dziewczyny dziś kupiłam sobie czarną, prostą, jakoś ją ożywię tym, co mam w domu. Wczoraj zadzwoniłam do panny młodej, skończyło się na odwiedzinach z sukienką u mnie

Niestety kolor niemalże identyczny, w dodatku moja również długa do ziemi (kiedyś pisałam o moich problemach i konieczności osłaniania przynajmniej jednej nogi z dwóch) i bliźniaczo podobna. Kolor w sumie odpuściłybyśmy obie, tzn. panna młoda nie zwracałaby uwagi, a ja potrafiłabym się dobrze bawić, ale nie ma jak ukryć podobnych krojów - podobieństwa: sukienki do ziemi, rękawy długie szyfonowe, dół taki "zwiewny", plecy z większym wycięciem, jedyna różnica w przodzie - ona ma bardziej zabudowany na korzyść odkrytych pleców, ja mam dekolt w szpic, ale też mniejsze wycięcie - będę zakładać stanik. Teraz dumam - szale odpadają, bo robić się przy tym rękawie ze mnie ciotka-klotka i na nic odchudzanie. Żaden żakiet nie pasuje na tyle, żeby w nim siedzieć i tańczyć(?). Myślałam o obcięciu rękawów i skróceniu sukienki, ale na szybko się nie da, a poza tym szkoda mi sukienki. W sobotę, gdyby panny młodej coś "nie tknęło" byłby niezły zgrzyt.