czekoladazkremem
05.11.19, 13:52
Mój syn jest chłopcem z licznymi deficytami, nauka nie przychodzi mu łatwo, w zeszłym roku miał wprawdzie czerwony pasek, ale głównie dzięki temu, że nauczyciele docenili jego pracowitość, chęci, stuprocentową frekwencję i wzorowe zachowanie. Ja już pogodziłam się z tym, że mój syn nie będzie miał wyższego wykształcenia - bo nie wszyscy muszą mieć. Dużo pracujemy, żeby udoskonalał to, z czego jest dobry, uczy się języków - akurat to przychodzi mu z łatwością, jego pasją jest historia - każdy rozdział z podręcznika szczegółowo analizuje, wyszukuje w internecie dodatkowych informacji, filmów dokumentalnych, uwielbia muzea. Jest kochanym, bardzo wrażliwym, potrzebującym mnóstwa uwagi i czułości chłopczykiem. Wczoraj podczas rozmowy z moją ciotką wyszło na jaw, że moja mamunia nazywa syna "nieudanym wnukiem", "debilem" - po tym, jak w rozmowie z nią wygadałam się, że mały raczej poprzestanie na maturze i nauce zawodu. Jest mi tak bardzo przykro, zwłaszcza, że jest to jej jedyny wnuk. Nigdy nie miała z nim dobrego kontaktu, przez kilka pierwszych lat jego życia matka udawała, że go nie ma. Od pewnego czasu - zdała sobie widać sprawę, że się starzeje - wysyła do niego kartki, raz w miesiącu, z kilkoma zdaniami. Syn jej odpisuje, wysyłamy paczki z drobnymi prezentami. Nie dzwonią do siebie, bo nie potrafią ze sobą rozmawiać. Matka mieszka czterdzieści kilometrów od nas, czasem się z nią spotykam, rzadko, bo później te spotkania odchorowywuję - zawsze prosi, żebym przyjechała sama. Zastanawiam się teraz, czy zadzwonić, zrobić jej awanturę, czy dać spokój i udawać, że wszystko jest w porządku?