banksia
12.10.17, 22:25
ostatnio duzo tego tematu w mediach spolecznosciowych - podwazanie standardow piekna, ukazywanie cial takich, jakimi sa, z bliznami, zmarszczkami, waleczkami, rozstepami, pociazowym brzuchem itd. pozytywne zjawisko, moim zdaniem - kazde cialo jest wystarczajaco dobre, czuj sie pewnie i pieknie w swojej skorze, nie musisz miec figury modelki by wskoczyc w bikini itd.
super, ludzie wystepuja w roznych ksztaltach i rozmiarach i to jest jak najbardziej ok. jednak mam tu jeden problem.
otoz slyszy sie wiele glosow osob bardzo powaznie otylych (profile na insta itd) na ta sama nute - jestes piekna, bogini, kochaj swoje cialo, duze jest piekne itd. i zlosc kiedy ktos wspomni o aspekcie zdrowotnym.
a przeciez nie ma sily, zeby osoba wazaca 2 razy wiecej niz przecietna waga dla jej wzrostu byla zdrowa. powiedzmy - mam 160 cm, waze 50 kilo, rozumiem, ze ktos o tym samym wzroscie moze wazyc 70 (bo lubi dobrze zjesc, bo taka budowa/metabolizm, bo po ciazy... nic mi do tego) ale sorry, jesli wazysz stowke, to nie moze pozostac to bez wplywu na twoje serce, stawy, watrobe, cisnienie... - analogicznie zreszta, moge sobe wyobrazic 45kilowa super-drobnokoscista joginke weganke mojego wzrostu, ale przy 35 kilo - sorry, jestes powaznie niedozywiona i powinnas byc w szpitalu.
gdzie, waszym zdaniem, konczy sie samoakceptacja a zaczyna szkodliwy przekaz i zaklinanie rzeczywistosci?