Trochę się boję, że będziecie znów drzeć ze mnie łacha, ale mam pytanie.
Postanowiłam zrobić kwas chlebowy, miałam sporo chleba żytniego razowego (piekę sama), znalazłam przepis nastawiłam - na następny dzień spróbowałam, uznałam że jest jakiś mdły, więc dorobiłam trochę drożdży z miodem, odstawiłam, wczoraj w nocy przelałam do butelek.
Dzisiaj rano jak przestawiałam butelki to okazało się, że jedna jest nieszczelna i zaczęła syczeć - chciałam ją odkorkować troszkę i odgazować, ale wybuchła na pół kuchni jak szampan na wycieczkowcu
Zostały mi dwie butelki i nie wiem, czy wynieść je gdzieś daleko i rzucać z oddali kamieniami czy czekać kilka dni i jak nie wysadzi mi to domu to można pić? Czy grozi mi urwanie głowy podczas otwierania? a może spróbować w jakimś bezpiecznym miejscu otworzyć i zamknąć?
Macie jakieś doświadczenia? Pomocy

Na razie butelki leżą w wiatrołapie w kartonie, żeby w razie czego zminimalizować skutki eksplozji.