Nie hejtujcie już tak tych biednych zestresowanych nauczycielek, które za marne grosze wystąpiły przed kamerą TVP. Tam powinno być co najmniej 5 różnych osób, które im zwrócą uwagę i każą dokręcić poprawnie (metodyk, producent, kamerzysta, montażysta, dźwiękowiec). Jeśli ich nie było to to jest telewizja z paździerza.
Z tego, co ja pamiętam nauczyciele gadający bzdury byli zawsze. Pamiętam z mojej podstawówki jak przyszła na zastępstwo chemiczka i "badaliśmy" właściwości metali. Pani sprawdzała ciągliwość w ten sposób, że ciągnęła rękami metalową płytkę, mówiąc "patrzcie, metal nie rozciąga się, a więc nie jest ciągliwy" Wróciła nasza chemiczka to się za głowę złapała.
Mój syn miał nauczyciela, który twierdził, że kwartał ma 4 miesiące i takiej wiedzy wymagał na sprawdzianie.
A teraz najlepsze - miałam nauczycielkę, która twierdziła, że polski instrument muzyczny fagot to po angielsku "faggot"

A wy pamiętacie jakieś nauczycielskie bzdurki z własnej edukacji?