Dodaj do ulubionych

Apetyt a waga

04.07.20, 23:41
Czytając burzliwy wątek obok tak się zastanawiam. Teoretycznie odchudzanie jest proste. Należy dostarczać mniej kalorii. Jak chce się przytyć to więcej. I teraz wszystkie metody ( objętość, błonnik, indeks glikemiczny, odpowiednie pory posiłków, zmniejszenie żołądka) mają za zadanie jedno- zmniejszyć chęć na jedzenie.

Czasami mam wrażenie, że teraz wszyscy się odchudzają, a przynajmniej ograniczają. Jestem wyjątkiem bo w przypadku stresu jest mi niedobrze i nie jem. Ogólnie jestem wybredna i konsewatywna, niestety nie lubię nowych potraw, Jo dziecko byłam niejadkiem w drugiej klasie ważyłam najmniej w całej szkole 18 kg. wszyscy próbowali mnie utuczyć i dla mnie to był KOSZMAR. Teraz nie jestem chuda, mineło prawie pół wieku smile Ale jak coś zostanie na talerzu na co nie mam ochoty to wyrzucam. z drugiej stony jeśli mam ochotę na kostkę czekolady czy lody to zwykle okazuje się,że dawno zjedzone przez męża i syna.
.
Czy jadłybyście coś więcej gdyby jedzenie nie miało wpływu na wagę?? Czy powstrzymujecie się bo coś ma za dużo kalorii?
Obserwuj wątek
    • best_bej Re: Apetyt a waga 04.07.20, 23:49
      Tak, ograniczam jedzenie, często wybieram zdrowszy zamiennik zamiast tego na co mam naprawdę ochotę. Dziś zjadłabym placki Ziemniaczane a zamówiłam sałatkę. Deseru nie zamawiałam, partner tak. On schudł 12 kg, ja 6. W tym samym czasie i przy tej samej aktywności sad
        • jolie Re: Apetyt a waga 05.07.20, 10:59
          Mają więcej masy mięśniowej i chyba przez to szybsze spalanie. Mój mąż naprawdę się obżera i naprawę tego nie widać (nie jest żylastą chudziną co prawda, ma trochę mięśni). Spala jak piec hutniczy.
    • trampki-w-kwiatki Re: Apetyt a waga 04.07.20, 23:55
      Tak. Jadłabym. Kocham jeść. Uwielbiam słodycze. Ciasta, lody, owoce jadłabym tonami. Ubóstwiam świeże pieczywo z masłem. Oliwę z oliwek do pomidora czy smażonego bakłażana. Kocham kluski i makarony. Cudowny jest smak dobrej pizzy.

      A jem jakieś w miarę niskokaloryczne szybkie dania, a ze słodyczy mam kawę z mlekiem. A i tak nie wyglądam tak, jak bym chciała. Więc no.
    • pitupitt Re: Apetyt a waga 05.07.20, 00:22
      Nie i nie. Jem normalnie, zarówno rzeczy zdrowe jak i totalne śmieci. Waga stoi w miejscu od lat. Dawno temu liczyłam każdą kalorię, starałam się jeść tylko zdrowe rzeczy, zero cukru, a mimo to trudno było ustabilizować wagę na jednym poziomie. Się wk...łam, rzuciłam wszystko w cholerę i od razu się wszystko ładnie unormowało.
    • m_incubo Re: Apetyt a waga 05.07.20, 08:28
      Nie, bo u mnie jedzenie nie ma wpływu na wagę wink
      Jem może nie mało, ale dość rzadko, najczęściej 2 razy dziennie, rzadko trzy.
      Czasem mam większą ochotę niż zwykle na lody, coś słodkiego, czekoladę, pierogi i jem to np. codziennie przez dłuższy czas, nie odbija się to na wadze.

      Chodzi mi o to, że nie jestem smakoszem, jedzenie służy mi do zaspokojenia głodu, mogłabym przez dwa tygodnie jeść np na okrągło to chilli con carne z sąsiedniego wątku lub kanapki, bez różnicy. Jest niewiele potraw, za którymi wyjątkowo przepadam, ale też tylko dwa, trzy smaki, których nie znoszę, cała reszta jest zwyczajnie ok i nie mam większej frajdy ze zjedzenia gazpacho niż tosta z masłem.
      W dużym stresie nie jem, nie umiem, mózg odcina mi żołądek, chudnę błyskawicznie, nie czuję głodu, nadrabiam to długo.
      Gdyby to ode mnie zależało, nie jadłabym w ogóle, bo to nudne i czasochłonne 🤪
      • jolie Re: Apetyt a waga 05.07.20, 08:36
        Mam podobnie z tym jedzeniem na okrągło tego samego i z chudnięciem ze stresu. Sporo schudłam też po ciążach (może po części przez stres?).
        • danaide Re: Apetyt a waga 05.07.20, 11:20
          Dopisuję się, od lat stres jest chyba tym czynnikiem, który powoduje, że moja waga praktycznie stoi w miejscu. Minimalizuję go, ale on podskórnie cały czas we mnie tkwi i mnie zżera. Kilograma w te czy we wte nie liczę, bo i przy moim wzroście prawie nie zauważam, tu się upasę, za chwilę stracę, w kwarantannie robiłam dziecku ciastka i ciasta, sama zjadałam, czułam, że kilogramy jakieś przyszły, chyba już znikły, nie wiem, wagi nie posiadam.

          Natomiast niekoniecznie jadłabym więcej czy inaczej. Wynika to chyba z tego, że nigdy za ff nie przepadałam, gotować frykasów też przez wiele lat nie umiałam, a i dziś siedzenie w kuchni nie jest na czele listy moich priorytetów, od lat ograniczałam ze względu na dziecko i zdrową dietę różne składniki i dziś po prostu chemia i źle zrobione żarcie mi nie smakuje i szkoda mi na nie kasy. Jem solidną porcję domowych chilli con carne, placków ziemniaczanych albo gotowanej/pieczonej ryby z ryżem, co tam kuchnia wydaje - i jest to wtedy mój główny posiłek dnia, reszta to posiłki przypominające pozycje z diet - typu kawa z mlekiem, płatki owsiane z dwoma łyżeczkami owoców liofilizowanych na mleku ryżowym, kubek zupy czy ugotowane warzywo z czymś tam do smaku. Świeży chleb z masłem lubię, ale mam rzadko w domu. Wspomnianą oliwę z oliwek (czy masło, zależnie od smaku) do warzyw jak najbardziej dodaję, to chyba dzięki tłuszczom nie krążę po kuchni 10 minut po zjedzeniu warzyw. Potrafię wejść do McDo na samą kawę i nawet mnie nie korci ff, napycham się samym zapachem. Kupne słodycze omijam najczęściej szerokim łukiem, najwyżej skubnę dziecku odrobinkę, a i to nie wszystko i bardzo rzadko (jemu też ograniczam). Wyjątek dla czekolady typu czekolada, a nie deserowa chemia zatopiona w czekoladzie, a i to jak akurat mam, kostka-dwie. Pół tabliczki w skrajnym stresie, więc rzadko, tabliczki bym już chyba nie przejadła. Więc tak, nawyki ukształtowane latami, również te zakupowe, powodują, że apetyt mam w sumie nieduży, bardziej jem, bo odczuwam głód, a stres wszystko porządkuje. W dodatku spędziłam dzieciństwo i młodość na sali gimnastycznej i bogiem a prawdą, dziś prawie nie uprawiam sportów.
      • 1matka-polka Re: Apetyt a waga 05.07.20, 13:02
        Ja jestem smakoszem a w stresie tyję. Do 36 roku zycua nie musialam sie jakos szczegolnie ograniczac, pilam regularnie piwo, jadlam tłusto i pikantnie.
        Potem nagle utylam 10 kg w ciagu pol roku i dalej przybieralam powoli na wadze, wiec od 0,5 roku jestem na drugiej w zyciu prawdziwej diecie, 1600 kcal, i schudlam 5 kg przez ten dlugi czas z malymi przerwami (weekendy, wyjazdy).
    • jolie Re: Apetyt a waga 05.07.20, 08:34
      Tak, jadłabym więcej. Ale mam lekkiego fioła na punkcie szczupłości, jestem niska, mam raczej kobiecy typ sylwetki (coś jak Shakira) i każdy nadprogramowy kilogram powodowałby jednak gorszy wygląd. A ja lubię dobrze wyglądać w bieliźnie albo kostiumie dwuczęściowym. Jeżeli coś bardzo lubię, to sobie jednak folguję (np. lody waniliowe albo sernik). Od dziecka natomiast nie lubię czekolady i wszystkiego, co z nią, pizzy i makaronów (w żadnej postaci) i w sumie tego spokojnie mogę sobie odmawiać😀. A z tym, że nie jestem smukła i strzelista jak gotycka katedra to już dawno się pogodziłam, na dzień dzisiejszy to nawet uważam, że moje szerokie biodra są bardzo ok.
    • tryggia Re: Apetyt a waga 05.07.20, 09:10
      Oczywiście, że się powstrzymuję. Uwielbiam jedzenie.
      Kuchnie z różnych stron świata, słodycze, owoce, pieczywo i ciasta - to jadałabym w dużej ilości. A jem sporo mniej. Nie jestem patyczkiem z natury, niestety. Pewnie nie przywalilabym do 80kg, bo nie mam i nie miałam otyłych osób w rodzinie, ale do 25 BMI mogłabym sobie dojeść. Więc się pilnuję.
    • str8.up Re: Apetyt a waga 05.07.20, 10:39
      123zielona123 napisała:

      > Czytając burzliwy wątek obok tak się zastanawiam. Teoretycznie odchudzanie
      > jest proste. Należy dostarczać mniej kalorii. Jak chce się przytyć to więcej
      > .

      To nie jest takie proste, a przynajmniej nie w każdym przypadku. Ja do niedawna jadałam przeróżnie, w lecie rzadko, w zimie często - waga mi się nie zmieniała, a przynajmniej nic nie było widać po ciuchach, bo rzadko się ważyłam. Jakiś czas temu sporo schudłam, nie z własnej woli i od pół roku próbuję przytyć. Najpierw chciałam sama, bo to takie proste, jeść dużo i kalorycznie. Utylam może z pół kilo zanim mnie żołądek zaczął od tego boleć. Poszłam do lekarza, dostałam przykaz co mam jeść i jak. Doszło mi kolejne pół kilo (jeśli odpowiednio ustawię wagę) i koniec. Zupełnie tego nie pojmuję. Kiedyś zjadałam na pewno mniej kalorii i wagę miałam ok. Teraz jem więcej, a do starej wagi (wyższej) wrócić nie mogę.
        • str8.up Re: Apetyt a waga 05.07.20, 12:54
          Tak, jestem przebadana wzdłuż i wszerz smile Jedyna nadzieja dla mnie to sport i wyhodowanie mięśni. Ale jakos nie widzę siebie jako kulturystki...

          A co do istoty wątku, to ja bym jadła inaczej, gdyby jedzenie nie miało wpływu na wagę. Na pewno rzadziej, nie znoszę pilnowania pór posiłków, to jest zmora.
          • 1matka-polka Re: Apetyt a waga 05.07.20, 13:09
            "Jedyna nadzieja dla mnie to sport i wyhodowanie mięśni.“

            To jest dobra opcja, u kobiet miesnie ud i posladkow, ale to znowu trzeba regularnie cwiczyc z obciazeniem. 🙄
    • daniela34 Re: Apetyt a waga 05.07.20, 11:03
      Nie odchudzam się i nie ograniczam się jakoś specjalnie, jem mączne potrawy, które kocham, jem słodycze (głównie domowe ciasta, nie przepadam za kupnymi słodyczami). Nie jestem w stanie na raz zjeść dużej porcji (chyba, że jem pierogi, wtedy żołądek mi się magicznie rozciąga). Ze stresu chudnę.
    • amarillo4 Re: Apetyt a waga 05.07.20, 12:21
      123zielona123 napisała:

      > Czy jadłybyście coś więcej gdyby jedzenie nie miało wpływu na wagę?
      Czy powstrzymujecie się bo coś ma za dużo kalorii?


      Powstrzymuję się, bo po rzeczach tłustych, słonych, słodkich, przetworzonych jest mi zwyczajnie niedobrze.
    • bertie Re: Apetyt a waga 05.07.20, 12:42
      Zwykle jem tyle ile chcę a waga pozostaje w normie. W stresie zazwyczaj tracę apetyt, obecnie stres "koronawirusowy" to u mnie -5kg (jestem w grupie ryzyka). Do tego mam sporo ograniczeń diety z powodów zdrowotnych więc to ogranicza to co jem, choć bez ograniczeń w ilości. Mam za sobą i niedowagę z powodu choroby - kilka lat zajął mi powrót do wagi sprzed choroby. Mam też za sobą dietę na obniżenie poziomu tłuszczu w ciele - dietetyk wykrył, że mimo wagi w normie, mam za dużo tłuszczu w organizmie. Wtedy bardziej niż ograniczenie do 1600 kcal przeszkadzał mi zakaz jedzenia słodyczy, bo same posiłki były dla mnie aż za duże.
    • swiecaca Re: Apetyt a waga 05.07.20, 12:45
      niestety całe życie muszę się ograniczać żeby wchodzić w rozmiar 36/38 co przy moim niskim wzroście jest warunkiem by nie wyglądać jak kula. jem dość zdrowo (pomijając upodobanie do słodyczy) - nie lubię tłustych mięs, chipsów, kolorowych napojów itp ale mam spory apetyt i lubię podjadać np orzechy, paluszki, czekoladę. więc na co dzień ograniczam się ilościowo a jak zdarzy mi się przytyć 2-3kg to ostrzejsza dieta żeby wrócić do normy.
      • ponis1990 Re: Apetyt a waga 05.07.20, 14:39
        Ja mam to samo,niska kulka i pilnowanie się żeby nie wyjść poza 38 bo jest tragedia... a apetyt mam , i skłonności do tycia też, więc odmawiam sobie tego i tamtego... Taki urok. A uwielbiam syfiaste żarcie typu chipsy, cukier do kawy, słono i tlusto
    • jak_matrioszka Re: Apetyt a waga 05.07.20, 13:09
      Jaki burzliwy watek obok?

      Miedzy ograniczeniem sie a jedzeniem do woli jest bardzo rozmyta granica. Ja uwielbiam jeść dużo. Tak bardzo dużo i obiektywnie dużo, a nie "dużo, bo aż dwa liście sałaty na raz". Na przykład lody, przecietne zrozumienie porcji lodów to gałka do trzech, zgodzicie sie? U mnie porcja to dwulitrowe wiaderko. Mogłabym zjeść i dwie porcje, ale sie ograniczam. O czekoladzie czesto pisze sie "kostka lub dwie". Ja czekolade rozważam w ilości tabliczka mała (80-100g) lub duża (200-250g). Wszystko co lubie chciałabym jeść w ilościach, jakie u przecietnego patrzacego wywołuja mdłości. No ale sie ograniczam, praktycznie całe życie. Z drugiej strony, to jak mi nikt nie zaglada w talerz, to jem tylko kiedy nie potrzebuje i spożycie tygodniowe lub miesieczne mam już w normie. Konwenanse społeczne sprawiaja, że jem równocześnie mniej niż bym chciała oraz wiecej niż bym chciała. Niedawno był watek o przystawkach po obiedzie. I zdecydowana wiekszość deklarowała siedzenie przy suto zastawionym stole i nie siegniecie po cokolwiek, i tylko ja przyznałam, że w takiej sytuacji zjem. Przeżarta do obrzeku, ale zjem. Bo czuje wewnetrzny przymus wywołany wieloletnia tresura: je sie mniej niż sie chce, bo nie wypada, albo wiecej niż sie chce, bo nie wypada...
      • bertie Re: Apetyt a waga 05.07.20, 14:22
        2 litrów lodów bym nie dała rady zjeść (chyba aż tak za lodami nie przepadam, 4 gałki + dodatki to mój zestaw), ale tabliczka czekolady mi nie obca smile. Nawet jak wyjmuję dużą, to mąż asekuracyjnie prosi, abym nie zjadła całej i coś mu zostawiła... aczkolwiek z wiekiem dużo łatwiej mi się ograniczyć do max. 100 g na raz. Kiedyś miałam konieczność diety i dietetyczka dała mi zgodę na 1-2 kostki czekolady dziennie - odmówiłam, bo to dla mnie gorsze ograniczenie niż w ogóle nie zjeść. Przystawki po obiedzie też zjem - ale mój żołądek na imprezach z jedzeniem rozciąga się do niecodziennych rozmiarów. Bo zwykle nawet obiadu dwudaniowego nie mieszczę, a jak się siedzi w towarzystwie i oprócz jedzenia i rozmowy nie ma innego zajęcia, to mogę jeść i jeść.
    • aerra Re: Apetyt a waga 05.07.20, 13:42
      O rany, pewnie! Jest tyle pysznych rzeczy, które bym zjadła, ale nie jem z rozsądku (a czasem, bo mi się już nie zmieści tongue_out)
      Ale w przeciwieństwie do ciebie uwielbiam próbować nowych rzeczy i np szwedzki stół w hotelu czy na jakiś imprezach to męka, bo chciałabym spóbować wszystkiego (dobra, prawie wszystkiego), a wiadomo, że nie mogę wink
    • vivyan Re: Apetyt a waga 05.07.20, 13:58
      Nie tyle się ograniczam, co pilnuję ilości jedzenia i jakości. Mam 160 cm wzrostu, kobiecą budowę (duży biust i proporcjonalnie szerokie biodra) i każdy dodatkowy kilogram widać od razu w biuście i w brzuchu. Od lat moja waga się utrzymuje na poziomie 55-57 kg i to 57 to górna granica dobrego wyglądu u mnie. Nie jestem chuda, ale mam mięśnie więc jest ok, z tym, że chętnie bym komuś oddała że dwa rozmiary biustu, wtedy wyglądałabym lepiej. Muszę bardzo uważać na to co jem, w okresie dorastania i wczesnej młodości miałam zaburzenia odżywiania i nie zamierzam dopuścić do ich nawrotu, a to jednak cały czas gdzieś tam mi w glowie siedzi (pod kontrolą, przeszlam terapię i wiem jak sobie z tym radzić).
      Gdyby nie to wszystko, o czym napisałam, to pewnie wcinalabym bez ograniczeń słodycze, bo bardzo lubię wink
      • grey_delphinum Re: Apetyt a waga 05.07.20, 19:40
        Mam 160 cm wzrostu, więc utrzymanie wagi w okolicy 55 kg (wolalabym mniej, ale cóż 😉) to po prostu przymus, bo inaczej wyglądam koszmarnie (tym bardziej, ze mam drobną górę z malym biustem, a wszystko osadza się na udach i biodrach). Poza tym nie uprawiam systematycznie zadnego sportu, więc ograniczanie kalorii to moj jedyny sposób.
        A jesc lubię. Wprawdzie jem raczej zdrowe rzeczy, wolę warzywa niz owoce, za słodyczami nie przepadam, ale gubią mnie sery i makarony.
        A w czasie stresu tyję najwięcej.
    • solejrolia Re: Apetyt a waga 05.07.20, 20:26
      Moze nie chodzi o same kalorie. A raczej co te kalorie niosą :-p
      Wiec tak. Oczywiscie że jadłabym inaczej, mniej zdrowo, bardziej tłusto
      ( tłuszcz = nośnik smaku wink ) i wiecej smazonego.
      Np placuszki i racuszki na kolacje, smażone kiełbaski, albo kluchy, uwielbiam makarony . Carbonara 😋. No i desery. Teraz prawie nie robie . A ciasta z kremem, to szykuję tylko z okazji ( ciasta przekladane masą ze smietaną i maskarpone. albo tiramisu, uwielbiam tiramisu .
      Do tego alkohole. Takie Somersby, Reds, słodkie nalewki.
      Albo bombardino 😋 .
      No i w końcu kawa. Ze śmietanką mniam. Najlepiej bitą. Mniam.

      Ale rozsądek, samopoczucie i zdrowie ważniejsze. Ostatnio przyglądam się diecie dla IO i pomalutku wprowadzam zasady. Liczę na lepsze samopoczucie ( i mniejszy brzuch, mniej wystający wink)
    • cauliflowerpl Re: Apetyt a waga 05.07.20, 20:30
      Nie ograniczam się i nie liczę kalorii bo nie tyję.
      Ale:
      - mam wrażenie, że mój organizm dobrze wie ile kalorii chce i tylu się domaga, bo jakby tak podliczyć to nie wyjdą jakieś olbrzymie ilości. Jako dodatkowy argument na poparcie tej teorii niech posłuży fakt, że odkąd przeniosłam się w cieplejszy klimat, zaczęłam dużo mniej kalorycznie jeść, sama z siebie
      - jak byłam nastolatką to żarłam straszne ilości jedzenia, teraz bym tego w siebie nie wcisnęła

      Tak że generalnie jem co chcę, ciało samo mówi "stop". Jedzenie jest przyjemnością, oczywiście, ale jest przede wszystkim paliwem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka