julita165
20.08.18, 20:12
Ale nie będzie o tym co zwykle, że alimentów nie płaci, że życie utrudnia, że niemiły itp itd. wręcz przeciwnie, jeśli chodzi o ww sprawy jest bez zarzutu, płaci zawsze na czas tyle na ile się umówiliśmy, jest grzeczny, sympatyczny, o nic się nie czepia. Chodzi mi o jego zaangażowanie w życie syna. Jak się rozstaliśmy synek miał 2,5 roku, ex pracował w innym mieście, ściągał do domu tylko na weekendy. Jakoś tak się utarło ( bo kontaktu nie są sądownie uregulowane, oboje mamy pełną władze rodzicielska tyle że miejsce zamieszkania syna jest u mnie ) że zabiera syna w niedzielę ok 11 i odwozi ok 18-19. To jest tylko przyzwyczajenie, z żadnych naszych umów to nie wynika, ja w żaden sposób ich kontaktów nie ograniczam. Zabierasyna do swojej mamy i tam spędzają niedzielę, głównie siedzą w domu. Tylko synek ma już prawie 7 lat i co było dobre jak miał dwa ( czytaj co najwyżej wizyta na placu zabaw, spacer wokół bloku ) to już nie jest ok teraz. Ex od kilku lat pracuje już stacjonarnie więc argument wyjazdów odpadł. A nigdy nie byli razem na rowerze, na basenie, w kinie, gdziekolwiek ! W piłkę pograli raz, na moją prośbę. I raz byli na jakiejś imprezie z okazji dnia dziecka, też ja go poprosiłam żeby poszli. Z własnej inicjatywy raz byli w zoo i raz przejechali się pociągiem dwie stacje. To ja z synem chodzenia basen, na piłkę, na rower, do kina, na kinderbale, pokazuje interesujące miejsca typu CNK, ja wiosluje, ja jeżdżę z nim na wakacje, ja go nauczyłam jeździć na nartach i czytać....a ten chlop nic, słownie zero, null ! Ostatnio się wkurzyłam bo jest u mnie wmieście fajne miejsce dla małych rowerzystów tylko daleko od domu, nie ma mowy żeby synek tam dojechał rowerem, głównie z powodu fatalnego dojazdu( brak ścieżki, wąski krzywy chodnik ) a do mojego auta rower się nie mieści. Musimy tłuc się autobusem co komfortowe nie jest. Ex ma combi i dwa busy i ze trzy razy mówiłam grzecznie że może by razem pojechali, młody tak lubi. Dobrze dobrze i jak zwykle nic z tego. Wczoraj piękna pogoda a i tak cały dzień kisili się u babci w domu. Ja naprawdę mam ex gdzieś, gdyby nie syn pewnie nasze ostatnie spotkanie byłoby na sali sądowej zupełnie bez żalu z mojej strony. Chodzi tylko o syna. Gdyby ten ojciec bardziej się angażował zwyczajnie miałby fajniejsze dzieciństwo. Oczywiście znam teorię że to nie ja a syn kiedyś sobie tego ojca oceni. No i git tylko że mi nie chodzi o to żeby go ocenił źle, przeciwnie, chcialabym żeby go ocenił dobrze. Znam ex jak zły szeląg, wszelkie uwagi wprost potraktuje jak zamach na siebie. Przecież on zawsze jest świetny i nie ma sobie nic do zarzucenia. Jak jemu przekazać że syn potrzebuje go trochę bardziej żeby dotarło i nadętego ego nie uraziło ?