:11
      Moim zdaniem "świat" nie zmienił się aż tak bardzo. Część dzieci chodziła z kluczem i tak jest nadal, niektórzy dojeżdżali i teraz też spotykam dzieci w autobusach. I teraz, i za moich czasów były dzieci, które bardzo często chorowały, i były też takie, które przechodziły sobie zawsze z katarkiem. Jest jednak jedna różnica. Za naszych czasów było o wiele więcej dzieci, może dlatego tak wszystko rzucało się w oczy. Teraz dzieci jest mniej, dlatego mniej widujemy tych z kluczem, mniej spotykamy w autobusie. Za moich czasów dzieci, których rodzice pracowali, jadły obiad w szkole i teraz też widzę, że niektóre dzieci korzystają ze szkolnej jadalni. Nie widzę różnicy. Jedyna różnica wg mnie jest tylko właśnie w tej ilości dzieci.
      • joanna_poz Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:19
        rozwiane_marzenie napisała:

        Za moich czasów dzieci, których rodzice pr
        > acowali, jadły obiad w szkole i teraz też widzę, że niektóre dzieci korzystają
        > ze szkolnej jadalni.

        Niektóre?
        W podstawówce syna przez 6 lat tylko niektóre NIE JADŁY obiadu w szkole. jady całe klasy praktycznie.
        tak samo, bardzo duzo uczniów je w gimnazjum.
        gdyby nie to syn jadłby obiad dopiero z nami czyli ok. 17-18.
        jesli ma możliwość wcześniej to czemu nie.
        • rozwiane_marzenie Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:29
          Dokładnie, tak było i jest. U nas były tłumy na stołówce, ale to tylko dlatego, że i dzieci wtedy było o wiele więcej.
          • zla.m Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:27
            A ja byłam w życiu może z 3 razy na obiedzie i traktowałam to jako atrakcję, bo obiad zwykle był w domu. I większość mojej klasy i znajomych z podwórka też tak miała - matki pracowały, ale zwykle nie tak do późna i o tej 16 większość obiad miała.

            I co z tego wynika? Tak samo anegdotyczna to wiedza, jak i klasa twojego syna.
      • agonyaunt Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:42
        IMO zmienił się, i to bardzo. Wystarczy pogadać z jakimś maluchem o świecie bez internetu, za to z budkami telefonicznymi i rozmowami na erkę, i tylko z dwoma kanałami w TVsmile

        Dzisiejsze dzieciaki dorastają w zupełnie innych okolicznościach niż my. Na przykład, 30 lat temu pod moim blokiem parkowały dwa samochody. Ruch na ulicy był żaden. Dzisiaj miejsc nie ma, ulica jest zastawiona, do tego cały czas coś jeździ. My mogliśmy sobie na środku tej ulicy grać w piłkę, dzisiaj byłoby to po prostu niebezpieczne. My po szkole wracaliśmy do domu i na podwórka, dzisiaj dzieciaki lecą na zajęcia dodatkowe. Jak narozrabialiśmy w szkole, to dostawaliśmy burę - dzisiaj burę za nasze zachowanie dostają nauczycielesmile My mogliśmy popełniać błędy, bo rodzice byli zajęci i nie czuli potrzeby naprawiania wszystkiego co schrzaniliśmy. Dwója w szkole oznaczała, że mamy usiąść nad książką i się uczyć. Dzisiaj dzieciaki nie zdążą popełnić błędów, bo rodzice skutecznie temu zapobiegają. Dwója w szkole często oznacza szukanie papierów, że dziecko ma trudności z nauką, ot tak, na wszelki wypadek. Dzieciakom podsuwa się mnóstwo rzeczy pod nos, kompletnie pozbawiając je możliwości nauki radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

        Tak, wiem, że to uogólnienie i w każdym pokoleniu można by znaleźć kontrprzykłady, ale takie są moje obserwacjesmile
        • tillatilla Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:54
          My mogliśmy popełniać błędy, bo rodzice byli zajęci i nie czuli potrzeby naprawiania wszystkiego co schrzaniliśmy. Dwója w szkole oznaczała, że mamy usiąść nad książką i się uczyć. Dzisiaj dzieciaki nie zdążą popełnić błędów, bo rodzice skutecznie temu zapobiegają. Dwója w szkole często oznacza szukanie papierów, że dziecko ma trudności z nauką, ot tak, na wszelki wypadek. Dzieciakom podsuwa się mnóstwo rzeczy pod nos, kompletnie pozbawiając je możliwości nauki radzenia sobie w trudnych sytuacjach.


          CALA prawda
          nawet jak w oczy kole i są uogólnienia to JEST PRAWDA
    • dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:17
      O kurcze, wyszłam na zabiedzone dziecko z patologicznej rodzinysmile)))

      No i git. Ponieważ oprócz szczęśliwego dzieciństwa rodzice mieli zdrowe podejście do życia, jestem osobą silną i znającą swoją wartość dlatego co najwyżej mnie to bawi.

      I dziewczyny, nie ma znaczenia czy biegałyście z kluczem na szyi czy nie, jakie miałyście zabawki. Prawda jest taka, ze obecni rodzice przyczyniają się do tego jakie rośnie nam pokolenie. Pisze ogólnie, nieważne jakie są wasze pociechy, mi chodzi o całokształt, w którym naszym dzieciom przyszło funkcjonować i wpływ jaki my , rodzice, mamy na to, jak zachowują się dzisiejsze dzieci i młodzież. Wiem, ze każda z was wychowuje dziecko najlepiej jak potrafi, nie chciałam nikogo urazić ale fakty są takie a nie inne. Obecne dzieci są roszczeniowe, bardziej leniwe, nieznoszące krytyki.

      A tutaj tak do poczytania:
      malgorzataohme.mamadu.pl/118179,rodzice-staja-sie-coraz-bardziej-bezradni-a-dzieci-coraz-mniej-bezpieczne-przepis-na-dorosle-dzieci
      wyborcza.pl/1,76842,17274083,Jak_zepsulismy_wlasne_dzieci.html
      edukacja.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/521344,roszczeniowi-rozkapryszeni-przeklinani-przez-nauczyciel-rodzice-to-najwieksza-zakala-szkoly.html

      • miss_fahrenheit Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:31
        To nie do końca tak - dla niemal każdego starszego pokolenia to młodsze pokolenie okazywało się rozpuszczone, nieznoszące krytyki i bardziej leniwe. My dla pokolenia naszych rodziców, rodzice dla pokolenia naszych dziadków itd.
      • joa66 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 16:42
        Prawda jest taka, ze obecni rodzice przyczyniają się do tego jakie rośnie nam pokolenie.

        Na przykład pokolenie ciotek klotek, które umrze jezeli nie obgada innych (z troski rzecz jasna). Naprawdę taki los chcemy zgotowac przyszłemu pokoleniu?
      • zlababa35 Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 04:30
        Aha, kolejne pitolenie z mamadu... Dziękuję, postoję wink.
    • saszanasza Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:53
      Nie rozumiem ludzi porównujących co było kiedyś z tym, co jest teraz. Kiedyś nie bylo szczepionek i ludzie umierali, czy to oznacza, że nie powinniśmy się szczepić?
      Kiedyś były inne czasy i inni ludzie, mniejsza infrastruktura komunikacyjna, mniej szybkich samochodów, pijanych kierowców i naćpanej młodzieży. Dzieci umierały, dorośli również, na różne choroby/byli zabijani/gwałceni i porywani, być może takich przypadków było mniej, a może tyle samo, ale o tym się nie mówiło, bo nie wszyscy mieli telewizory/serwisy informacyjne ograniczały się do zachwalania władzy/twoi rodzice nie mieli obowiązku rozmawiania z tobą bo w czasach które opisujesz byłaś dzieckiem, więc siłą rzeczy żyłaś w błogiej dziecięcej nieświadomości.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka