Dodaj do ulubionych

Moja mama umiera...

    • le.fay Re: Moja mama umiera... 09.06.22, 12:57
      Przyjmij, proszę wyrazy współczucia. Twoja Mama do końca cieszyła się Twoją obecnością i opieką. Zrobiłaś wszystko co mogłaś, piękne. Teraz możesz być spokojna. Tak, jak już dziewczyny pisały wszystko z czasem się ułoży. I ból minie trochę, choć tęsknota pozostanie. Pozdrawiam ciepło
      • yadaxad Re: Moja mama umiera... 09.06.22, 13:21
        Rozpacz jest ceną prawdziwej miłości. Co lepsze, nie zbudować i przeżyć tego uczucia, pozostając sam ze sobą samotnie, czy mieć wspomnienie tego pięknego. Pustka nieobecności tej osoby jest mniej destrukcyjna niż jątrzący żal do kogoś, w którym nawet jego odejście nie pomaga. To co było między wami, pomoże ci, to że ktoś materialnie odszedł, nie oznacza, że dalej nie jest z tobą.
    • j.adamowicz Re: Moja mama umiera... 09.06.22, 13:15
      Doskonale Cię rozumiem . Moja mama ( wierna , kochana moja przyjaciółka i ktoś , kto bezgranicznie mnie kochał ) odeszła gdy miałam zaledwie 39 lat. Uwielbiała dwoje moich dzieci. Pomagała w ich pilnowaniu gdy były małe . Bardzo przeżyłam jej smierć sad Na szczescie miałam kochanego męża i to na pewno było dla mnie lżejsze do przejścia niż dla Ciebie. Ale masz dzieci . One wypełnią Ci najbliższe trudne chwile . Nie zapominaj o nich i koncentruj się na nich . Dzieci , choć przezywają również odejście babci nie do końca to rozumieją i im także trzeba pomóc to przejść . Na pewno wciąż to słyszysz ale powtórzę bo to szczera prawda - po burzy przychodzi wytchnienie i słońce znowu zaświeci . Taka kolej losu. Mam świetne relacje z moją córką. Widujemy się prawie codzinnie . Przez telefon gadamy codzinnie . Nieraz martwię się , że i ona któregoś dnia zmierzyć się będzie musiała z moim odejściem . Tak daleko sięga moja troska o jej dobro, że nawet to mnie smuci i dręczy . Nie mamy na to wpływu . Trzeba cieszyć się życiem i czerpać radość z każdej możliwej chwili . Wiem , że o tym wiesz bo mądrze piszesz smile powodzenia w tych ciężkich chwilach
    • kozica111 Re: Moja mama umiera... 09.06.22, 19:02
      Mieć obok siebie kochajacego człowieka,wartość najwyższa.Miałyście siebie, cenny dar.Płaczesz ale wiele osób ci zazdrości.
    • la_mujer75 Re: Moja mama umiera... 09.06.22, 19:39
      Bardzo współczuję.
      Przytulam, a jednocześnie dziękuję Ci.
      Jakby to nie zabrzmiało- opisałaś piękną historię miłości matki i dziecka.
    • buldog2 Re: Moja mama umiera... 09.06.22, 22:46
      Pamiętam, jak umierała moja matka. Praktycznie wszyscy musimy to przejść. Chyba jedyne dobre to to, że nie będzie się więcej tu męczyć.
      Reszta cierpienia pozostaje tym, co żyją. Z jakąś pomocą innych ludzi, także na forum, sobie z tym radzą. Jeśli uda się zadbać o to, by się nie męczyła, możesz to uznać za powód do uspokojenia.

      Wcześniej nie odgadłem konwencji.

    • youngagain Re: Moja mama umiera... 10.06.22, 19:31
      Witajcie, dziękuję wszystkim za ciepłe słowa i wsparcie. To, co dostaje tutaj i w realu bardzo mi pomaga. Przyjaciele piszą, pytają, chcą przyjechać na pogrzeb, proponują pomoc z dziećmi czy załatwianiem spraw. Dużo jest załatwione, z bratem jeździmy i ogarniamy. Co jakiś czas mamy takie fale płaczu, każde w innym momencie. I nieważne czy na ulicy czy w urzędzie czy w aucie, po prostu pozwalamy sobie. Albo np uświadamiamy sobie coś. Mnie boli widok dziadków z wnukami obecnie, gdy widzę że taka piękna pogoda a oni spacerują. To by była moja mama. Ona była zawsze aktywna, zawsze chętna coś zrobić, iść na zewnątrz....
      O 8.30 rano zaczęła się kremacja. O 15.30 odbieraliśmy urnę z jej prochami. Tyle z człowieka zostało...Ale wybraliśmy piękna, granitowa ale jasną, dostojną...
      Nie wiem, mam takie napady smutku i płaczu ale ogólnie jestem jakaś mimo wszystko ogarnięta. Nie potrzebowałam prochów na uspokojenie ani nic. Poprzedniej nocy spalam od 21.30 do 08.00.
      I nie wiem czy to ciągle szok i zamrożenie - ale chyba nie, bo jednak płaczę. Czy może już to, że przez ostatnie tygodnie oswajalam się z myślą, nawet nie do końca przyznając się do tego przed samą sobą. Ta walka trwała 8 miesięcy, było ciężko, były górki i dołki i był moment kilka miesięcy temu, gdy myślałam że to nastąpi. Więc ten strach przed śmiercią, ten niepokój mi towarzyszył już od miesięcy...Teraz właśnie czuję tylko smutek, żal, brak zgody na to bo to za wcześnie...Ale jestem opanowana, spokojna i nawet czuję pewnego rodzaju ulgę. Jak przed egzaminem - nawet jak się jest super przygotowanym to samo czekanie powoduje niepokój. Ja miałam to poczucie przez ostatnie tygodnie. Czekanie w którą stronę pójdzie. Oczywiście, oddałbym wszystko żeby poszła w inną stronę. Żeby mama mogła mi tu towarzyszyc jeszcze. Ale jednocześnie czuję ulgę, że już sytuacja nie jest w zawieszeniu, że chociaż przegrałyśmy te wojnę - to wszystko jest jasne.
      Jestem potwornie zmęczona. Nie tylko tymi tygodniami ostatnimi. Tymi miesiącami.
      Postanowiłam decyzję, że po pogrzebie wezmę urlop i polecę gdzieś się zaszyć na kilka dni w jakimś kameralnym hoteliku wśród natury, może w Grecji czy Włoszech. Z książkami. Pospie, poczytam, popłaczę, posłucham szumu wody, bez spraw do załatwienia. Nie wiem czy to dobry pomysł ale tak dziś czuję
      • youngagain Re: Moja mama umiera... 10.06.22, 19:49
        Myślę też, że ten spokój, opanowanie to wynik tego, że już tyle wcześniej w życiu przeszłam, dziś jestem mimo wszystko twardsza. Tyle strat poniosłam, że już nie rozsypie się (chyba...). Plus chyba to że się tak z mamą pożegnałam, że miałyśmy na to czas i przestrzeń - było taka klamra dla mnie, dzięki której czuję, że choć jest ciężko i niesprawiedliwie - to odeszła tak jak powinna - przekonana o mojej miłości, trosce. Zaopiekowana, kochana, z poczuciem że dobrze wykonała swoją misję na ziemi.
        Boje się tylko tego czasu gdy zapadnie cisza, gdy już będzie po pogrzebie. Ludzie wrócą do swoich spraw, do pracy. Dla nich będzie temat zamknięty. A ja i mój brat będziemy to trawić jeszcze długo...Przyzwyczajać się do nowego świata bez niej. Każdego dnia czuć te ukłucia jak zobaczymy coś co nam o mamie przypomni...Albo jak natkniemy się na jej rzecz jakaś...Tego się boję. Tych samotnych wieczorów w domu gdy dzieci będą u taty a ja nie będę mogła zadzwonić i poplotkowac z mamą....
        Ale wiem, że muszę na nowo nauczyć się być. Bez niej.
        Mam tylko pytanie do emam które były w podobnej sytuacji - jak zareagowały Wasze dzieci na wiadomość? Moje mają 11 i 8 lat. Babcia do czasu choroby codziennie je widziała, dbała o nie. Odbierała ze szkoły, gotowała obiady, kupowała bułeczki, pomagała z lekcjami. Jeździliśmy razem na wakacje, na wycieczki, spędzaliśmy weekendy czasem. Więc babcia była bardzo obecna w ich życiu, bardzo je kochała. Miała dość silny charakter, była zdecydowana i czasem kategoryczna, więc czasem były spięcia, zwłaszcza że starszakiem (zwłaszcza że ma Aspergera). Ale wydaje mi się, że wiedziały i czuły, że babcia je bardzo kocha. Zresztą zawsze mówiła do nich "maluszki", przytulała i tak dalej. Dzwoniła do nich na video ze szpitala jeszcze 2 dni przed śmiercią.
        A na śmierć babci zareagowały...hmm...bez większego przejęcia. No owszem, była rozmowa, przytulanie, trochę smutku. Ale mam wrażenie, że już jest ok...I z jednej strony się cieszę, że jakoś to znoszą ale z drugiej wydaje mi się to w pewien sposób smutne. Bo babcia bardzo dużo miłości i troski im dawała, a ja jakoś nie widzę żeby jakoś jej odejście je bolało mocniej ..I pytanie - czy to normalne? Czy może to taki etap początkowy? A może dzieci w tym wieku nie czują jeszcze takich wyższych emocji?
        • norra.a Re: Moja mama umiera... 10.06.22, 20:19
          Mam wrażenie, że nazywasz emocje, które we mnie tkwią. Tak jak pisałam, moja Mama nie żyje niecałe dwa miesiące. Najgorsze były dwa ostatnie dni, gdy już wiedziałam, że to koniec, łzy płynęły z moich oczu bez ustanku, nie byłam w stanie ich powstrzymać, chciałam być opanowana dla niej, przychodzili do nas ludzie, musiałam spotykać lekarzy....a kompletnie nie panowałam nad sobą, dostałam nawet jakiś lek zmulający, ale nie działał za bardzo. Natomiast jak wydarzyło się już to czego tak bardzo się bałam, to zaczęłam zachowywać się coraz bardziej racjonalnie. Przełomem był dzień kiedy musiałam ogarnąć formalności pogrzebowe, odstawiłam prochy, bo chciałam to zrobić na trzeźwo. Byłam dumna z siebie, bo załatwiłam to wszystko sprawnie i niemal pogodnie. Bałam się pogorszenia w dniu pogrzebu i po opadnięciu napięcia ... ale się nie pojawiło, nie ma we mnie traumy, cieszę się, że byłam przy niej do końca i odchodziła zaopiekowana w domu, że już nie cierpi (żyła w wielkim bólu od lat), była religijna więc wierzę, że jest w swoim niebie. Może to dlatego, że żyłam w strachu o nią od wielu lat, a ponieważ wydarzyło się to czego się bałam, to już nie mam się czego bać, a może to dlatego, że otrzymałam ogromne wsparcie od bliskich ale też tych dalszych znajomych i rodziny, a czasem myślę, że może to kolejny dar od niej i dowód na życie po życiu - ten spokój, który mnie wypełnia. Życzę Ci, żebyś też go odnalazła.
        • b.bujak Re: Moja mama umiera... 10.06.22, 21:49
          dzieci przyjmują śmierć po prostu bardziej naturalnie; a Asperger to juz zupełnie na swój własny sposób;
          ty rzeczywiście jesteś oszołomiona zdarzeniami, emocje jakimi żyłaś przez ostatnie miesiące ustępują miejsca innym; trochę sobie przeczysz, bo najpierw planujesz samotny wyjazd a za chwilę boisz sie samotnych wieczorow ... tak, to bedzie trudny czas - tak, jak te ostanie dni - ale to wszystko się po prostu musi zadziać, pozwól się sprawom toczyć, pozwól sobie na emocje - nie bój się ich, dlaczego się ich boisz? przecież to są normane ludzkie TWOJE emocje ...
          z mojego doświadczenia lepiej w miarę szybko wrocić do normalnego życia, obowiązków - idealnie jeśli otoczenie cię w tym wspiera - kiedy umarł moj tata kończyłam studia - zawaliłam sesje kiedy chorował ... mój promotor - doswiadczony życiowo emerytowany profesor zagonił mnie od razu do pracy - oczywiscie nie wymagał na poczatku zbyt wiele, pomogl w załatwieniu urlopu dziekańskiego ale namawiał do codziennej pracy i rytmu obowiązku
          a czas pomiędzy smiercią a pogrzebem też pamiętam jako dziwny stan takiego poczucia jakby świat się ode mnie oderwał (a przecież to ja oderwalam sie od swiata) - no bo jak to może tak się kręcić jakby nic się nie stało?? dzieci sie bawią na podworku, ptaki śpiewaja, samochody jeżdża? jak mogą ? przecież właśnie umarł mój tata, jego ciało czeka na pochowek.... tak, pogrzeb jest przełomem - obrzędy są ludziom potrzebne, wyrosły na pierwotnych potrzebach ludzkich - odprowadzenie doczesnych szczątków w miejsce spoczynku daje poczucie dopełnienia obowiązku, jest symbolicznym zakończeniem wspólnej drogi ... a życie toczy się dalej - trzeba obiad ugotować, góra prania się uzbierała, zakupy trzeba zrobić, do pracy pójść - wszystko z tym swoim smutkiem, wspomnieniami, emocjami - spokojnie, powoli to sie wszystko bedzie układac w nowy etap życia, etap bez mamy, babci, bliskiej osoby....
        • rozaliaolaboga Re: Moja mama umiera... 10.06.22, 22:37
          Daj dzieciom prawo do przeżywania straty po swojemu - tak jak sobie. One inaczej reagują, dla nich babcia nie była fundamentem ich życia, tożsamości... A może i była, ale jeszcze ta strata do nich nie dotarła?
          Dziwczyny piszą, że Ty teraz nic nie musisz - i to prawda. Twoje dzieci też nie, nie muszą rozpaczać też...

          Czytam, co piszesz, i jakbym siebie widziała sprzed tych kilku lat. Też się miotalam od rozpaczy i szlochów po zimne opanowanie i załatwianie spraw. I to jest zupełnie normalne.
          Dużo wtedy czytalam o żałobie, jej etapach, bardzo mi to pomogło, kiedy utwierdziłam się w przekonaniu, że to wszystko tak ma być po prostu, że to naturalna rzecz...
          Kiedy pogrzeb?
          Trzymaj się...
        • aqua48 Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 14:32
          Moje dzieci na śmierć mojej Mamy zareagowały.. normalnie. Też bez przeżywania dramatu. Dla dzieci, śmiem twierdzić, to naturalne, że starsi chorzy ludzie nawet w bardzo bliskim otoczeniu umierają.
          • bergamotka77 Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 16:15
            Dzieci w ogóle przyjmują naturalnie wiele rzeczy.
        • fogito Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 22:13
          Mój 7 letni syn bardzo płakał jak zmarła moja babcia a jego prababcia. Ja płakałam jeszcze przez następne 3 lata. Oczywiście nie przy dziecku i nie codziennie. Do tej pory jest mi ciężko chociaż minęło już ponad 10 lat. To chyba kwestia osobowości i uczuć do danej osoby.
      • dorota_g1972 Re: Moja mama umiera... 17.06.22, 17:39
        To ostatnie to doskonały pomysł. My jedziemy odpoczywać czynnie ( bo tak lubimy). Najgorsze co mnie czeka to likwidacja rzeczy po Tacie. Też chce to zrobic jak najszybciej.
    • youngagain Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 09:52
      Tak się z Wami zżyłam, że czuję się w obowiązku napisać co u mniesmile
      Mama została pochowana przedwczoraj. Skremowana, wybraliśmy z bratem piękna urnę z jasnego granitu, na pewno by jej się podobała.
      Pogrzeb był w obrządku katolickim bo wiem, że mama by chciała plus całą rodzina jest wierząca (oprócz mnie i brata chyba). Trafiliśmy na fajnego księdza, dał bardzo ładne kazanie. Takie nie sztampowe, ale fajne, refleksyjne o śmierci, przemijaniu, życiu...
      Potem było pożegnanie w kaplicy na cmentarzu i totalnie się rozkleilam jak zobaczyłam urnę. Na szczęście był mój brat obok i mnie przytulał, a moja córeczka tez się tuliła bardzo. Ale mimo rozklejenia udało mi się na koniec, przy składaniu do grobu przeczytać list do mamy. Napisałam z serca, chciałam żeby ta moja miłość do niej i wdzięczność wybrzmialy, żeby - jeśli Mama gdzieś jest - wiedziała...Kilka osób się poplakalo..
      Myślę, że mamę godnie pożegnaliśmy, byłaby naprawdę zadowolona. No a wczoraj pierwszy dzień w nowej rzeczywistości, rowny tydzień od jej śmierci. Bez jej glosu, bez jej twarzy, bez naszych telefonów, plotek, dywagacji...Załatwiałam jakieś sprawy wczoraj i złapałam się na tym, że np jadę i normalnie bym zadzwoniła do mamy. I zaczęłam ryczec. Czuję się osierocona, tak naprawdę. Mimo, że przyjaciele dzwonią, sprawdzają, proponuja kawę czy że przyjadą...Ale nie ma JEJ. I niestety tej relacji nikt nie zastąpi.
      Dzieci poszły do taty (jego czas się zaczął), więc jestem sama. Ale o dziwo czuję ogromny spokój. Nie boję się spać sama czy coś. Gadam do mamy, proszę ja o znaki. Wieczorem jakaś czarna ćma wleciała mi do domu i latała wokół lamp, a potem usiadła na podłodze. To się przywitałam "o, czesc mama"smile
      Ten spokój chyba wynika z faktu, że się pożegnałam z nią. Że ją "wyprawilam" w podróż. Wiem, że wiedziała jak ja kocham, wiedziała że może spokojnie odejść. Ale wierzę, że się spotkamy kiedyś...Czuję za to smutek, duży smutek i brak - ale pozwalam sobie płakać, upuszczam to ciągle. W aucie, w windzie, w sklepie...
      Zastanawiałam się nawet czy ten spokój nie jest dziwny. Bo jak tata umarł to czułam rozpacz, pomagałam sobie prochami. Teraz nie wzięłam ani jednej tabletki odkad to wszystko się stało. Nic. Myślę trzeźwo, działam, ale też przeżywam więc nie blokuje niczego chyba...Może to właśnie kwestia pożegnania a może tego, że życie mnie już zahartowalo przez ostatnie lata...nie wiem.
      Wczoraj kupiłam lot do południowych Włoch na sobotę. Znalazłam piękne miejsce na włoskiej wiosce, prywatna agroturystyka z malutkim basenem, gajem oliwnym, pięknym ogrodem, dobrym jedzeniem lokalnym (gospodarze robią). Zaszyje się tam z książkami, muzyka. Będę spać, czytać książki, popłakiwac, oglądać netflixa ..Odpoczywać po tych 8 miesiącach stresu, walki, niepewności. Bo muszę dać radę, muszę jakoś z tego wyjść. Dla mamy. Najbardziej się bała właśnie, że sobie nie poradzę, że ja samotna matka się załamie. Więc muszę jej udowodnić, że o nie niesmile
      Dziękuję Wam za wsparcie i ogrom ciepła, które tu dostałam!!!
      Może polecieć mi jakieś fajne książki na te kilka dni?? Żeby oddać to co do mnie przemawia to np kochałam "Regulamin tłoczni win" Irvinga, całego Hosseini (z "Tysiącem wspaniałych słońc" na czele), "Złodziejkę książek"...Może coś polecicie?
      • nutella_fan Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 10:44
        Pięknie to napisałaś. Co do książek to może 'Pod słońcem Toskanii "?
      • iwles Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 12:00

        Pięknie to napisałaś, czytając czuć waszą miłość, przywiązanie, wzajemną troskę, widać, jak bardzo ważne dla siebie byłyście. Z czasem nauczysz się na nowo żyć, łatwo nie będzie, bo byłyście sobie bardzo bliskie.
        Jesteś bardzo mądra i dzielna.


        Jeśli chodzi o książki, to jak będziesz miała czas, podrzucam Ci wątek o książkach. Długi, ale może znajdziesz coś dla siebie.
        ❤️
        • iwles Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 12:00
          forum.gazeta.pl/forum/w,567,172316263,172316263,Co_teraz_czytacie_.html


          Zapomniałam linku do watku
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 14:36
          Dziękuję ❤️
      • aqua48 Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 14:36
        Trzymaj się kochana!
        A do czytania mogę polecić książki Marcii Wilett Letni domek, Tydzień w Zimie, Wspomnienie Burzy oraz Godzinę Dzieci.
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 15:10
          Już sprawdzam
          • youngagain Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 16:02
            Ok już je wysłałam sobie na Kindle, dzieki
      • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 16:25
        Pięknie o tym piszesz, dziękuję Ci.
        Czytałaś Życie Violette?
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 18:54
          Nie. Polecasz?
          • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 20:18
            Polecam, świetna.
            • youngagain Re: Moja mama umiera... 17.06.22, 22:03
              Dzięki, kupiona😘
        • ajr27 Re: Moja mama umiera... 17.06.22, 22:44
          Primula, napisz, bo właśnie czytam i jestem pod wrażeniem. Nie uważasz, że ona powinna inaczej załatwić temat teściów? Nie mogę przestać o tym myśleć, jej bierność przeraża. Chyba, że załatwia później ( jestem jakoś na 70%)
          • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 19.06.22, 17:38
            Tak, uważam, że powinna była, ale nie mogła, nie umiała. Jakim cudem mogła umieć, biorąc pod uwagę jej dzieciństwo?
            Ps. Moim zdaniem ta książka daje ukojenie, mimo wszystko. Choć to pewnie zależy od czytającego.
            • ajr27 Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 10:19
              Liczyłam, że żałoba uruchomi w niej jakąś moc do zemsty. Uważam, że żadna matka nie powstrzymałaby się w takiej sytuacji.
              Tak, przynosi ukojenie i od paru dni mam ogromną przyjemność w czytaniu, bo to książka z optymistycznym przesłaniem typu " życie zawsze zwycięża". Jednak gdyby ktoś dałby mi ją do ręki zaraz po śmierci mojego ojca, to, pamiętając mój stan, wylądowałabym na prochach.
        • ajr27 Re: Moja mama umiera... 17.06.22, 22:48
          Teraz doczytałam piękny opis obecnej sytuacji autorki wątku. Nie, na takim urlopie nie czytaj " Życia Violette", błagam. Możesz zrobić sobie krzywdę.
          • youngagain Re: Moja mama umiera... 17.06.22, 23:38
            Serio?? Bo już mam na czytniku i z opisu zapowiadało się że może dać trochę nadziei i ukojenia..
            • ajr27 Re: Moja mama umiera... 18.06.22, 01:01
              Nie wiem jaką masz osobowość. Czytam od 3 dni i niewiarygodnie mnie zasmuca ta książka, może Tobie da ukojenie, naprawdę nie wiem. Tak czy siak, jest to książka o śmierci i o życiu, dla mnie w tej kolejności i po stracie bym jej nie zniosła.
              • youngagain Re: Moja mama umiera... 18.06.22, 07:14
                A możesz polecić coś co właśnie da ukojenie?
                • ajr27 Re: Moja mama umiera... 18.06.22, 09:13
                  Na mnie najlepiej działają książki, które są o 180 stopni od mojego bólu, czyli takie, które pozwalają się maksymalnie oderwać od kompulsywnego myślenia o jednym. W tym celu czytałabym np " Wyspę kobiet" Groff, "Londyn" Szalaya, czy wspomnienia Katarzyny Barei o ojcu, takie rzeczy. Może spróbuj. Uściski.
                  • youngagain Re: Moja mama umiera... 18.06.22, 10:23
                    Dzięki! Mam jeszcze chwilę do lotu to ściągam!!!
      • rozaliaolaboga Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 20:10
        Hej, dobrze że napisałaś. I dobrze, że sobie radzisz. Na pewno jeszcze wiele razy ogarnie cię rozpacz, ale wiesz, że potrafisz żyć dalej, z mama w sercu.
        Ja po śmierci taty często cos do niego mówiłam, opowiadałam co u mnie a potem lapalam się na myśli, że już nie muszę, że on już wszystko wie, bo jest teraz zawsze obok...
        Trzymaj się, miłego odpoczynku.
        Z ostatnio czytanych książek mogę polecic Kirke i Siedmiu mężów, obie dość lekkie i miło się czyta, ale nie banalne.
      • bei Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 22:32
        Kochana….mama mi zmarła jak miałam 27 lat. Myślałam wówczas- jak człowiek nie ma mamy, to już nie jest dzieckiem. Związek zaraz po tez mi przestał istnieć. Miałam przyjaciół, więc mimo tych ran zajęłam się tym, by każdego dnia dać sobie i innym coś dobrego, polubiłam siebie, i czas przelatywał szczęśliwie. Po latach zakochałam się z wzajemnością, i w bonusie do męża dostałam mamę. Inną, ale kochaną. Znowu poczułam się dzieckiem, bo to takie miłe, gdy ktoś o nas się martwi, dba, i jest po matczynemu wyrozumiały.
        Wierzę, ze ułożysz sobie życie, ze będziesz szczęśliwa.
        • bei Re: Moja mama umiera... 16.06.22, 22:36
          Mama zostawiła Ci najlepsze, co człowiek może po sobie zostawić- dobrą pamięć. Trzymaj się, przed Tobą bardzo trudna droga żałoby. Nie można jej przejść na skróty…
      • znowu.to.samo Re: Moja mama umiera... 17.06.22, 10:46
        Czujesz spokój bo wiesz że zrobiłaś wszystko co mogłaś i co chciałaś, a mama była spokojna, pogodzona z tym, i nie cierpiała odchodząc.
        Jeśli jest gdzieś tam na pewno jest szczęśliwa że tak to wszystko wygląda, że nie rozpaczasz

        Mogą przyjść chwile że będzie ci trudno albo mega trudno, ale wiesz że zrobiłaś wszysko co należało.
      • klaramara33 Re: Moja mama umiera... 19.06.22, 14:36
        Ja podobnie zniosłam śmierć mojego taty, chorował ciężko więc byłam przygotowana, że może to skończyć się śmiercią. Również miałam odruch chęci zadzwonienia do niego. Do tej pory włącza mi się czasem tęsknota ( a minęło już 21 lat) i również wierzę, że kiedyś go spotkam. Najgorsza to była choroba, to cierpienie a nie śmierć.
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 07:37
          Tak, najgorsze jest poczucie niepewności co będzie bo to rodzi brak poczucia bezpieczeństwa. Te tygodnie gdy mama leżała w szpitalu i nie wiadomo było jak się skończy, różne dni miała więc raz była nadzieja że lekka poprawa jest, drugi dzień lekarz mówi że pogorszyło się...Takie życie na bombie. Pamiętam, że budziłam się że ściśniętym żołądkiem, przed budzikiem zawsze. Rozedrgana.
          Gdy stało się najgorsze oczywiście ból był nie do opisania, nadal jest i boli - ale już inaczej. Przyszła też ulga pewnego rodzaju, że już po wszystkim, że już wszystko się stało co niestety miało się stać. Nie ma odwrotu. Nic nie można zrobić.
          Teraz też dużo we mnie różnych emocji, jestem nadal troche rozedrgana, wiadomo. Smutek jest, żal. Ale staram się żyć dalej. Dzień po dniu. Z czasem, za jakiś czas wreszcie pogodzę się z tym, że widocznie tak musiało być. Nie wiem kiedy ale wiem że tak będzie.
          Mój brat mi powiedział ostatnio: "Przynajmniej my mamy już to za sobą. Innych ludzi, naszych znajomych - dopiero to czeka." I trochę przez to już nie mam w sobie strachu bo..stało się. Już gorzej nie będzie. Nie mam rodziców. Czego mam więcej się bać?
          • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 08:30
            "Czego mam więcej się bać?"

            Jest jeden większy strach od tego o śmierć rodziców. Śmierć dzieci za życia ich rodziców.
            • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 09:22
              Tak, ale tego nawet nie dopuszczam do świadomości...
            • lilia.z.doliny Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 11:10
              Jest jeden większy strach od tego o śmierć rodziców. Śmierć dzieci za życia ich rodziców

              Tak. To coś, czego nie obejmuje rozumem.
              Nad grobem.matki było koszmarnie ciężko i jednocześnie że świadomością, że to zwyczajna, brutalna konieczność. Circke of life. Tak musi być. Jest źle, ale nieporównywalnie gorzej jest, gdy ten cykl zostaję zaburzony.
              Więc, obojętnie jak strasznie to brzmi, wszystko jest tak jak powinno być.
          • dorota_g1972 Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 10:38
            Znam to z autopsji , z ostatnich dni. Tato zmarł pod koniec maja.Też to samo - lepiej-gorzej-lepiej -gorzej.Na szczęście trwalo to niecałe 2 tygodnie.
            Noc po śmierci Taty przespałam spokojnie, bez telefonu przy łóżku.
            Musiałam zaprosić na obiad po pogrzebie - było wiele osób z innych miast. I zdecydowaliśmy z bratem, żeby nie było....smutno. Wspominaliśmy te miłe chwile, mąż zrobił pokaz zdjęć z wakacji, z uroczystości rodzinnych i nie tylko rodzinnych.
            Dzieci - tu było najtrudniej, ale też się udało.
            Tato był pogodny i tak Go pożegnalismy.
            Twój brat ma rację- nie będziecie juz żegnać Rodziców. Trzymaj się mocno. Spokojnego urlopu. Pewien etap zycia się zamknął, ale zaczął drugi - i wcale nie musi być gorszy. Będzie inny.
            My jedziemy na dwa ciekawe urlopy - teraz z dziećmi, potem sami.
    • sy28 Re: Moja mama umiera... 19.06.22, 14:19
      Nie umiem pocieszać, ale współczuję.
    • stara-a-naiwna Re: Moja mama umiera... 19.06.22, 21:20
      pewnie pomyślisz, ze to banal, ale dobra terapeutka / terapeuta pomoze uporać się z tyloma trudnymi emocjami
      • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 07:03
        Uważam, że nie docenia się tego ile człowiek sam w stanie jest zrobić dla siebie. Tak jakby każda trudniejsza sytuacja w życiu wymagała od razu pomocy specjalisty...A czy śmierć rodzica nie jest czymś naturalnym i de facto każdego przecież spotka. Czy każdy ma chodzić z tego powodu po psychologach?
        Myślę, że psycholog pomoże komuś kto nie ma komu się wygadac albo ma problem z identyfikowaniem swoich emocji i ich dopuszczaniem do siebie. Ja codziennie rozmawiam z bratem, przyjaciółmi, płacze, wspominam. Na ciężkie chwile potrzebny jest czas czas czas. I jakoś ten okres w życiu trzeba przeżyć po prostu.
    • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 07:13
      Dziewczyny, jestem w pięknym miejscu. Odpoczywam i ładuje baterie. Trochę ten wyjazd totalnie w inne miejsce pozwala się zdystansować do tego wszystkiego. To co się działo te 2 tyg temu wydaje mi się tak dawno...Tęsknię za mama, rozmawiam z nią ale jakoś lepiej się powoli czuję. Jestem w pięknym miejscu, taki kameralny bez and breakfast na włoskiej wsi. Gospodyni cudowna, jedzenie mega. Dziś jadę na wycieczkę po wybrzeżu, właśnie siedzę w pociągu.
      Aha, dziękuję za polecenie "Życie Violette", naprawdę fajnie się czyta.
      • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 11:01
        Niesamowite. Poprosiłam Was o polecenie książki i napisałam, że kocham "Regulamin tłoczni win". I polecilyscie mi "Życie Violette", gdzie "Regulamin.." jest jej ukochaną książka...smile
        • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 11:18
          youngagain napisał(a):

          > Niesamowite. Poprosiłam Was o polecenie książki i napisałam, że kocham "Regulam
          > in tłoczni win". I polecilyscie mi "Życie Violette", gdzie "Regulamin.." jest j
          > ej ukochaną książka...smile

          🙂
      • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 11:27
        Jesteś w Polignano a Mare?
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 11:40
          Blisko. Monopoli
          • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 11:51
            Też pięknie, miłego opoczynku.
      • mashcaron Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 12:15
        Riso, patate e cozze ❤️
        Miłego wypoczynku 🙂
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 13:39
          Gia mangiato questosmile
          • mashcaron Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 14:23
            Uwielbiam ☺️
            Najlepsze robi moja teściowa:p
            • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 15:14
              Adoptuje mnie?
              • mashcaron Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 16:28
                Ma sześcioro dzieci, jedno w tę nie robi różnicy:p zapytać?:p
                Mieszka blisko miejsca, gdzie spędzasz wakacje, mogłabyś się od razu wprowadzić;p
    • youngagain Re: Moja mama umiera... 20.06.22, 20:44
      Włochy na chwilę odciągnęły mnie od bólu ale żałoba jednak o sobie przypomina. Czuję pustkę, strasznie brakuje mi mamy. Zadzwonilabym do niej, wysłała fotki. Dziś płakałam na ławce w parku. Płacze teraz. Jakaś fala wielką przyszła, nie mogę przestać. Wiem, że to kiedyś minie, że czasu trzeba. Wiem że sobie poradzę. Jeżdżę tutaj sama, radzę sobie, poznaję ludzi, ale czuję ten brak, czuję te pustkę. Włochy mnie nie cieszą jak zazwyczaj, bo w środku czuję ten ogromny smutek.
      Zazdroszczę ludziom, którzy mają rodziców, chociaż jednego. Gdy widzę córkę z matką to mam łzy w oczach..I zamiast wypatrywać przystojnych Włochów to gapie się na starsze kobiety w wieku mojej mamy, mam do nich jakaś słabość. Jakaś czułość teraz. Ale to chyba jakoś emituję bo ta gospodyni mnie otoczyła taka opieka jak córkę (której nie ma, ma 3 dorosłych synów). Strasznie mi dziś źle. Płacze cały wieczórsad((
      • rozaliaolaboga Re: Moja mama umiera... 27.06.22, 22:00
        Ja jak jechałam na pogrzeb taty to co chwile lapalam za telefon, żeby do niego zadzwonić.. Zawsze zdawałam relacje z podróży, gdzie jesteśmy, gdzie śpimy, co jedliśmy, za ile będziemy. I za każdym razem, kiedy brałam do ręki ten telefon i uświadamiałam sobie, że jadę na pogrzeb, opanowywała mnie dzika rozpacz, dławiący szloch. Koniec świata co godzinę...
        Widok ojców z córkami, z wnukami dalej mnie boli - po prostu mi cholernie żal, że ja już nie mam do kogo zadzwonić, wygadac się, pośmiać, przytulić. Tak już zostanie sad
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 27.06.22, 22:52
          Mam nadziej, że z czasem ten bol wyblaknie jednak...Teraz czuję się fatalnie, dziś mam dzień "kulminacja fali". Czyli jak czuje się lepiej 1-2 dni i nie płacze jakoś dużo to potem przychodzi taki właśnie dzień jak dziś...Przeogromny smutek. Żal. Rozpacz. Emocje na wierzchu. Widok mamy z dorosła córka i łzy w oczach....
          Mam nadzieję że mimo wszystko z czasem przyjdzie rodzaj pogodzenia się...Żal zostanie ale już nie będę czuła tej rozdzielającej rozpaczy każdego dnia.
          • rozaliaolaboga Re: Moja mama umiera... 28.06.22, 07:46
            Wyblaknie. Będzie inaczej, łatwiej żyć na codzień. Wciąż będzie bolało i pewnie od czasu do czasu będzie cię dławić w gardle, i poczujesz dojmujaca tęsknotę, ale zrobi się łatwiej.
            Twoja rana jest jeszcze bardzo, bardzo świeża przecież sad
          • iwles Re: Moja mama umiera... 28.06.22, 07:50

            Przyjdzie taki dzień.
            Przytulam mocno ❤️
          • primula.alpicola Re: Moja mama umiera... 28.06.22, 09:18
            youngagain napisał(a):

            > Mam nadziej, że z czasem ten bol wyblaknie

            Ja też mam taką nadzieję. Trzymaj się.
          • wapaha Re: Moja mama umiera... 28.06.22, 09:44
            ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką i próbowałam jej wyjasnić moje uczucia- do taty
            tata nie zyje od ponad 20 lat
            ból się zmienia- niestety powiedzenie "czas leczy rany" jest prawdziwe- niestety bo miałam odczucie jakoby słabszy ból oznaczał że mniej kocham-a to przecież nieprawda..
            u mnie- im więcej czasu mija tym bardziej zmarła osoba jest mi bliższa- i tym mocniej czuję jej obecność. spokojną, zaakceptowaną w takiej formie -ale "obecną"
            i- chyba dlatego - dla ludzi starszych śmierć zazwyczaj nie jest czymś starszym-bo im bliżej są własnej śmierci tym bardziej odczuwają obecność swoich bliskich -a to takie fajne, kojące

            Ściskam cię mocno- dobrze, że piszesz, widać jak krok po kroku przechodzisz kolejny etap żałoby.
            Przytulam
    • hannah_weaver Re: Moja mama umiera... 28.06.22, 07:24
      Tulę mocno...
    • youngagain Re: Moja mama umiera... 05.07.22, 20:28
      Boże jak to bolisad
      Wpadłam w wir pracy w ostatnie dni ale w weekend byłam sama i ciągle płakałam. Wyszłam w piątek z przyjaciółkami na drinka i dobrze, próbuje się wyrywać ale ta ciemna zasłona smutku nadal naokoło mnie. Emocje mam na wierzchu, ciągle poplakuje. Ciągle ale to ciągle łapie się na "zadzwonilabym do mamy". Ciągle. Każdego dnia. Jutro miną 4 tygodnie odkąd odeszła. Wydaje mi się to taaaak dawno. Tak strasznie dawno jej już nie widziałam.
      Jak się kogoś ma na codzien to po tej stracie mózg nie nadąża. To jakby ktoś odrąbał mi część mnie. Rękę, mogę. Mama zawsze była, była częścią świata jak słońce, księżyc i tak dalej. Więc teraz to takie niedorzeczne, że jej nie ma. Taka totalna dysocjacja. próba zrozumienia kończąca się na "ale jak to? Absurd".
      Nie jestem w stanie zmusić się by pojechać i przejrzeć jej rzeczy. Ale daje sobie czas. Trzeba będzie to zrobić żeby jej mieszkanie wynająć bo generuje koszty ale dla mnie myśl że w tym mieszkaniu które razem urządzaliśmy będą jacyś obcy ludzie - mnie dziś obezwładnia. Razem z nią wybierałam wszystko co w nim jest. Pamiętam gdzie co kupowaliśmy. Razem.
      Boże ja nie wiedziałam że można tak tęsknić za drugim człowiekiem.
      Proszę powiedzcie, że kiedyś to minie
      Mam wrażenie, że ktoś mi literalnie wyrwał serce.
      • youngagain Re: Moja mama umiera... 05.07.22, 20:31
        I smuci mnie brak znaków od mamy. Nawet mi się nie śnisad( Tak bardzo chciałabym żeby przyszła do mnie we śnie. Pocieszyła. Powiedziała że jej tam dobrze, że gdzieś JEST.
        Inna sprawa że od tygodni śpię kiepsko zazwyczaj. Budzę się zawsze przed budzikiem , czasem nad ranem i nie mogę zasnąć. Nie jestem zdenerwowana czy jakaś nabuzowana. Po prostu jakby ktoś mnie wybudził i już.
        • dolores12 Re: Moja mama umiera... 05.07.22, 20:45
          Jutro minie rok jak zmarła moja mama. Do tej pory śniła mi się 3 razy, tylko w jednym śnie nie była bliska śmierci. Czekam, aż mi się przyśni młoda i zdrowa. Trzymaj się.
      • k.messi Re: Moja mama umiera... 05.07.22, 20:38
        Minie.

        Zelżeje. Osłabnie.

        Tak mówią, bo sama szczęśliwie jeszcze tego nie wiem.

        Pomyśl o terapii.
        Wyrzucenie tego na głos, do drugiego człowieka może bardzo pomóc.

        I tak mi przyszło do głowy... może listy?
        Listy do Mamy, oczywiście. Prywatne, takie spod serca. Może to ukoi choć trochę Twoje emocje?

        Oczywiście są to metody doraźne, a nie panaceum, ale... ja się chwytam każdej deski ratunku, kiedy chodzi o moją depresję.
        • youngagain Re: Moja mama umiera... 05.07.22, 21:43
          Ja mam się komu wygadać. Nie czuję żebym wpadała w depresję, tylko po prostu jest mi strasznie smutno, mama zostawiła po sobie wielka pustkę. Natomiast myślę, że ten mój smutek jest w pełni adekwatny do tego co się stało więc nie czuję potrzeby by iść do psychologa. Czuję, że po prostu tak ten proces wygląda i nie ma drogi na skróty, ale nic niepokojącego się ze mną nie dzieje.
          Ale dzięki za troskę, doceniamkiss
          • k.messi Re: Moja mama umiera... 06.07.22, 17:44
            Sama wyczujesz najlepiej.
            Ściskam mocno smile
      • asia.sthm Re: Moja mama umiera... 06.07.22, 17:57
        > Proszę powiedzcie, że kiedyś to minie

        Minie jak przyjdzie na to czas. Tobie dobrze idzie i tego sie trzymaj. Przezywasz po swojemu, umiesz to ubrac w slowa, umiesz sie podzielic nawet tu na forum. Piszesz pieknie.
        Ja cie podziwiam, wspieram, pozdrawiam i przytulam nienachalnie wirtualnie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka