Hej. Pytanie ematkowe, prywatne, niezawodowe

Oboje mamy 33 lata i dobrze sobie radzimy zawodowo. Nie mamy dawnych zobowiązań ani przeszłości. Ja: pani-biuro z silnym Excelem i niemieckim, on urodzony marketingowiec. Nie głodujemy

I problem - pytanie takie: on jest asystentem Bardzo Ważnego Prezesa w spółce notowanej na Newconnect. De facto jest kierownikiem biura "gabinetu politycznego" - jak się śmiejemy - tej szychy. Finansowo jest za dobrze (tak, możecie się przyczepić do tego sformułowania). Natomiast etycznie to ja mam problem. Szef mojego faceta to typowy hedonista - dziwkarz. Czyli rodzinka, 3 dzieci i żonka na pokaz, a każdy czwartek i piątek to balety w drogich burdelach. I mój facet to organizuje, koordynuje, załatwia i w razie "zapicia" oraz innych sytuacji kryzysowych ratuje dudę prezesowi. Nie mam obiekcji czasowych, ani finansowych (mój facet zarabia 2x tyle co ja, a za zarabiam nieźle), tylko moralne. Tak, jestem korpo-bicz, tak nie lituję się sama nad sobą, nie nie martwię się o przyszłość, tak mam warunki lepsze niż większość społeczeństwa, a mimo to co jakiś czas mam ciężkiego moralniaka z powodu roli mojego faceta, który wozi i odwozi swojego szefa z ekskluzywnych burdeli, a zarazem "przyjaźni" się z panią prezesową, zachwalając jej tartę w niedzielne popołudnia. Wiem, że to głupie i naiwne z mojej strony, ale chciałam to z siebie wypierniczyć. Męczy mnie to jednak