Dodaj do ulubionych

uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ?

22.10.04, 13:23
Od tygodnia cieszę się książką Talki "Dziecko dla początkujących", mogę chyba
nazwać siebie fanką Leszka Talkismile I oto Talko pisze:

" Słowo daję, podobno nie ma potwora z Loch Ness, ale za to są na świecie
mamy, które rano na śniadanie podają swoim Pitulkom kanapeczki z warzywkami
układającymi się w usmiechnięte buzie. Ogóreczki to oczki, kawałek papryczki
to buzia, szczypiorek to nosek".

Talko, jesteś wielki, zrobiłeś swojemu Pitulkowi DWA takie śniadanka ! -
chciałam zakrzyknąc w pierwszej chwili, bo mnie nigdy nawet do głowy nie
przyszło zrobienie takich kanaperk, ale potem przyszła refleksja.... Może ja
i Talko należymy do mniejszości ? Może jednak są mamy, które robią
uśmiechnięte kanapeczki ?

Więc niniejszym, Drogie Mamy, pytam: czy robicie swoim dzieciom takie
usmięchnięte kanapeczki na śniadanie ? I z jakim skutkiem (chodzi o chęć
potomka do zjedzenia) ?

Aga
Obserwuj wątek
    • aetas Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 13:27
      Zabawne, ja na pomysł usmiechniętych kanapek bądź innego jedzonka bym raczej
      nie wpadła, jedzenie jest jedzenie...
      Za to mój małżonek owszem, on robi naszemu synowi nie tylko uśmiechnięte
      kanapki, ale też np. uśmiechnięty ryż z jajkami sadzonymi (oczka), a usteczka z
      ogóreczka, maly z przyjemnością zasiada do takiego "uśmiechniętego" jedzonka.
      Mała rzecz, a cieszy smile
      • mamaaga99 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 13:37
        Masz szczęście z takim mężem :0 Mój ma co prawda zdolności plastyczne o wiele
        większe niż ja ale zainteresowanie kuchnią i posiłkami bliskie zeru, więc nasze
        dzieci raczej nigdy nie doczekają się uśmiechniętych dań, chociaż... może po
        wypowiedziach innych mam zmienię zdanie.
        pozdrawiam
        Aga
      • santta Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 26.10.04, 14:52
        Mój tato czesto robił nam takie fantazyjne kanapeczki, dekorował śmietaną
        naleśniki czy placki. Nawet zwykły obiad układał na talerzu w jakiś niezwykły
        sposób. Mama układając śliwki na cieście do tej pory zwraca uwage na to czy są
        ułożone w jakiś wzórwink
        I wcale nie robili tego po to by nas zachęcić do jedzenia, nigdy nie było
        takiej potrzeby.

        Te uśmiechnięte kanapeczki to wspomnienie dzieciństwa...
        Tak jak robienie ludzików z kasztanów, grzanie kołdry na kaloryferze w zimowe
        wieczory czy "obryzanie" noska, zeby za duży nie urósł...

        Taty już z nami nie ma a wspomnienia pozostaną we mnie zawsze
    • grajka11 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 13:48
      Teraz nie robię, bo Grzenio wcina aż miło, ale na Kasi przetestowałam z dobrym
      skutkiem fajnych pomysłów: do dekoracji fajnie nadaje się grysik: z kulek
      nesqika robi się buźkę, "ogródek" robiłam z rodzynek, suszonych moreli i innych
      bakalii, które Kasia lubiła, kanapeczki z razowego chleba przekrojone w
      trójkąty i przerobione na żaglówki ( żagiel z żółtego sera) na liściu sałaty,
      jajka na twardo przekrojone w połówki dwie wykałaczki wbite na sztorc i między
      to trójkącik z żółtego sera itd itd. mój niejadek czyli Kasia w tej chwili już
      mnie przerosła.
      Pozdro
      • grajka11 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 13:52
        Ach przypomniało mi się: krokodyl z kiszonego ogórka pokrojony w talarki,
        pierwszy lekko ścięty i z keczupu oczy, podobnie mozna uatrakcyjnić parókwkę.
    • asiaap Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 14:24
      ja robie takie kanapki dla mojego niejadka na kolacje.
      robie tez kanapeczki gwiazdki kwiatuszki i koleczka -wycinam z foremek na
      ciasteczka
      pozdr
      asia
      • zuzia_i_werka Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 14:40
        Echsmile Od razu mi się przypomniała Kuchnia pełna cudówsmile) Pamiętacie? Ja
        przyznaję,ze jeszcze nie robię uśmiechniętych dań ale nie wykluczam takich
        dziwnych zachowań w przyszłości hehe-to będzie zależało od zamiłowanie do
        jedzenia mojej małej.Pozdr!
        • mamaaga99 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 15:08
          Ale kiedy znajdujecie czas na takie zabawy z warzywami i wycinanie potrzebnych
          na kanapki elementów ? Zwłaszcza rano ?
    • aniaiewa Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 15:23
      robie, robiesmile Co prawda od niedawna (jakos wypadlo mi to z glowy a poza tym
      Ewcia do niedawna nie miala problemow z jedzeniem kanapeczek) Od jakiegos
      miesiaca wszytko na kolacje i sniadanie bylo beeee, a ja juz rece zalamywalam
      nad dzieckiem Nie zeby byla zabiedzona i chudzinka, tylko jakos wbilo mi sie w
      glowe ze dziecko powinno jesc 3-5 malych posilkow dziennie i tego sie trzymalam
      A teraz usmiechniete kanapeczki uratowaly mniesmile Oczywiscie propozycji jest
      wiele, z czego robic oczka, buzki, noski i na jakim "podkladzie" Ale jak nie
      mam czasu (zwlaszcza rano) to doskonale zdaje egzamin narysowanie oczek, noska
      buzi (i u nas KONIECZNIE warkoczyki) nozem na rozsmarowanym na chlebku serkusmile
      Milego rzezbienia w kanapce i glowy pelniej pomyslowsmile
      Ania
    • aari Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 15:32
      Czasami robię ... znaczy robiłam, niestety na Krzysia nie działają już nawet
      takie zagrywki - jak nie chce jeść to, żeby jedzenie śpiewało nie zje i już sad
    • malgra Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 16:48
      ja robie, ale raczej na kolacje a nie na sniadanie.Pozwalam tez dziecku na
      wygryzanie oczu i ust w nalesnikach.A jak mial trzy-cztery lata to moj maz
      robil mu wagoniki z pokrojonych w kostke kanapek.
      • kocianna Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 22:14
        Ja robię... mężowi. Cieszy się jak małe dziecko. Maleństwu, jak już będzie
        jadło kanapki, pewnie też będę robić...
    • anek.anek Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 22:35
      Ja byłam karmiona takimi kanapkami. Próbowałam też przekonać w ten sposób syna
      do jedzenia surowych warzych, ale on jako facet woli prostotę: chleb z szynką a
      i to zjada oddzielniesad(
      • lucasa Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 22.10.04, 23:26
        kiedys, chyba w Wysokich Obcasach byl artykul o Japonii - tam to prawie dziela
        sztuki, specjalne proadniki, ksiazki kucharskie, a mamy sie stresuja, aby
        dziecko nie mialo mniej interesujacej kanapki na lunch niz kolega smile))

        moze troche tak nudno u nas, ze nie ma takiej tradycji? smile)))
        Agnieszka
    • bambo44 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 23.10.04, 00:38
      Ja też robię czasami swoim pociechom takie posiłki (nie tylko kanapki i nie
      tylko na śniadanie). I nie po to, żeby ich zachęcić do jedzenia, bo wcale nie
      są niejadkami, wręcz przeciwnie zazwyczaj mają wilcze apetyty. Ale taka
      odmiana czasami sprawia, że życie jest bardziej wesołe, niezwykłe, interesujące.
    • qaffka Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 25.10.04, 16:20
      Też się z tego uśmiałam. Zrobienie takich kanapek jest chyba ponad moje
      możliwości. Ale jest mozliwe! Może jednak się złamię i je zrobię? Chociaż sądzę
      że skończą tak jak te Pitulka
      • mamaaga99 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 25.10.04, 17:27
        A już myślałam, że jestem samotna z tą swoją niechęcią do kanapek i miłością
        do "Pitulka" smile)))

        Tak, to jest możliwe, tylko nadal nie udało mi się rozwiązać podstawowego
        problemu jakim jest czas na zrobienie takich cudeniek (przepisy zawsze się
        znajdą). No bo rano to zupełnie odpada, a jak jest ładnie na dworze to siedzimy
        tam prawie cały dzień. Jak wrócimy do domu (teraz coraz wsześniej), to dzieci
        chcą się bawić a ja mówiąc szczerze, też wolę się z nimi bawić niż robić takie
        kanapki. Zaraz ktoś mi powie, że robienie kanapek to też zabawa, ale:
        po 1.) do tego potrzebny jest nóż, który staram się trzymać jednak poza
        zasięgiem rączek 1,5-rocznej pociechy,
        po 2.) przecież jak będziemy robić razem, to dzieci zjedzą składniki w trakcie
        robienia, to po co robić te kanapeczki, kiedy dzieci będą już najedzone ?
        po 3.) moja starsza pociecha skłonna jest zjeść na kanapce tak niewiele
        produktów, że nie dałoby się z tego zrobić uśmiechniętej kanapeczki sad

        A poza tym, co z nie zmuszaniem do jedzenia ? Czy nie jest to jakaś
        zakamuflowana forma perswazji psychicznej? Czy dziecko nie będzie się czuło
        zmuszone do zjedzenia tylko dlatego, że ta kanapeczka się uśmiecha, chociaż
        wcale nie będzie głodne ? Albo będzie mu żal, że mama tak się napracowała, to
        znowu szkoda wyrzucić takie ładne kanapeczki ? Czy nie odciśnie to na psychice
        dziecka piętna nie od usunięcia ?

        Oto pytania, na które nadal nie znam odpowiedzi !
        Aga

        ps. traktujcie to co tu napisałam z przymrużeniem oka wink
        • judytak Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 28.10.04, 12:37
          mamaaga99 napisała:

          > Tak, to jest możliwe, tylko nadal nie udało mi się rozwiązać podstawowego
          > problemu jakim jest czas na zrobienie takich cudeniek

          a o ile dłużej trwa położenie trzech kawałków czegokolwiek odpowiednio
          rozmieszczając, niż "tak sobie"?
          o ile dłużej trwa zrobienie z keczupu, majonezu dwie kropki i kreskę, niż
          rozsmarować?
          o ile dłużej trwa powiedzieć, że talerz szpinaku to morze, jajko sadzone to
          wyspa, i zatkać na to jajko frytkę w charakterze palmy?

          > po 1.) do tego potrzebny jest nóż, który staram się trzymać jednak poza
          > zasięgiem rączek 1,5-rocznej pociechy,

          daje się dziecku dodatki na kanapkę, gotowe, pokrojone :o)

          > po 2.) przecież jak będziemy robić razem, to dzieci zjedzą składniki w
          trakcie
          > robienia,

          czyli fajnie, o to przecież chodziło, żeby się najedli, i się cieszyli w
          trakcie :o)

          > po 3.) moja starsza pociecha skłonna jest zjeść na kanapce tak niewiele
          > produktów, że nie dałoby się z tego zrobić uśmiechniętej kanapeczki sad

          ze wszystkiego się da :o)
          ja robię tak zwłaszcza, kiedy nic sensownego nie mam w domu, tylko np. chleb,
          masło i ketchup :o)

          pozdrawiam
          Judyta



          • mamaaga99 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 28.10.04, 12:50
            Hmm, chleb z ketchupem to moje córki potrafią zjeść tonami i to bez wzorków,
            ale chyba nie o to chodziło w robieniu tych kanapek, tylko o zachęcenie do
            jedzenia rzeczy, których normalnie jeść nie chcą, czyli np. warzyw.

            A przy wspólnym robieniu kanapek na pewno nie najedzą się np. papryki tylko
            chleba, sera i szynki sad

            Swoją drogą, abstrahując od tego co napisałam na samym dole wątku, wcale nie
            jestem pewna, czy jedzenie kanapek jest potrzebne do szczęścia. Są kraje, i to
            całkiem sporo, gdzie się kanapek praktycznie nie je, to Polska jest takim
            bardzo kanapkowym krajem. Kilka lat temu czytałam książkę, chyba autorstwa pani
            Błaszczyszyn pt.: Dieta życia, gdzie autorka wyraźnie mówiła, że nie należy
            łączyć w jednym posiłku białka zwierzęcego i węglowodanów, bo to jest źle
            trawione wtedy (jeśli coś przekręciłam to przepraszam), w każdym razie wcale
            nie należy jeść chleba z szynką czy kotletów z ziemniakami (nadal nie rozumiem
            dlaczego można jeść mięso z innymi warzywami, bo ziemniak to też warzywo sad).
            Więc może te dzieci mają rację, że nie chcą jeść kanapek ? Może intuicyjnie
            wyczuwają, że to nie jest zdrowe ?
    • mamadwojga Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 25.10.04, 16:56
      Uśmiechnęłam się tylko na samą myśl. Mój synek to taki żarłok, że ja ledwo
      zdążam zrobić zwykłą kanapkę. Jakiś czas temu ze zniecierpliwienia ugryzł mnie
      w nogę. Chyba się według niego zbytnio guzdrałam przy gotowaniu. Jego pierwsze
      słowo to było "AM AM". Wyciąga ze śmietnika opakowania po jedzeniu i przynosi
      mi z uśmiechem wołając "am am". A w sklepie robi siarkę bo cały czas się
      wydziera że chce jeść. Przy czym często tylko się wydziera bo jak mu dam w rękę
      Kinderkanapkę czy parówkę to nie je. Ale lubi dostawać jedzonko i trzymać w
      garści.
      I drobinka-chudzinka z niego taka jest, że pewnie wszyscy myślą że go głodzę sad
      A on taki typ.
      W każdym razie żeby mu zrobić ładne kanapeczki musiałabym dużo wcześniej
      wstawać bo jak już mały wstanie to leci do kuchni, siada przy stole i zaczyna
      swoją mantrę "am am am am........."
      • mamaaga99 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 25.10.04, 17:31
        Talko napisał, że on wstał godzinę wcześniej, żeby zrobić takie kanapki
        Pitulkowi, czyli o 5.00 rano smile Ale nie poleca tej metody. Myślę, i myślę, że
        każda zdrowo myśląca matka się zgodzi, że lepiej przespać tę godzinę. I
        zazdroszczę takiego żarłoka, o ile nie jest zbyt wybredny!
        Pozdrawiam uśmiechając się jak kanapeczka smile)))
        Aga
    • kolorko Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 25.10.04, 19:45
      Jasne, że robięwink Teraz dla moich dzieci, a jako czternastolatka serwowałam
      takowe cudeńka mojemu siostrzeńcowi- był zachwycony, szczególnie, ze nie
      poprzestawałam na buzkach a wycinałam z chleba rózne pojazdy- traktory,.
      pociągwink Moim dzieciom oprócz zabawnych kanapek wymyślam inne rzeczy- np jabłko
      kroję na plastry i nozem lub foremkami do pierniczków wycinam różne kształty,
      układam wzorki z owoców, napoje zawsze ze słomkami- to tak niewiele, a jaka
      radośćwink)
      • mamaaga99 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 25.10.04, 19:52
        A ja oczyma duszy widzę taką scenę:
        Moja dorosła córka na sesji u psychoanalityka opowiada:
        - moje problemy z nadwagą zaczęły się we wczesnym dzieciństwie, kiedy moja mama
        serwowała mi na śniadanie uśmiechnięte kanapeczki, nie potrafiłam odmówić jej
        zjedzenia tych kanapek, bo tak jej zależało, żebym jadła. A ja nie byłam
        głodna, ale te kanapeczki tak się uśmiechały równiutko, jakby prosiły "zjedz
        mnie, zjedz mnie" Teraz prześladują mnie wszędzie.

        Co Wy na to ?
        • bambo44 Re: Co Wy na to ? 26.10.04, 01:42
          A ja na to posłucham rad dziewczyn, które doradzały, żeby przyzwyczajać małe
          dzieci do czekolady i telewizji (dla tych co nie czytali lub nie pamiętają
          załączam link tutaj:

          Czy chronicie Wasze dzieci przed...?)

          Teraz będę dawał swojemu dziecku tabliczkę czekolady i sadzał przed
          telewizorem. Psychoanalityk na pewno nie połączy tego z nadwagą mojej dorosłej
          córki. Niewątpliwie to uśmiechnięte kanapki były zgubne.

          Co Wy na to?

          ______________
          Jestem tatąsmile
          • kasiacs oj bambo bambo.... 26.10.04, 08:53
            Czy ktos w watku przeze mnie zapoczatkowanym faktycznie
            doradzal "przyzwyczajanie do czekoaly i telewizji". Ja glosy o ktorych piszesz
            zrozumialam raczej jako zachowanie umiaru i nie zabarnianie wszystkiego. To ze
            ktos np. przychodzac w gosci nie kaze gospodarzom zdejmowac ze stolu czekoladek
            i ciastek "zeby dziecko przypadkiem nie zobaczylo" tylko pozwoli dziecku
            poczestowac sie jedna mala czekoladka, albo ogladnac od czasu do czasu jakas
            bajke typu krecik to jeszcze nie znaczy ze doradza innym "przyzwyczajanie"
            dzieci do tego typu wynalazkow.
            Twoja wypowiedz brzmi jakby wypowiadajace sie dziewczyny dawaly dzieciom na
            sniadanie zamiast cudacznych kanapeczek z warzywami tabliczke czekolady a zaraz
            potem sadzaly je na caly dzien przed telewizorem.....
            Poza tym mam wrazenie ze chcesz zrobic jakas afere.
            K.
            • bambo44 Re: oj bambo bambo.... 28.10.04, 00:31
              Kasiacs:

              Strasznie fajna z Ciebie dziewczyna i założyłaś bardzo ciekawy wątek. Twoje
              wypowiedzi w nim też były bardzo wyważone.

              > Czy ktos w watku przeze mnie zapoczatkowanym faktycznie
              > doradzal "przyzwyczajanie do czekoaly i telewizji".

              No, mi się wydaje, że tak. Na przykład jedna mama stwierdziła tam, że człowiek
              nieprzyzwyczajony do telewizora za młodu będzie później od niego uzależniony.
              A ograniczanie słodyczy za młodu prowadzi do całkowitego od nich uzależnienia,
              co, według niej, widać na przykładzie prohibicji w Stanach Zjednoczonych co
              rzekomo doprowadziło do rozpicia Amerykanów. Inna mama zachwalała telewizję,
              bo jej dziecko nauczyło się z niej liczenia do dziesięciu (dzieci, które nie
              oglądają telewizji pewnie według niej tej umiejętności tak szybko nie nabędą).

              To nie Twoje wypowiedzi. Akceptuję, że Ty możesz je inaczej niż ja rozumieć.
              Tym niemniej zabawne wydało mi się zestawienie tego, co napisała Mamaaga99 o
              psychoanalityku i otyłości z niektórymi wypowiedziami z wątku o czekoladzie i
              telewizji. Postanowiłem podzielić się tym zestawieniem na forum. Trochę z
              przymrużeniem oka.

              Pozdrawiam,

              ______________
              Jestem tatąsmile
          • mamaaga99 Re: Co Wy na to ? 26.10.04, 11:55
            Drogi Bambo44 !
            przeczytałam wskazany przez Ciebie wątek (wcześniej tam nie zaglądałam) i
            rozczaruję Cię - zgadzam się z Tobą w 100 % ! Ja nie tylko nie dozuję telewizji
            moim dzieciom, ja jej w ogóle nie mam !!! Tak, od 7 lat NIE MAM TELEWIZORA ! I
            moja 5-letnia córka wcale nie jest z tego powodu nieszczęśliwa. Baliśmy się
            trochę, że jak pójdzie do przedszkola i zaczną się rozmowy o bajkach, to będzie
            się domagała, ale nie - ona to traktuje jak coś zupełnie oczywistego, ten brak
            telewizji. A czekoladę owszem je, jak sobie przypomni, że coś takiego istnieje,
            to je. Czasami prosi też o czekoladę jako nagrodę za dobre sprawowanie, nie
            robię z tego problemu. Ale musze Ci powiedziec, ze nasza pociecha sama sie
            ograniczyla ! Poprosila, zeby dawac jej slodycze tylko w srody !!!

            Przepraszam, cos mie poprzestawialo na klawiaturze i nie mam polskiej czcionki -
            wiec krotko - o mlodszej corce nie pisze, bo ona jest jeszcze mala i nie
            domaga sie roznych rzeczy, np. slodyczy. Ale czy to jest powod, zeby robic te
            kanapeczki - podobno dziecko ma instynkt samozachowawczy i zaglodzic sie nie
            da - jak nie chce jesc to trudno. I niekoniecznie chce to ndrabiac
            czekolada !!!!

            Pozdrawiam serdecznie
            Aga
            • mamaaga99 Re: Co Wy na to ?- cd do bambo44 26.10.04, 18:09
              Chciałam tylko dodać, że dzięki brakowi telewizji moje dziecko nie domaga się
              kupowania różnych "głupot", czyli czipsów, żelków, groszków, słodkich napojów
              itp., które - jak przeczytałam powyżej - są namiętnie serwowane dzieciom w
              reklamach przez publiczną telewizję.
              Ale jak dwie koleżnaki z przedszkola robiły imprezy urodzinowe w Mc'Donaldsie
              to miałam zabronić pójść tam mojej córce ? Ano nie, była, pochwaliła się, że
              piła coca-colę, ale powiedziała, że sama to by tam nie chciała mieć urodzin. I
              słusznie, bo i tak byśmy się nie zgodzili. W każdym razie te wizyty nie
              spowodowały u naszej córki jakiegoś wzrostu zainteresowania Mc'Donaldsem, bo my
              tam po prostu w ogóle nie chodzimy ani na codzień ani od święta !

              A moja młodsza córka (1,5 r.) wczoraj na kolację zjadła jedynie garść oliwek.
              Czy powinnam w takim razie biec do kuchni i przygotowac jej uśmiechniętą
              kanapeczkę, żeby coś jeszcze zjadła ? Watpię, bo nie wyglądała na głodną,
              wolałam zjeść spokojnie swoją kolację. A córka mimo samych oliwek poszła spać
              jak zwykle, spała całą noc bez przebudzenia, wstała jak zwykle i zjadła
              śniadanie jak zwykle.
              No to po co się męczyć z kanapeczkami ??????

              pozdrawiam ciepło, bo jesteś pierwszym tatą, jakiego tu widzę i piszesz bardzo
              rozsądnie smile))
              Kanapeczka :0)
              • bambo44 Re: Co Wy na to ?- cd do bambo44 28.10.04, 00:41
                Mamaaga99:

                Wcale mnie nie rozczarowałaś, a jedynie bardzo ucieszyłaś. Trochę martwiłem
                się, czy przypadkiem nie poczujesz się urażona moją wypowiedzią. Bo tak
                naprawdę nie była ona skierowana przeciw Tobie, a jedynie zabawne wydało mi się
                zestawienie Twojego pomysłu z psychoanalitykiem i otyłością z wypowiedziami
                niektórych mam na temat czekolady i telewizji.

                Jeśli chodzi o Twoje nastawienie w sprawie czekolady i telewizji, to jak sama
                zauważyłaś zgadzamy się w stu procentach. Powiem więcej. My też przez wiele
                lat nie mieliśmy telewizora w ogóle. I nikt na tym nie ucierpiał, a jedynie
                zyskał, mam tego pełną świadomość.

                Jeśli chodzi o uśmiechnięte kanapeczki, to w przypadku moich dzieci nie ma to
                większego związku z ich odżywianiem. Są i bez nich bardzo żarłoczne, a przy
                tym baaardzo szczuplutkie. Wszyscy się raczej martwią, że za szczupłe.
                Uśmiechnięte kanapeczki to raczej jeszcze jeden sposób na wprowadzenie
                słoneczka i uśmiechu w życie.

                Bardzo dziękuję za miłe i ciepłe słowa pod moim adresem. Sprawiły mi dużo
                radości.

                Pozdrawiam,

                ______________
                Jestem tatąsmile
    • santta Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 26.10.04, 14:54

      Mój tato czesto robił nam takie fantazyjne kanapeczki, dekorował śmietaną
      naleśniki czy placki. Nawet zwykły obiad układał na talerzu w jakiś niezwykły
      sposób. Mama układając śliwki na cieście do tej pory zwraca uwage na to czy są
      ułożone w jakiś wzórwink
      I wcale nie robili tego po to by nas zachęcić do jedzenia, nigdy nie było
      takiej potrzeby.

      Te uśmiechnięte kanapeczki to wspomnienie dzieciństwa...
      Tak jak robienie ludzików z kasztanów, grzanie kołdry na kaloryferze w zimowe
      wieczory czy "obryzanie" noska, zeby za duży nie urósł...

      Taty już z nami nie ma a wspomnienia pozostaną we mnie zawsze
      • pesteczka5 Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 26.10.04, 19:34
        Wypuściłam z dłoni mysz, podparłam głowę dłońmi i tak siedzę w stuporze, i
        czytam.


        Szkoda, że ja dzieciom zrobiłam takie kanapeczki tylko kilka razy... Może
        dlatego, ze nie wykazali zainteresowania? A może dlatego, że mnie takich nie
        robiono? O, mam! Ja regularnie robię gąsienicę z naleśnika! Może ta gąsienica
        wystarczy, żeby moje dzieci nie odkryły kiedyś na kozetce, że zwichnął je
        zakamuflowany matczyny brak miłościwink
    • qaffka Re: uśmiechnięte kanapeczki na śniadanie ? 27.10.04, 23:00
      No tak, ale własnie przeczytałam resztę o kanapeczkach i sie usmialam. Pitulek
      wrzucił je pod stół i zażądał muty. Wszystkie i własne i moje znajome dzieci
      jedzą muty (czyli parówki) i plują jarzynkami - tymi usmiechnietymi też.
      A jak jest u was? Też chcą parówek na sniadanie, obiad i kolacje? I jak sobie z
      tym radzicie.
      • mamaaga99 Re: ... czyli jeszcze jedna muta i zwariuję :0 28.10.04, 12:24
        No właśnie właśnie, czytając o tych kanapkach popłakałam się ze śmiechu i stąd
        ten wątek (swoją drogą widać wyraźnie, że Talko się myli - mamy robią dzieciom
        kanapeczki.
        Ale moje dzieci różnią się od Pitulka w kwestii parówek i nie wiem, czy
        powinnam martwić się z tego powodu, bo podobno to najlepszej jakości nie jest.
        Podam przykład: pewnego dnia moja wówczas 3,5-letnia córka wróciła z
        przedszkola godna i z płaczem opowiedziała mi, że w przedszkolu na obiad
        były...parówki ! I pani kazała jej jeść, ale ona oczywiście nie zjadła,
        bo "przecież wiesz, mamo, że ja nie mogę patrzeć na parówki". No i musiałam
        interweniować u pani, żeby nigdy więcej nie nakłaniała mojej córki do jedzenia
        parówek. Tak więc u nas nie ma ani parówek, ani uśmiechniętych kanapeczek ale
        jest cała masa innych rzeczy "pomiędzy".

        A'propos - czytając wypowiedzi na tym wątku bardzo przychylne dla kanapek
        zadałam sobie trud wyszukania w starych numerach DZIECKA przepisów na takowe
        wraz z bardzo ładnymi kolorowymi zdjęciami. Pokazałam to mojej pięciolatce z
        pytaniem, czy chciałaby takie na kolację ? A ona mi na to: " Mamo nie, proszę
        Cię, nie rób mi tego !"
        I to w zupełności rozwiało moje wątpliwości co do sesnu robienia kanapeczek.

        W każdym razie dziękuję Wszystkim powyżej za wypowiedzi i pomysły na
        kanapeczki, zazdroszczę Wam woli i ochoty do robienia ich, ale ja się nie
        przyłączę sad

        pozdrawiam
        Aga
        • aetas Muty, muty, a jakże 28.10.04, 12:45
          U nas nawet uśmiechy i wzory nie są w stanie skłonić syna do jedzenia warzyw. Z
          warzyw to tylko ziemniaki wink
          A reszta różnie, w zupie rozgniatam, żeby nie mógł wyłowić, chociaż to już
          stary chłop jest wink
          O, i ogórki jeszcze jada czasem, bo niegotowane, od wielkiego dzwonu kawałek
          sałaty czy kalarepy, ale w ogóle to kiepsko nam idzie z tymi jarzynkami sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka