Ostatnio przeczytałam "Amerykańską sielankę". Jest imo bardzo dobra, wciągająca, i dodatkowo literacko świetna.
A zaraz po niej sięgnęłam po powieść biograficzną o Rodinie "Nagi przyszedłem". Doskonała.
Ale jak bardzo te książki różnią się od siebie! Bardziej już chyba się nie da

Ta druga jest taka uporządkowana, linearna, fabuła rozwija się w sposób przewidywalny (patrząc po prostu jak na powieść, nieważne, czy zna biografię się Rodina czy nie).
Myślę od kilku dni nad tym, jaką literaturę wolę, i jedyny wniosek do jakiego doszłam, to że jednak chyba trudniej napisać powieść współczesną (ze wszystkimi środkami jakie są w niej stosowane), tak by była wciągająca - tak dosłownie, że trudno odłożyć. A "Amerykańska sielanka" taka właśnie jest.
Z kolei czytałam opinie o "Nagi przyszedłem" i niektórzy zarzucają autorowi dłużyzny - w ogóle ich tam nie widzę. Dla mnie to taka książka, która jest trochę jak wysiedziany fotel - pięknie się czyta i... wygodnie

ale nie jest ani przez chwilę nudna.
Właśnie... taka książka jest "wygodna", dobra współczesna literatura raczej nie - nawet w pewnym sensie drażni, zmusza do refleksji... Lubi niewygodne

tematy.
Jaki rodzaj literatury jest Wam bliższy? Wolicie powieści nowoczesne czy napisane klasycznie?
Dodatkowo tę książkę o Rodinie kupiłam w dość nietypowy sposób: nie przyjęto jej komuś przede mną w antykwariacie, więc - widząc nazwisko Rodin na okładce - zaproponowałam, że odkupię (bo zawsze lubiłam jego rzeźby). Jest taka, jak z biblioteki mojej babci

Pożółkła i nieco wyblakła, pachnie kurzem - i dzieciństwem. Cudownie
Wolicie nowe czy stare książki?
Może napiszecie też o nietypowych sposobach, w jakie książki do Was trafiały?
I tu mi się przypomina, że babcia dla mnie, gdy byłam mała, skłamała w bibliotece (nieładnie!) - powiedziała, że pewną książkę zgubiła, bo kazałam ją sobie czytać w kółko i ciągle od nowa ją pożyczała, aż chyba miała dość - nadal mam tę książkę.