Na początku rys charakterologiczny

Lubię przestrzeń, zieloność za oknem, uciekłam z bloków, żeby zamieszkać pod miastem.
Kupując dom, w którym aktualnie mieszkamy, pomyślałam, że złapałam Boga za nogi - bliźniak z dużą działką, z dwóch stron duże sady, z trzeciej osiedlowy płac zabaw. Bo dom stoi na ogrodzonym osiedlu.
Z czym mam problem? Wszyscy osiedlowi sąsiedzi (a jest ich 20) postawili wysokie wewnętrzne płoty i obsadzili je jeszcze wyższymi tujami. A my tak nie chcemy. Zrobiliśmy sobie wielki trawnik i tak jest nam dobrze. Nie czujemy żadnej potrzeby stawiania dodatkowych ogrodzeń.
Sąsiedzi jednak ewidentne mają z tym problem. Od dłuższego czasu miałam poczucie, że coś im nie pasuje (przestali zagadywać, dzieci przestały bawić się z naszymi, itp.), a teraz poddali pod głosowanie wniosek, że skoro sami tego nie robimy, to oni postawią płot na koszt wspólnoty, przynajmniej od strony placu zabaw. Jeżeli większość będzie za, to pewnie to zrobią.
Już zaczynam się z tą myślą godzić, ale chciałam Was jeszcze podpytać, co Wy o tym sądzicie? Czy wewnętrzne płoty to standard? Czy to my jesteśmy jacyś dziwni, że wolelibyśmy zostawić otwartą przestrzeń?