riki_i
09.12.21, 00:01
Wątek bardziej na f. auto-moto, ale z tamtym forum ostatnio coś się b. dziwnego stało, no więc wrzucam tutaj.
Jeżdżę od lata, o zaletach pisać nie będę, bo są znane - przyspiesza jak rakieta, jeździ się cicho i komfortowo, w zasadzie nie wymaga serwisu i tak dalej.
Co do wad. Zasięg nie powala nawet w teslach, ale najgorszy jest wpływ temperatury na zewnątrz. Przy tym co jest teraz, czyli -4 do -6, jak się nie trzyma auta w ogrzewanym garażu tylko pod chmurką, to zasięg spada O POŁOWĘ. Pół biedy jak się ma w miarę dużą baterię, wychodzi mi teraz 230 km to jeszcze jak cię mogę. Ale ludzie, którym ze 120 km zasięgu (są takie modele) robi się nagle 60 km, no to tylko strzelić sobie w łeb. Druga sprawa to zużycie prądu przy wyższych prędkościach. Do 120 km/h jest jako tako, ale powyżej żre baterię jak cholera, jak jadę 180 km/h to na pełnym naładowaniu przejadę 160 km. Lekka kicha, bo na autostradzie w PL generalnie jeździ się ok. 160 km/h i trudno blokować lewy pas jadąc 120 km/h, z kolei na prawym pozostaje wleczenie się razem z tirami. Trzecia kiepska rzecz, to ładowanie baterii. Są dwa rodzaje ładowarek, wolne i szybkie, oraz ekstremum , czyli ładowanie z domowego gniazdka. To ostatnie raczej dla hardkorowców (mój się ładuje w ten sposób 35h). Szybkie ładowarki są w 95% płatne (darmowe na nielicznych lidlach i kauflandach) i to niemało, a także nie dla każdego modelu auta są naprawdę szybkie (najnowsze modele naładują się w 20 minut, ale np. mój będzie potrzebował prawie godziny). Ponadto częste korzystanie z nich szkodzi baterii. Ładowarki wolne są o połowę tańsze, a pewna ich część jest nadal bezpłatna. Niestety ładowanie w ten sposób trwa długo ( u mnie 7 godzin). Wolną ładowarkę można sobie zamontować w domu, jak się ma własne stanowisko w garażu podziemnym swojego budynku, albo mieszka w domu/segmencie, wtedy nazywa się to wallbox. Niestety, koszt ładowania w domu bywa bardzo różny, zależnie od dostawcy prądu i taryfy, ewentualnie w zależności od posiadanej mocy fotowoltaiki (o ile ktoś ją ma). Przy obecnej temperaturze (a wcale nie jest jeszcze bardzo zimno!) samochód żre masę prądu, więc go trzeba ciągle doładowywać, a to już nawet przy najkorzystniejszych taryfach zaczyna trochę kosztować. Pozostają wycieczki na darmowe ładowarki, jednak jedno auto blokuje taki sprzęt na dłuuuuugo, więc właściciele elektryków krążą wokół nich jak wygłodniałe koty. Część stacji ładowania jest niesprawnych, część ogranicza pobór mocy i np. wyłącza się po godzinie i inne takie kwiatki. Ogólnie, zimą eksploatacja takiego samochodu jest kiepskawa, nie mówiąc już o wyruszeniu w jakąś trasę (ja musiałbym co 200 km robić godzinne przerwy na doładowanie).
Reasumując. O ile nie wykombinują czegoś lepszego z wodorem (na razie wygląda to kiepsko, toyota mirai kosztuje krocie, a ma bagażnik wielkości neseserka), to elektryki są przyszłością motoryzacji. Mimo wszystko, muszą poprawić w nich zasięgi i szybkości ładowania (to wymaga też budowy ładowarek o dużej mocy, co jest wielce kosztowne). Ponadto, należy pamiętać, że jeśli ktoś ma ciężką nogę i będzie chciał jeździć takim samochodem jak sportowym spaliniakiem, to zasięg deklarowany przez producenta można włożyć między bajki i w najlepszym razie podzielić na pół. A to już się robi mało, jak jeszcze dojdzie ostra zima, to jest po zawodach. Pozostaje tylko -jak to mówią właściciele tych aut- "jazda wokół komina".