nicknachwile79
27.08.22, 01:27
W tym tygodniu przez trzy dni (pon, wt, śr i w środę poznym wieczorem wracałam) mnie nie było. W ten ostatni dzień mąż postanowił, że to jednak on się wyniesie. Zrobił to przy synu - który nie jest małym dzieckiem, ma 14 lat i widział, że jest bardzo słabo między nami - spakował sie, wszystkie swoje ciuchy, swoje gadżety elektroniczne, które kupował jak małolat, porozmawiał z nim, mówiąc, że matki już nie kocha, musi coś zmienić, bo tak żyć nie można, dojrzał do zmian w całym swoim życiu. I wyszedł jakby nigdy nic (specjalnie na ten dzień wziął w pracy dzień wolnego). Mnie poinformował telefonicznie o zaistniałej sytuacji (wiedział, że wcześniej przyjechać nie dam rady, bo się nie wyrwie parę godz wcześniej). Młody w szoku, chociaż wiedział, że i tak z mężem razem nie będziemy, ale jednak...
Qtas miał na wyprowadzke pełne DWA TYGODNIE jak byliśmy na wyjeździe z synem, a on został w domu, ale jak stwierdził: wtedy tego nie zrobił, bo się wahał, cały czas się gryzł i nie wiedział, jak to wszystko poukładać i dlatego zrobił to dopiero teraz. I że przeprasza, że jak mu wtedy o terapii małżeńskiej mówiłam, to nie powiedział od razu NIE, ale nie chciał, bo jw: cały czas myślał, co dalej z naszym i jego życiem, już od kilku miesięcy (!) analizował przeróżne scenariusze, teraz ma zamiar zmienić swoje życie.
Nie wiem, gdzie i do kogo (o ile w ogóle do kogoś) się wyprowadził. Przez tel powiedział, że odezwie się po weekendzie, bo teraz, urwa, potrzebuje czasu!, bo musi ochłonąć, żeby się spotkać gdzieś na neutralnym gruncie i ustalić, co dalej, co z finansami.
A mnie dosłownie rozpier.....od środka.
Mam ochotę poinformować teściów, którzy najprawdopodobniej żyją w blogiej nieświadomości, ale nie wiem, czy jest sens, tym bardziej, że jestem dopiero przed rozmową z nim w cztery oczy. No i...czy oni mają w ogóle na to wpływ?
Rad nawet nie chce, bo i co tu radzić? A na dobrą sprawe o sama nie wiem, czego chce. Napisałam, bo chciałam wyrzucić z siebie to.