Uśmiecham się szczerze, jak słyszę jak wspaniale funkcjonuje nasz system

. Jak to ludziom w kwarantannie instytucje donoszą zakupy, pytają o temperaturę i o objawy. W razie czego robią testy. I oczywiście jak kontrolują, czy kwarantanna jest przestrzegana. Hehe... O kwarantannie dowiedziałam się z dnia na dzień, z minuty na minutę (kontakt z chorą osobą). Nikt nigdy nie sprawdził, czy jej przestrzegam (oczywiście przestrzegałam). Dobrze, że byłam jedną z "histeryczek" i coś miałam zachomikowane, inaczej nie miałabym z rodziną co jeść. Telefon od jakichkolwiek instytucji miałam przez cały czas JEDEN. Dzwoniła bardzo zmęczona urzędniczka, żeby potwierdzić moje dane osobowe do wypisania kwitu, bardzo szybko się pożegnała, żeby przypadkiem nie usłyszeć za dużo pytań

.
Nikt nie był zainteresowany, czy mam objawy (a miałam przeziębieniowe), temperaturę, czy mam co jeść. Zero pytania, gdzie byłam zanim poinformowano mnie o kwarantannie (bo kwarantanna na papierze zaczęła się parę dni wcześniej, niż mnie poinformowano), kogo mogłam ew. zarazić. Wszystko to bardzo śmieszne w kontekście tego, jak podobno pięknie jest w Polsce