joszka30
15.03.20, 12:45
Senior, 73 lata, po ciężkich kardiologicznych operacjach, ostania w ubiegłym roku, bypassy, niewydolne zastawki.. 4 hospitalizacje w ubiegłym roku. Prośba, by siedział w domu. Ja 200 km od niego, na miejscu drugie dziecko. I nie.. "jakoś to będzie, zobaczy się".. On musi wychodzić. Po zakupy. Jutro przecież do przychodni idzie. Po receptę.. No, żesz.. W ubiegłym tygodniu pytam, czy ma leki. Czy może warto zapas zrobić, żeby nie musiał wychodzić.. No ma. Zapasu nie kupi, bo nie ma pieniędzy. Proponuję, że ja kupię. Nie.. Nie potrzebuje. Po 3 dniach, okazuje się, ze nie ma leku kariologicznego... I musi iść do przychodni! Zapisali go na regularną wizytę. Ponoć w rejestracji nie zgodzili się na wypisanie recepty i jej odbiór, tylko musi iść do lekarza..( wtf???) Moje prośby, by nie wychodził.. On musi, bo nikt mu nie pomoże. Deklaruję, ze zorganizujemy wszystko- zakupy, dostarczenie, byle tylko siedział.. Że się da, że to nieprawda, że nie ma na kogo liczyć.. A na koniec słyszę, ze on nie będzie ulegał panice. I w ogóle to, co ja robię, to straszenie go, wcale mu to nie pomaga, zamiast go pocieszać, to ja go dodatkowo dołuję.. No to mam, kronikę zapowiedzianej śmierci..