Dziewczyny, jak pewnie pamiętacie (przynajmniej niektóre

) zaczęłam leczyć depresję. Było lepiej, ale okazało się, że zaczęły się problemy, ponieważ jednocześnie jestem na hormonoterapii. Problemy pojawiły się nagle i wydawało mi się, że umieram (serio). Ciśnienie wystrzelone w kosmos, drżenie całego ciała, duszności, niepokój to tylko niektóre z nich. Kazano mi je ostatecznie odstawić (chociaż odstawiałam 5 dni (miałam brać po połówce), było jeszcze gorzej. Niestety był to czas, kiedy moja pani dr była na urlopie, a potem dodatkowo na L4. W rezulacie ponad miesiąc zostałam bez jakichkolwiek leków i ... jest dobrze. Tak jakby nigdy żadnej depresji nie było. W piątek poszłam na wizytę, powiedziałam co i jak a pani zignorowana moje polepszenie i postanowiła, że "spróbujemy" z innymi. Niestety, jak sama stwierdziła, przy hormonoterapii to loteria z tym dobieraniem. Jeszcze nie wzięłam tej pierwszej połówki, bo zwyczajnie nie mam chęci na takie jazdy jak poprzednio. Z drugiej strony od mojego rodzinnego wiem, że pani dr jest zwolenniczką leków a dla niej człowiek bez ustawionych leków to człowiek zdrowy, więc może iść do pracy. A ja chciałabym sobie odpocząć na L4 ustawowe 182 dni. Lekarz sugeruje, że przecież jak nie wezmę, to nikt nie sprawdzi. Sugeruje, żebym rozminęła się z prawdą. Żałuję, że nie zapytałam psychiatry, dlaczego mam próbować z nowymi lekami. Nie chcę kłamać, ale trochę się boję być w 100% szczera. Proszę o jakieś sugestie i z góry dziękuję.