Czytając burzliwy wątek obok tak się zastanawiam. Teoretycznie odchudzanie jest proste. Należy dostarczać mniej kalorii. Jak chce się przytyć to więcej. I teraz wszystkie metody ( objętość, błonnik, indeks glikemiczny, odpowiednie pory posiłków, zmniejszenie żołądka) mają za zadanie jedno- zmniejszyć chęć na jedzenie.
Czasami mam wrażenie, że teraz wszyscy się odchudzają, a przynajmniej ograniczają. Jestem wyjątkiem bo w przypadku stresu jest mi niedobrze i nie jem. Ogólnie jestem wybredna i konsewatywna, niestety nie lubię nowych potraw, Jo dziecko byłam niejadkiem w drugiej klasie ważyłam najmniej w całej szkole 18 kg. wszyscy próbowali mnie utuczyć i dla mnie to był KOSZMAR. Teraz nie jestem chuda, mineło prawie pół wieku

Ale jak coś zostanie na talerzu na co nie mam ochoty to wyrzucam. z drugiej stony jeśli mam ochotę na kostkę czekolady czy lody to zwykle okazuje się,że dawno zjedzone przez męża i syna.
.
Czy jadłybyście coś więcej gdyby jedzenie nie miało wpływu na wagę?? Czy powstrzymujecie się bo coś ma za dużo kalorii?