Czy jest tu ktoś, kto tak jak ja absolutnie nie dopuszcza ŻADNYCH nowinek na stole wigilijnym? Na wigilie podaje, dokładnie tak jak podawała moja babcia i moja mama - śledzie w 4 rodzajach (w oleju, w śmietanie, w pomidorach i pod pierzynka, z burakami), karpia w galarecie, zupę grzybowa z łazankami, karpia smażonego, pierogi z kapusta i grzybami, kapustę z grochem, kompot z suszu, makielki. Jedyne odstępstwo to dodatkowa druga zupa - barszcz z uszkami grzybowymi, który podaje się w rodzinie męża. Żadnych tatarow z łososia, żadnych pstrągów, żadnych, bronboze, suszi (na co dzień wszystkie te rzeczy jadamy, ale na wigilie - no way). Ma być TAK JAK ZAWSZE.
Ktoś ma podobne dziwactwo?