nangaparbat3
24.06.18, 17:55
dokładnie tak to bylo - slub i wesele u niego, w lesie, w plenerze, w cudownym pawilonie, ktory wlasnoręcznie zbudował na skraju lasu nad stawem. Nie rozumialam, czemu nie woli wypożyczyć namiotu - teraz wiem: mielismy wokol drzewa i wodę zamiast białej ceraty. Panna mloda w kolorowym wianku i z bukietem z ostow i makowek, pan mlody tradycyjnie, przejęty, ale spokojny i dbajacy o calkoształt z uwaga i taktem, ptak, ktory zacząl śpiewać, kiedy mlodzi skladali przysięgę (ja go nie slyszałam, w takim stresie bylam, ale kolejne osoby mi o tym z zachwytem opowiadały). deszcz zaczął padać, kiedy ostatni goście weszli pod dach.
wesele było na ponad 100 osób, 4 rodziny, 2 macochy córki i troje przyrodniego rodzeństwa, gromadka dzieci, w tym jedno, dla ktorego w pewnej chwili wniesiono wozek, i spalo w tym wozku przy stole, dziecku nie przeszkadzala muzyka, gościom wozek z dzieckiem. część gosci nie jadała mięsa, a co najmniej dwoje wieprzowiny, bo to haram, catering nie miał z tym najmniejszego problemu. Muzyka zaczeła się od dyskotekowej klasyki, a skończyla na disco-polo, i wtedy nawet koneserzy jazzu i powaznej uznali, że "do zabawy świetna". Były też przyśpiewki ludowe z werwą odśpiewane przez kuzynów i kolegów.
Część gości weszla do domu i obejrzała mecz o 20, w tym ja, ostatnie 15 minut.
ex zawsze był kochającym ojcem, ale nie zawsze znajdowało to odbicie w czynach. tym razem przeszedł wszystko, co widziałam czy o czym slyszałam. Z wielką pomocą aktualnej macochy. Nasze rodziny okazywaly sobie życzliwość i szacunek, macocha nr 1 byla i czuła się dobrze, zaopiekowana głównie przez moją rodzinę. Na sam koniec, jak juz nad ranem wszyscy sie rozjechali, tańczyla jeszcze panna mloda z trojką przyrodniego rodzeństwa (14-10-5).
a ja zostalam teściową