urmet.ascom
08.08.22, 10:26
Również poproszę o radę. Zainspirował mnie temat obok. Jestem w dość podobnej, ale jednak innej sytuacji. Lat 52, on również. Oboje mamy dorosłe, samodzielne dzieci. Ja dawno temu rozwiedziona, wszystkie sprawy pozamykane. On od 7 lat wdowiec. Od dwóch lat jesteśmy razem. Zamieszkaliśmy wspólnie w domu pod miastem, nasze mieszkania wynajęliśmy. Umowa jest tylko na mnie, on mi regularnie co miesiąc daje połowę należności do ręki. Od razu odpowiadając na pytanie dlaczego: on jest formalnie na rencie, której nie chce tracić, natomiast bez umowy ma całkiem duże dochody (tłumaczenia niszowego języka). Niby jest fajnie, spędzamy czas ze sobą, wyjeżdżamy, aktywne weekendy, ale... Nie czuję się prawdziwą częścią jego życia. Jego relacje z córką, jej mężem i wnukami są bardzo dobre, ale w ciągu naszej znajomości i później związku widziałam ich dosłownie RAZ i to przelotnie. Nie widzi żadnej potrzeby oficjalnego mnie przedstawiania, odwiedza ich często sam, bierze wnuka na miasto samo, oni do nas przyjeżdżają akurat wtedy, gdy mnie nie ma. Święta: oni zawsze mają priorytet. Tak samo jakieś ich uroczystości rodzinne, urodziny, imieniny itp. Oczywiście mówiłam, że mi się to niepodoba. On zawsze odpowiada, że nie miesza się w moje relacje z synem, jego żoną i wnuczką. I to prawda, nie miesza się, kompletnie go nie obchodzą. Faktem jest, że mam gorsze relacje z synową niż on z mężem córki, ale to jednak inna sprawa. Syn bywa u mnie z wnuczką, on przywita się, kiwnie głową i wraca do książki, komputera, ogródka... Oni go nie interesują. Jego zdaniem jesteśmy ze sobą, jest nam dobrze, prowadzimy udane życie wspólnie, ale rodziny to jednak co innego, nie ma sensu i potrzeby tego łączyć. Oczywiście nawet nie chce słyszeć o ślubie. I mam dylemat. Bo to naprawdę dobry człowiek, wartościowy, kocham go, ale kompletnie nie pasuje mi ten model funkcjonowania. Przed podjęciem wobec siebie zobowiązań i zamieszkaniem nie rozmawialiśmy o tym, ale już wtedy widziałam jego stosunek do takiego funkcjonowania. Liczyłam jednak, że się zmieni, gdy zamieszkamy wspólnie. Strasznie to zagmatwane, nie wiem co powinnam robić. Trudno mi sobie wyorazić takie funkcjonowanie na dłużej.