barbibarbi
11.10.17, 09:28
Dzieci jak w zaprzęgu, codziennie po 7 albo 8 lekcji, każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy. Córka zmieniła szkołę, z przeciętnej na "najlepszą" w okolicy i ta najlepszość, jak się okazuje, wygląda jak kierat. Dziecko po 8 godzinach (tak jak cały etat) musi jeszcze odrobić lekcje, najgorsza matma, pani ich tak piłuje, że ja nie nadążam sprawdzać ocen w librusie, bo w tygodniu robi 2 kartkówki niezapowiedziane i 2 zapowiedziane. A z innych przedmiotów też przecież sprawdzian goni sprawdzian. Dzieciaki pojawiły się w tej klasie (dwujęzyczna) po zdanych egzaminach językowych, są z różnych szkół i nie są przyzwyczajone do takiego tempa. Sypią się pały i dwóje masowo, dzieciaki w poprzednich szkołach miały czerwone paski, teraz się okazuje ile te paski warte . Koleżanka córki, która miała zawsze czerwony pasek w innej szkole, nagle, pała z matmy, dwója z czegoś innego i dziecko oniemiałe. Ta koleżanka jest chyba wybitnie wrażliwa, bo z tego stresu nie może spać i jeść, moja córka kilka dni temu odprowadzała ją do domu ze szkoły, bo tamtej robiło się słabo. W piątek wybiera się do psychologa.
Jestem zła jak cholera, to są jeszcze dzieciaki, program jest przeładowany i jest tego wszystkiego za dużo. Sama wiem z własnej szkoły, że np miałam przez kilka lat niemiecki w liceum, a nie umiem sklecić zdania po niemiecku. Już nie wspomnę o fizyce czy chemii, ale na studia się dostałam i dobrze sobie radziłam, bo nie było tam nareszcie przedmiotów ścisłych. Powinny być profilowane klasy (niby są) i jak jest humanistyczna, językowa, to przedmioty ścisłe powinny być w zarysie jedynie. I odwrotnie, w matematycznej przedmioty humanistyczne powinny być z symbolicznym, podstawowym programem.
Wyślę ją na korki z matmy i na pewno nie będę robić scen za kiepskie oceny, niech się koncentruje na przedmiotach, które będą na egzaminach do liceum i na angielskim. Co jeszcze zrobić, jak pomóc dziecku?