Byłam wczoraj a właściwie to jeszcze dzisiaj

na wieczorze panieńskim i spotkałam dawna znajoma. Dziewczyna przed czterdziestka. Chce się rozwodzić,ma dość kieratu dom dzieci itp. Nie pracowała od ok 10 lat,przed dziećmi była wysoko postawionym pracownikiem w dużej firmie,robiła karierę.Kiedy pojawiły się dzieci, umówili się się z Panem (którego tez znam tzn. chodziłam z nim do podstawówki) ze ona zostaje w domu. W tym czasie Pan zrobił karierę i pracuje bardzo dużo, na dwa etaty.Wraca z pracy i siada do pracy. Nie ma czasu dla rodziny.Ona mówi ze ma dość ze dzieci i dom są na jej głowie ze on jest wiecznie zajęty praca jest dla niej obcy jak współlokator. I teraz uwaga ona chce rozwodu,nie chce od niego nic, żadnego podziału majątku nic. Na pytanie co będzie robiła z czego będzie żyła,mówi ze wynajmie pokój i będzie pracować w np.Biedronce,Lidlu. Nie zależy jej na pieniądzach ( z tego co wiem teraz na brak kasy nie może narzekać,są majętni ) nie chce tez walczyć o dzieci,chce mieć święty spokój . Zostawia mężowi wszystko, rezygnuje z wystawnego życia. Jak o tym mówiła wydawała się buc przekonana i zadowolona na sama myśl. Co sądzi emama ? Dla mnie to dziwnie tzn. do tej pory nie spotkałam osoby,która chciałaby zamienić dom na pokój itd. Nie ma żadnej przemocy itd. ona ma dość tego ze on poświęca się głównie pracy a na życie rodzinne czasu nie starcza i ona się meczy w takim życiu.