kisyana
22.05.21, 18:48
Mam problem z oceną zachowania mojego syna w pracy. Tegoroczny maturzysta, razem z kolegą zgłosili się do sklepu - sieciówki z ubraniami w odpowiedzi na ogłoszenie, że szukają pracowników do przyjmowania i wykładania towaru. Taki dokładnie był opisany zakres obowiązków, co potwierdziła im jeszcze rekrurerka przez telefon. Dostali się od ręki i przyszli na dzień próbny. Umowa miała być następnego z zaliczeniem poprzedniego oczywiście. A więc przyszli, oprowadzono ich pi sklepie i zapleczu, wzięli się do roboty. Godzinę rozkładali paczki na zapkeczu i sortowali, przerwa 5 minut i przeszli na główną salę sprzedażową, gdzie mieli uzupełnać wybrakowane rzeczy. Zabrali się do tego i wtedy przyszła kierowniczka zmiany, która powiedziała im, że jak zobaczą klienta obok siebie, to mają pytać go, jsk mogą mu pomóc i uczyć się aktywnej sprzedaży. Na co syn powiedział, że zatrudnili się do rozkładania towsru i prac magazynowych, a sprzedaż uch kompletnie nie interesuje. Kierowniczka odpowiedziała mu, że w takim razie nie ma czego szukać w takich sklepach, bo tu zawsze jest sprzedaż w takiej czy innej formie. Wtedy kolega syna powiedział, że nie to było w ogłoszeniu i przez telefon mówione. Kierowniczka się zdenerwowała i kazała im się zamknąć i wracać do pracy. Na co syn powiedział, że z chamskimi podstarzałymi Grażynami biznesu i tak pracować nie chce. Razem z kolegą po prostu wyszli ze sklepu, uznając, że te niecałe 2 godziny to mała strata. Z jednej strony jestem dumna z asertywności syna i że nie daje sobie wejść na głowę, z drugiej mam wątpliwości, czy można to było lepiej rozegrać. PS Następnego dnia rozpoczęli prace na magazynie w dyskoncie spożywczym, są tam już 2 tyg. i zero problemów, są zadowoleni. Pytam o Waszą opinię dot. takiej sytuacji.