mizantropka
01.02.21, 19:58
Taka sytuacja: przez kilka miesięcy korzystałam ( w zasadzie mój wnuk) z usług korepetytora... Pan był studentem, panowie się świetnie dogadywali i na pozór wszystko grało. Grało do minionej soboty, w którym to dniu od niechcenia postanowiłam sprawdzić postępy z korepetycjonowanej dziedziny. Okazało się, że postępów brak.... Postanowiłam pożegnać się z panem, korzystając z okazji, że w tąże sobotę był umówiony na niesienie kaganka. Pan się był objawił, ja wyartykułowałam swoje zastrzeżenia i grzecznie podziękowałam za współpracę wciskając mu kasę w/g stawki na jaką umawialiśmy się za godzinę. Następnie Pan był łaskaw się wściec i w krótkich żołnierskich słowach poinformował mnie, że mój wnuk jest inteligentny inaczej (być może), a w ogóle to go oszukałam, ponieważ, gdyż, albowiem on liczył na długą współpracę (na jakiej podstawie liczył już nie poinformował nie mieliśmy żadnej, nawet ustnej umowy) a ja mu tu taki numer. Miał rację?