takamania
23.10.19, 04:48
Nie pierwszy to mój wpis o wadze, otyłości z depresją w tle. Ale tym razem mam doświadczenie zupełnie inne niż przez te ponad 30 lat( tylam od dziecka). Kiedyś tutaj zasugerowano mi ,że podstawą nie jest chudnięcie tylko utrzymanie wagi. Co przy skrajnej otyłości wydawało mi się abstrakcja bo przecież podstawa powinno być schudnięcie . I tu moje zaskoczenie. Po kilku miesiącach leczenia kiedy mimo to waga rosła , dotarłam dla jadłospisów dla IO . Wygląda na to ,że poza niewielkimi modyfikacjami c , na tle tego co proponowały do tej pory diety czyli ograniczenie węglowodanów czy 5 posiłków to to jest dla mnie rewelacja i rewolucja w jednym. To zapewne tak mają szczupłe osoby? Nie wiem bo nigdy nie byłam. Z lekami ( wyłączają mi te ośrodki w mózgu, które czerpią przesadna przyjemność z jedzenia) i z tymi węglami złożonymi ( mąkami. Ryżem, chlebem itd pełnoziarnistymi) po tym jak zjadam normalny posiłek zapominam o głodzie na 4 godziny,( czasami więcej) i żyje bez ciągłego planowania, myślenia o jedzeniu i głodu. To tak to u Was wygląda? Bo jak codziennie z podziwu nie moge wyjść . I ten brak przymusu ciągłego podjadania. Nie znam takiego stanu.... Waga stanęła. 3 miesiąc. Ja wiem,że to krótko i że po jakim czasie trzeba będzie wejść w deficyt. Ale kurde no gdybym miała tak że 20 lat temu to nie sądzę żebym narobiła sobie takiego syfu 🤨 Aktywność to jeszcze inna sprawa bo leczę zapalenie barków i powoli ruch rąk nie wywołuje aż takiego bólu ( z resztą jest duża szansa,że to m.in przez machanie sztangami 2 lata temu ) . Choć tylko to było skuteczne na obrzęk tłuszczowy ( nóg i ramion,), z którym nie radził sobie ani aqua aerobik ani orbitrek.