troompka
27.05.19, 16:19
chodzi o angielski. Syn w 8 klasie, własnie walczy o 4 na koniec roku, o którą za czasów poprzedniej pani nie musiał walczyć. Obecna nauczycielka wróciła w marcu po wychowawczym, cała klasa nad tym boleje, bo będąca na zastępstwo musiała odejśc.
Pani ma metody takie, że co tydzien robi kartkówkę ze słówek-do nauczenia jest +/-60 słówek (ze słowniczka z konca ksiązki) plus kilkanascie z tekstów, ktore przerabiają.
Pytanie do mam przecietnych uczniów-czy wg was jest to do nauczenia? Ja juz robię przesiew synowi, zakładam, że np. słówko "trądzik" czy "zmarszczki" nie będzie na kartkówce, ale gdzie tam....juz sie parę razy przejechałam na moich przesiewach. Jutro ma kartkówkę, nerwy juz go zżerają - przez weekend uczyliśmy sie po 25 słówek-wczoraj wieczorem pamietał ok 75 %, dzis może z 50, jutro podejrzewam, że będzie jeszcze gorzej. Do tego pozostałe lekcje, plus niemiecki, gdzie pani ma także wysokie wymagania.
Jak dla mnie nauczenie sie tygodniowo 60 słówek to jest przegięcie-a może się mylę i tylko mój syn (notabene dyslektyk) ma z tym tak duże problemy?